6/13/2018

[RECENZJA] "W cieniu paproci" - Anika Stelmasik

Adam to artysta malarz, który z powodu kalectwa nie opuszcza swojego mieszkania-pracowni. Jedyną wartością, jaką wyznaje, jest sztuka, nic poza nią.
Pewnego dnia do jego mieszkania wkracza szalona nastolatka Niki, która pod pretekstem akcji organizowanej przez jej liceum zmienia żarówki, a jednocześnie wprowadza sporo zamieszania w życie Adama. I prowokuje zmiany, których on zupełnie się nie spodziewa…
Maria, dojrzała kobieta, mieszkająca ze swoją matką, przez całe dorosłe życie pielęgnowała pamięć po swojej młodzieńczej miłości do Jana. Po latach odkrywa tajemnicę zniknięcia Jana i postanawia zawalczyć o siebie.
I Adam, i Maria – widzący siebie czasem nawzajem w oknach kamienicy podczas długich, bezsennych nocy – borykają się z samotnością, która w nich wrosła, jak im się zdaje, już na zawsze.
Ale czy rzeczywiście na zawsze? 



Tytuł: W cieniu paproci
Autor: Anika Stelmasik
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 556

Debiut słusznych rozmiarów, przepiękna okładka i ciekawy opis; od pierwszej chwili zastanawiałam się, jak wartościowy okaże się debiut Aniki Stelmasik. Jesteście ciekawi? Zapraszam na recenzję!


Anika Stelmasik urodziła się pierwszego dnia jesieni roku 1969, w czasach, gdy światem rządziły dzieci kwiaty. Z wykształcenia pedagog, z zawodu projektant wnętrz, z zamiłowania obserwator ludzkich relacji, których fascynujące zawiłości opisuje w swej pierwszej powieści „W cieniu paproci”. Od lat zakochana w Bieszczadach oraz wszystkim, co eko – w domach ze słomy, naturalnych ogrodach, zdrowym jedzeniu i czerwonym winie.



Mieszkają w sąsiadujących ze sobą kamienicach, lecz zupełnie się nie znajdą… On, Adam, jest niepełnosprawnym malarzem, który całkowicie wyłączyć się z życia. Zakupy spożywcze robi mu listonosz, a czasem, chociaż bardzo rzadko, zdarza się, że namaluje coś na zamówienie, żeby dorobić trochę do skromnej renty. W jego monotonne, do bólu spokojne życie wkracza pewnego dnia rezolutna nastolatka, która przewraca wszystko do góry nogami… Po drugiej stronie mieszka Maria, kobieta samotna, która od lat żyje wspomnieniem młodzieńczej miłości i opiekuje się matką. Hoduje z zamiłowaniem wielką paproć i wydawać by się mogło, że w jej życiu nie ma upadków… Jednak prawda, którą wyjawia jej mama, zmienia wszystko w jej postrzeganiu dawno utraconego, ukochanego Jana…



Jestem zdumiona tym, jak wspaniały jest debiut Aniki Stelmasik. Historia o zwykłych ludziach, którzy zatapiają się w samotności i żyją przeszłością złapała mnie za serce już od pierwszych stron. Bez sztucznych upiększeń, bez przepychu i przerysowania autorka opowiada czytelnikowi historię życia Marii i historię życia Adama. 
Jedną z największych zalet powieści są przeskoki pomiędzy przeszłością głównych bohaterów, a teraźniejszością. To sprawia, że mamy niesamowitą okazję stopniowo i dokładnie poznawać Marię i Adama, czując, jak ze strony na stronę stają nam się coraz bliżsi.
Anika Stelmasik nie pożałowała czasu, żeby dopracować głównych bohaterów, ale równie skrupulatnie przedstawiła czytelnikowi postacie drugoplanowe, które wprowadzają sporo urozmaicenia do tej spokojnej, nostalgicznej historii.
Chociaż powieść ma ponad pięćset pięćdziesiąt stron, to czyta się ją niemal jednym tchem. Smutek i melancholia przeplatają się z niebanalnym poczuciem humoru, a myśli czytelnika śledzą poczynania bohaterów, co wprawia w niemałe zdumienie, że to naprawdę debiut autorki. Szczerze i bez przesady, po prostu rewelacyjny.
Jestem zauroczona metaforą, jaka kryje się za tytułem powieści. „W cieniu paproci” znajduje szerokie odniesienie w fabule, co nieczęsto się zdarza.
Powieść jest spokojna, ale opowiedziana pięknie i absolutnie wyzbyta zbędnych zapychaczy, które mogłyby wywoływać znużenie. Takich debiutów życzy sobie każdy czytelnik, który lubi po nie sięgać. Ciężko się nie zachwycić tą magią skrytą w prostocie. To opowieść o zwyczajnych ludziach, o kobiecie i mężczyźnie, którzy tak długą trwają w samotności, że przestaje im się ona wydawać czymś złym… To piękne, że są tak blisko, a jednocześnie tak daleko, kompletnie nie zdając sobie sprawy, jak wiele ich łączy.
Polecam szczerze i bez zastanowienia każdej osobie, która pragnie wyciszenia. Przy tej lekturze się zatrzymacie, ochłoniecie, znajdziecie czas na refleksję i zadumę. Wspaniała powieść obyczajowa, jedna z tych, do których pragnie się wracać.
Moja ocena: 9/10


Obserwował jej twarz, która z każdą nanosekundą zmieniała się w powleczoną kirem. Musiał jak najszybciej skierować rozmowę na spokojne tory. Bał się swojej reakcji na jej emocje, nie chciał się z tym zmierzać, nie chciał widzieć jej smutnej i bezbronnej. Ona jak z otwartej księgi wyczytała z jego twarzy strach.

  
Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

 

6 komentarzy:

  1. Czuję ,że jest to książka, która mogłaby mi się spodobać. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Dość obszerna powieść, ale jej fabuła trafia w mój gust.

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko! Ale to musi być dobre!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oby takich debiutów więcej! Pełna emocji książka, która nawet po odłożeniu jej na półkę pozostaje w pamięci czytelnika i skłania do głębokich refleksji. Polecamy! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawa recenzja! Na pewno chętnie zajrzę do tej książki, zaciekawiłaś mnie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna pozycja na świąteczny prezent dla bliskiej... Dzięki za recenzję :)

    OdpowiedzUsuń