23.08.2017

[RECENZJA] "Felicia zaginęła" - Jørn Lier Horst

Drugi tom bestsellerowej serii o komisarzu Williamie Wistingu, cyklu kryminałów mistrzowsko przedstawiających śledztwa norweskiego policjanta z Larviku. 
Obecnie w Norwegii jest prawie tysiąc zaginionych osób. Za każdym zniknięciem kryje się swoiste misterium, zagadka. Książka Felicia zaginęła opowiada jedną z takich historii.
Gdy komisarz William Wisting otwiera nową sprawę o zaginięcie, w tym samym czasie podczas prac budowlanych zostaje znalezione ciało kobiety. Dochodzenie odkrywa sieć kłamstw i brzemiennych w skutkach wydarzeń, i pomimo że sprawa jest stara, jej dramatyczne następstwa wciąż są odczuwalne.
Wisting walczy z czasem i ze zbliżającym się przedawnieniem sprawy, ale przede wszystkim z ukrytym mordercą, który myślał, że uda mu się uniknąć kary…










Tytuł: Felicia zaginęła
Autor: Jørn Lier Horst
Wydawnictwo: Smak Słowa
Liczba stron: 352

Wszyscy wiedzą (nawet ci, którzy nie są wytrawnymi koneserami gatunku), że Skandynawia kryminałem stoi! Ja swoje pierwsze spotkanie z twórczością Horsta wspominam fenomenalnie, dlatego z niecierpliwością oczekiwałam premiery "Felicia zaginęła"... i to z kilku powodów! 

Jørn Lier Horst jest pisarzem i dramaturgiem norweskiego pochodzenia. Do września 2013 roku pracował jako szef wydziału śledczego Okręgu Policji Vestfold. Studiował kryminologię, filozofię i psychologię. Za kryminały z serii o Williamie Wistingu autor otrzymał wiele prestiżowych nagród. 

William Wisting staje przed kolejną skomplikowaną sprawą, gdy pod drogą zostaje znaleziony szkielet zamknięty w szafie. Komisarz próbuje ustalić tożsamość ofiary i czas, gdy została zamordowana. Okazuje się, że morderstwo miało miejsce niemal dwadzieścia pięć lat temu i tylko dni dzielą sprawę od przedawnienia. Następnego dnia Wisting odbiera zgłoszenie o zaginięciu młodej dziewczyny... 


Szanuję Horsta za to, że jest autorem posiadającym nie tylko teoretyczną, ale przede wszystkim praktyczną wiedzę o rzeczach, które opisuje. Nie oszukujmy się jednak - wiedza to nie jedyny atut tego autora. On ma po prostu niebywałą smykałkę do tworzenia genialnych i trzymających za gardło kryminałów! 
William Wisting to alter ego samego autora. Wierzcie mi, to świetny facet, który ma głowę na karku i zmysł obserwacji otoczenia. Podoba mi się to, że nie jest "chodzącym fenomenem", bo takich "chodzących fenomenów" to w kryminałach można znaleźć od groma i jeszcze więcej! Wisting do wszystkich wniosków dochodzi powoli i z rozsądkiem. Jego śledztwo jest zawsze niesamowicie intrygujące, wciągające i nieprzewidywalne, bo czytelnik wraz z nim zmuszony jest dochodzić do wszystkiego po sznurku do kłębka. 
Autor w drugim tomie serii postanowił zwrócić uwagę otoczenia na kolejny problem społeczny. Tym razem postawił przed czytelnikiem pytanie, czy sprawy o zabójstwo powinny ulegać przedawnieniu? Bardzo spodobało mi się to, jak autor podszedł do tego zagadnienia, jak skrupulatnie wykazał wszystkie wady "przedawnienia" sprawy tak ciężkiej, jaką jest morderstwo. Dodatkowo postanowił dołączyć do fabuły wątek, który mnie osobiście bardzo intryguje, a mianowicie zaginięcie! Wielokrotnie pisałam, że mnie zaginięcia ciekawią właśnie dlatego, że nawet teraz, w dobie telefonów, komputerów i monitoringu, można po prostu wyjść z domu i rozpłynąć się w powietrzu. Tak właśnie znika młoda dziewczyna, której narzeczony zgłasza zaginięcie. Czytelnik mimowolnie zadaje sobie pytanie, czy zaginięcie i morderstwo sprzed lat mają ze sobą coś wspólnego, czy to dwie odrębne sprawy prowadzone przez Wistinga? 
Jørn Lier Horst okazał się absolutnym mistrzem budowania napięcia! Nawet przy pierwszym spotkaniu z twórczością tego autora nie doświadczyłam tak gwałtownych skoków adrenaliny! Horst zafundował czytelnikowi ostrą jazdę i naprawdę skrajne, ale bardzo silne emocje! 
Pomiędzy problemami społecznymi, pytaniami bez odpowiedzi, zaskoczeniami i zwrotami akcji czytelnik ma szansę zajrzeć w szczegółowy schemat pracy policji. Autor pokazał znaczące różnice między podchodzeniem funkcjonariuszy do kwestii zaginięć i morderstw sprzed lat. 
Jestem zachwycona i w pełni usatysfakcjonowana po drugim spotkaniu z twórczością Horsta! To genialny, idealnie dopracowany kryminał, który porywa bez reszty i nie pozwala się oderwać! William Wisting po raz kolejny zdobył ogrom mojego podziwu! Pamiętajcie, że ten komisarz nie lubi łatwych spraw, więc jestem ciekawa jakie wyzwania staną przed nim następnym razem. POLECAM! 
Moja ocena: 9/10 

Lata pracy nauczyły go, że najważniejsze pytanie w sprawie o zabójstwo brzmiało dlaczego. W tym krótkim słowie było zawarte napięcie. Napięcie, które wywoływało łaskotanie w żołądku. Poza tym pytanie dlaczego zmuszało go do bardziej racjonalnego myślenia i odciągało do snucia mglistych, niczym nieuzasadnionych spekulacji, którym drogę często torowały pytania kto i jak. 
Instagram

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Smak Słowa.




2 komentarze:

  1. Nie znam jeszcze twórczości Horsta, ale chętnie się z nią poznam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie wiem, co ci Skandynawowie widzą w kryminałach. Jakby było u nich za mało mroźnie, ponuro i depresyjnie, to jeszcze w 80% powieści bach, zbrodnia, a najlepiej cała seria, a jak nie to chociaż porwanie ;)

    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń