10/11/2017

[RECENZJA PREMIEROWA] "Consolation" - Corinne Michaels | PATRONAT MEDIALNY

Uzależniająca. Intensywna. Emocjonująca.
To historia o złamanych sercach, tęsknocie, słodko-gorzkim smaku zakazanego owocu. Porywająca. Wzruszająca. Chwytająca za serce.
Tej historii nie zapomnisz. A kiedy poznasz jej zakończenie, będziesz marzyć o tym, aby natychmiast poznać jej dalszy ciąg!
Liam nie miał być moim szczęśliwym zakończeniem. Nawet nie byłam nim zainteresowana.Był najlepszym przyjacielem mojego męża – zakazanym owocem.
Tyle że mój mąż nie żyje, a ja czuję się samotna. Tęsknię za nim i ląduję w ramionach Liama. Jedna wspólna noc zmienia wszystko. Teraz muszę zdecydować, czy naprawdę go kocham, czy jest dla mnie tylko nagrodą pocieszenia.












Tytuł: Consolation
Autor: Corinne Michaels
Wydawnictwo: Szósty Zmysł 
Liczba stron: 400

Trzeba być bardzo odważnym, żeby zostać żołnierzem. Jednak jeszcze więcej odwagi wymaga zgoda na zostanie żoną żołnierza. To dobrowolne skazywanie się na miłość do szlachetnego człowieka, ale także na ciągłe oczekiwanie i życie w bezustannym strachu o to, czy kiedykolwiek powróci... Zapraszam Was na premierową recenzję książki, która wstrząsnęła moim światem.

Corinne Michaels jest bestsellerową autorką dziewięciu książek z gatunku romans, które znalazły się na listach New York Timesa, USA Today i Wall Street Journal. Jest kochającą mamą dwójki dzieci i szczęśliwą żoną byłego żołnierza Marynarki Wojennej. Pisała, oczekując na jego powrót...

Gdy Natalie jest w ostatnich tygodniach ciąży, do jej drzwi pewnego dnia pukają przyjaciele jej męża, którzy przynoszą informację, jakiej nigdy miała nadzieję nie usłyszeć... W jednej chwili Natalie zostaje całkiem sama, a jej córeczka rodzi się jako półsierota... Żegna swojego męża, który zginął na misji. Popada w depresję i zupełnie nie spodziewa się, że Liam, najlepszy przyjaciel jej męża, okaże się być podporą w najgorszych chwilach, ale i światełkiem w tunelu...

Chociaż "Consolation" przeczytałam już kilka tygodni temu, to musiałam poczekać z recenzją do ostatniej chwili. Przez bardzo długi czas nie potrafiłam pozbierać myśli. Dlaczego? Bo rozpoczynając tę lekturę nie spodziewałam się, że tak bardzo mną wstrząśnie.
Już od kilku lat część mojego serca należy do każdego amerykańskiego żołnierza, który jedzie na misję. W sporej mierze wpłynęła na to lektura książki Nicholasa Sparksa pt. "I wciąż ją kocham", która zafundowała mi pierwszego w życiu i aż tygodniowego kaca książkowego. Dopiero po przeczytaniu tej powieści uświadomiłam sobie, że amerykański żołnierz stawia na szali wszystko, żeby tylko móc służyć swojemu krajowi. Nie ma dla mnie większej szlachetności i odwagi, większego powodu do szanowania drugiego człowieka. Wojsko zmienia ludzi, wpływa na psychikę, przewartościowuje wszystko. Właśnie dlatego "Consolation" tak mnie poruszyło.

Dziś jest ostatnim dniem, w którym pozwalam sobie na smutek. Ostatni dzień, w którym uronię łzy, ponieważ łzy i tak niczego nie zmienią. 

Aaron i Liam są komandosami, czyli żołnierzami od zadań specjalnych oraz wyjątkowo niebezpiecznych. Po drugiej stronie "świata" jest ona, Natalie - ciężarna i oczekująca powrotu męża. Aaron ginie w najgorszym możliwym momencie - nie zrozumcie mnie źle, żaden moment na śmierć dla takiego młodego człowieka nie jest dobry, ale on właśnie miał zostać ojcem. Aż trudno sobie wyobrazić rozpacz kobiety, która na chwilę przed najważniejszym momentem w życiu traci drugą połówkę siebie. 
Pojawia się Liam, który dla mnie był po prostu ideałem od początku do końca. Troskliwy, ale i odważny. Twardy na zewnątrz, ale o ogromnym sercu. Przystojny, ale zdecydowanie nie próżny. Był uosobieniem wszystkiego, czego mogłaby pragnąć kobieta. Natalie potrzebowała przyjaciela i właśnie tym dla niej był. 

Nie próbuj umniejszać tej tragedii i udawać, że wcale nie jest dla ciebie taka trudna...

Autorka przedstawiła w swej powieści bardzo dokładnie różne etapy żałoby. Najpierw szok, następnie zaprzeczenie, później otumanienie, złość na wszystko i wszystkich, a na samym końcu, po przejściu prawdziwej drogi przez mękę, akceptację tragedii. 
Spędziłam z "Consolation" tylko jedną noc. Tylko jedną i aż jedną. Bo ostatnią tak emocjonującą noc z lekturą miałam siedem lat temu, gdy czytałam wspomniane wcześniej "I wciąż ją kocham". Nie potrafiłam się oderwać, nie potrafiłam uspokoić emocji, serca, napływu najróżniejszych uczuć. Byłam z Natalie całą sobą, podziwiałam Liama od początku do końca. Poruszyła mnie prawdziwość tej historii... Nikt z nas nie zdaje sobie sprawy, jak wiele kobiet musi pożegnać swych mężów, którzy wracają z misji w trumnach... To przerażające, ale też boleśnie prawdziwe. 
I taka właśnie jest ta powieść. Poruszająca, wyrywająca z piersi serce, wypełniona po brzegi prawdziwym emocjami, rozdzierająca duszę na najdrobniejsze kawałeczki i nie dająca o sobie zapomnieć. 
Wiecie co jest w tej historii najbardziej wstrząsające? Zakończenie. Prawdziwy cliffhanger po którym ciężko złapać kolejny oddech. 
Ta historia jest po prostu krystalicznie piękna i przejmująco smutna. O godzeniu się z utratą najważniejszej osoby, o walce z samym sobą, o powolnym odbudowywaniu najprostszej codzienności bez niego... 
"Consolation" trzeba przeczytać. "Consolation" to powieść, która zmieni w Was wiele i objawi tę stronę życia, o której się nie myśli. Oto historia o stracie, ale i przepięknej, uzdrawiającej sile miłości.
Dzieło sztuki.
Moja ocena: 9/10


Bez śmierci nie ma życia. Gdy ktoś z nas umiera, to nie idzie na marne. Nie traktujemy tego lekko. Jeśli nie uszanuję czyjegoś poświęcenia, to jak to o mnie świadczy?





Za możliwość przeczytania i objęcia patronatem medialnym książki dziękuję wydawnictwu Szósty Zmysł.



6 komentarzy:

  1. Wszyscy tak zachwycają się tą lekturą, że nabieram na nią coraz większej ochoty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję patronatu i dzisiaj kolejny raz czytam pozytywną recenzję :) Coś w tym musi być ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziś juz chyba po raz piąty czytałam same superlatywy o tej ksiazce. Nie mam wyjścia, muszę przeczytać;)
    kocieczytanie.blogspot com

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak pięknie napisałaś o tej książce, że recenzja powinna skusić każdego :) Ja w planach i tak ją mam (oczywiście dopiero po wydaniu drugiego tomu), ale czytam każdą opinię i na kilkadziesiąt, może ze dwie były mniej pozytywne. Mniej pozytywne, ale nie negatywne. To już musi świadczyć o tym, że książka jest warta przeczytania :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, świetna recenzja, naprawdę mnie nią zachęciłaś do tego, żeby jednak sięgnąć po tę książkę. Wpisuję sobie ten tytuł na listę i mam nadzieję, że wkrótce uda mi się po niego sięgnąć <3

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze nie miałam okazji jej przeczytać ale z miłą chęcią sięgnę po tę książkę dzięki Twojej recenzji.

    OdpowiedzUsuń