16.06.2017

[RECENZJA] "Dziewczyna na miesiąc: kwiecień-maj-czerwiec" - Audrey Carlan

Mia Saunders musi zdobyć milion dolarów. Taką sumę pożyczył jej ojciec, a teraz został pobity i zapadł w śpiączkę. Mia musi spłacić ten dług, żeby uratować swoją rodzinę przed wierzycielami. Aby mieć pieniądze na kolejne raty, zatrudnia się jako ekskluzywna dziewczyna do towarzystwa. Co oznacza, że dotrzymuje towarzystwa bogatym i wpływowym mężczyznom. Jest wynajmowana co miesiąc i na miesiąc. Była już w Malibu z przystojnym reżyserem, w Seattle została muzą znanego malarza, a w Chicago wcieliła się w rolę narzeczonej włoskiego restauratora.
Kolejne miesiące "Dziewczyny na miesiąc" zapowiadają się ekscytująco i zaskakująco.
Baseball, piwo i hot boy w kwietniu, a to za sprawą Masona Mace’a Murphy’ego najlepszego miotacza w drużynie Boston Red Sox. Niedojrzały, arogancki, zarozumiały, irytujący, ale też utalentowany sportowiec musi się ustatkować, żeby pozyskać nowych reklamodawców i fanów. Mia ma wpłynąć na zmianę jego wizerunku.
Stroje kąpielowe, słońce, surfing i seksowny Samoańczyk, a wszystko na wyspie Oahu, na Hawajach, gdzie wyrusza Mia w maju, aby być modelką w kampanii strojów kąpielowych znanego projektanta mody Angela D'Amico, który chce pokazać światu, że piękno nie zależy od rozmiaru.
Polityka, falliczne rzeźby i dość kobiet. Tak, to wszystko w czerwcu w Waszyngtonie, ramię w ramię z dużo starszym Warrenem Shipleyem, jednym z najbogatszych ludzi na świecie.





Tytuł: Dziewczyna na miesiąc: kwiecień-maj-czerwiec
Autor: Audrey Carlan
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 436

Po pierwszym, w mojej opinii, udanym tomie serii "Calendar Girl" z niecierpliwością sięgnęłam po tom drugi. Opis bardzo mnie zaciekawił, a i bez tego zachodziłam w głowę co też napotka Mię Saunders w kolejnych miesiącach jej niecodziennej pracy. Czy tom drugi utrzymał poziom tomu pierwszego?

Audrey Carlan jest bestsellerową autorką mieszkającą w California Valley razem z mężem i dwoma synami. Tworzy powieści, które odpowiadają jej preferencją czytelniczym: namiętne i szalone historie miłosne. 

W kwietniu Mia jest dziewczyną dla Mace'a - pewnego siebie baseballisty, który musi popracować nieco nad swoim wizerunkiem. W maju Mia odwiedza Hawaje, a tam zostaje modelką bielizny u boku bardzo przystojnego mężczyzny. Czerwiec przynosi zaskoczenie i niemiłe doświadczenia... Drugi kwartał roku jest pełen emocji i nowych przeżyć, ale jest ktoś, kto nie daje Mii o sobie zapomnieć...


Jak już pisałam w recenzji pierwszego tomu "Calendar Girl" bardzo cenię i szanuję autorkę za to, że wpadła na tak oryginalny i wymykający się spod sztywnych ram pomysł. Carlan postawiła sobie wysoką poprzeczkę, ale w pierwszym tomie pokazała, że wie co robi. 
Tom drugi zaprezentował jednak wyraźny spadek formy, chociaż z całego serca chciałam, żeby tak się nie stało. Autorka naprawdę dużo serca i emocji włożyła w pierwszą część, natomiast w drugiej za bardzo sobie pofolgowała w pewnych kwestiach...
Zacznę może od scen seksu... Było ich dużo, ale nie o ilość chodzi, tylko o sposób ich przedstawienia. Zbyt ordynarny, zbyt dosadny, a wiem, że wielu osobom może to bardzo przesadzać. Ja nie mam przesadnego problemu z mocnymi opisami seksu, jednak w tej konkretnej historii trochę zaczęło mnie to uwierać, bo liczyłam jednak na więcej finezji w tym temacie.
Kolejnym minusem drugiego tomu był język bohaterów. Było zbyt wulgarnie, zbyt dziko, a przez to też nieco niesmacznie, bo za bardzo sposób wypowiedzi kontrastował z pierwszym tomem. Owszem, wcześniej także pojawiały się przekleństwa i inne "brzydkie" słowa, ale było ich mniej, wypadały jakoś bardziej naturalnie. Tutaj autorka popłynęła... A szkoda.
Cieszę się natomiast niezmiernie, że Carlan nie porzuciła całkowicie tego, co w pierwszym tomie było najlepsze, a mianowicie relacji Mii i jednego z mężczyzn z pierwszego kwartału. Dzięki temu znów mogłam doświadczyć motylków w brzuchu, uśmiechu na twarzy i wzruszenia!
Dość szybko przekonałam się, że cała powieść wypada mimo wszystko gorzej od pierwszej części i niestety to wrażenie pogłębił fakt samej głównej bohaterki, a konkretniej tego, że stała się irytująca i nieco nielogiczna w porównaniu z tym, co było wcześniej. Byłam już gotowa ze smutkiem postawić kreskę na drugim tomie, jednak Carlan w porę się obudziła i zafundowała skok adrenaliny pod koniec miesiąca czerwca, co automatycznie przyspieszyło bicie mojego serca i wzmogło chęć na więcej! 
Uważam, że cała historia, chociażby przez swoją oryginalność jest warta poznania. Pierwszy tom jest wzlotem, drugi zaczyna przypominać upadek, ale z niecierpliwością czekam na tom trzeci i ostatecznie nie przekreślam drugiej części "Calendar Girl". Było znośnie. Po prostu.
Moja ocena: 7/10

Mia Saunders była dziewczyną do towarzystwa. I będzie nią przez kolejne pół roku, spłaci długi ojca sukinsynowi, z którym kiedyś się spotykała, upewni się, że młodsza siostra nadal jest szczęśliwa z Matthew, a potem zobaczy, co z tego zostanie dla niej.




Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Edipresse.


***


Hej! Dajcie mi znać, jakie odczucia pozostawiła w Was recenzja drugiego tomu! :) Planujecie przeczytać? :) 

4 komentarze:

  1. Będę czytać niebawem pierwszy tom :) Książki te zbierają bardzo skrajne opinie... Wkrótce się przekonam dlaczego tak jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet wulgarne opisy seksu wcale mi nie przeszkadzają, jednak kompletnie nie ciągnie mnie do tej historii.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nie jestem wielbicielką książek w tym stylu. W szczególności, gdy kolejny tom wypadł gorszej od pierwszego. Nie będę się męczyć i pozostawiać niedokończonej serii ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda, bardzo ciekawy pomysł, ale mimo wszystko nie ciekawi mnie ta seria. ;)

    OdpowiedzUsuń