29.08.2017

[RECENZJA] "Sexy Bastard. Hard" - Eve Jagger


Silny, arogancki i nieznoszący sprzeciwu Ryder to król nocnego życia w Atlancie. Na co dzień jest właścicielem klubu nocnego, po godzinach zarządza potajemnie podziemnym ringiem.


Wkrótce na jego drodze pojawia się Cassie, która po ucieczce z Londynu wraca do rodzinnej Atlanty. Dziewczyna licząc na spokojne życie, nie spodziewa się, że pewnej nocy do jej domu wtargnie wściekły Ryder Cole. Bezwzględny mężczyzna zamierza ukarać brata Cassie za niespłacone długi.

Aby ocalić brata, Cassie wdaje się w niebezpieczny układ z Ryderem i zaczyna angażować się w jego szemrane interesy. Wkrótce obezwładniające pożądanie między nimi jest nie do ukrycia. Niestety nie obejdzie się bez konsekwencji. Ryder nie pozwoli jej tak po prostu odejść, a Cassie nie może ukrywać się w nieskończoność.










Tytuł: Sexy Bastard. Hard
Autor: Eve Jagger
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 282

Zawsze miałam słabość do seksownych okładek z pięknymi nagimi męskimi torsami. Wydawnictwo Kobiece w tej kwestii absolutnie wymiata! Opis "Hard" bardzo mnie zaintrygował głównie przez to, że pojawiła się tam wzmianka o "nielegalnych walkach". Ja ten motyw wręcz kocham - dokładnie od momentu, gdy po raz pierwszy obejrzałam film "Fighting" z Channingiem Tatumem. Czy powieść spełniła moje oczekiwania? 

Eve Jagger zadebiutowała powieścią "Hard" z serii "Sexy Bastard". Seria okazała się absolutnym hitem w Ameryce. Autorka ma dwójkę dzieci i męża. Eve już w szkole średniej próbowała swoich sił w pisarstwie, ale dopiero niedawno postanowiła stworzyć dłużą opowieść, która nadawałaby się do wydania w formie książki.

Cassie wreszcie zdobyła się na to, żeby uciec z Londynu i powrócić do Atlanty. W rodzinnym domu nie zastała swojego brata, ale zamiast tego w nocy wtargnęli do jej sypialni mężczyźni rządni krwi Jacksona. Okazało się, że jej młodszy brat zaciągnął kilkutysięczny dług u wpływowego i niebezpiecznego mężczyzny, a on postanowił upomnieć się o swoje. Ryder nie planował ulegać, ale pod wpływem uroku Cassie zgodził się, żeby dziewczyna odpracowywała w jego klubie dług brata. I od tego wszystko się zaczęło...


Tak to już jest, że boimy się rodzimych debiutów, ale po te zagraniczne sięgamy bez obaw. Ja "Hard" byłam po prostu ciekawa. Nie oczekiwałam nie wiadomo czego, chociaż te "nielegalne walki" brzmiały intrygująco.
Powieść od początku dość mnie zainteresowała, a przy tym spodobało mi się to, że autorka wyraźnie pokazała chemię między głównymi bohaterami, lecz nie zdominowała całej akcji przez ich pragnienie znalezienia się razem w łóżku. Wiadomo, mamy tu do czynienia z literaturą erotyczną, więc można się było domyślić w jakim kierunku tak czy inaczej to zmierza.
Historia ciekawie rozkręcała się tylko do pewnego momentu, lecz później nastąpił spadek formy, który dał mi się we znaki i sprawił, że zaczęłam się nudzić... Momentami okrutnie. Dość szybko zauważyłam wady typowe dla debiutantów. Eve Jagger przechodziła od skrajności w skrajność i czasem miałam wrażenie, jak gdyby chciała do tej historii władować wszystko to, co było ogólnie rzecz biorąc zbędne. Jeśli zaś chodzi o wątek walk, który tak mnie intrygował, to przykro mi, ale tego wątku po prostu nie było. A szkoda. 
Gdyby tak rozłożyć "Hard" na części pierwsze, to można by wyszczególnić kilka wątków pobocznych i wówczas jak na dłoni byłoby widać, że autorka tylko je upchnęła w treści, ale już nie pofatygowała się, żeby dopracować chociaż połowę z nich. Przykładem takiego wątku pobocznego, którego potencjał nie został wykorzystany nawet w 30%, jest stalking. Nie będę Wam przedstawiać dokładnego kontekstu, żeby nie spojlerować, ale tak, można to było wykorzystać bardziej, mocniej, a wówczas historia zdecydowanie zyskałaby na wartości. 
Gdy myślę o "Hard", to od razu przypomina mi się przynajmniej kilka książek, które były podobne do tej. Autorka stworzyła taki odgrzewany kotlet zrobiony z tego, co już znamy. Nie ma tu niczego nowego, oryginalnego i odkrywczego. Jasne, powieść jest kobieca, lekka i mniej więcej przyjemna, ale to jednak wtórność. Czuć, że to debiut. Naprawdę.
Postanowiłam jednak nie przekreślać od razu całej serii "Sexy Bastard", bo mimo wszystko ciekawią mnie dalsze losy kolejnych bohaterów. Liczę na to, że kolejne tomy będą lepsze i bardziej dopracowane. W końcu trzeba być wyrozumiałym dla debiutów. 
Moja ocena: 6/10 

(...) Jest za gorąco, żeby tam siedzieć, nawet w krótkich spodenkach i koszulce na ramiączka, jednak ciągnie mnie pustka tamtego miejsca, jakby nietkniętego, nieskalanego przez nic i nikogo. Wciąż pozostaje idealne, tak jak każda rzecz, zanim jej spróbujesz, tak jak ludzie, zanim ich pokochasz albo zanim wyda ci się, że ich kochasz. 



4 komentarze:

  1. O książce oczywiście słyszałam, ale przyznaję, że nie byłam nią specjalnie zainteresowana i po Twojej recenzji się to nie zmieniło :) Może kiedyś przeczytam, ale te wady, które wskazałaś, czyli nudne momenty, przeładowanie różnymi wątkami, które później nie zostały dobrze wykorzystane, brak oryginalności... No, to zdecydowanie nie zachęca. Ale fakt, okładka przyciąga wzrok :D
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka przykuwa wzrok - nie ma co się oszukiwać. Przypuszczałam, że ta lektura może nie wyróżniać się na tle innych, ale może kiedyś skuszę się na nią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Potwierdzę zdanie dziewczyn - okładka zdecydowanie przykuwa uwagę.
    Tego typu książki lubię czytać np. po sesji :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie lubię erotyków i z tego powodu na pewno po tę książkę nie sięgnę. I chyba wiele nie stracę xd


    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń