28.06.2017

[RECENZJA] "Bez ciebie" - Kate Eberlen

Los sprawia, że Tess i Gus mają szansę się poznać, gdy mijają się na florenckich uliczkach pamiętnego lata po skończeniu szkoły średniej. Być może są dwiema połówkami pomarańczy. Niestety, nie jest im dane się o tym przekonać. 
Przez następne szesnaście lat, jakby za karę, los nie szczędzi im życiowych wyzwań, miłosnych porażek i zawodowych katastrof. Nie wiedzą, że daje im też w Londynie kilka niewykorzystanych okazji, by się wreszcie nawzajem dostrzegli. Po wielu zawirowaniach Tess i Gus znowu trafiają w tym samym czasie do Toskanii. Tak jakby przeznaczenie łaskawie dało im jeszcze jedną szansę…















Tytuł: Bez ciebie
Autor: Kate Eberlen
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Liczba stron: 496

Nie będę obijać w bawełnę i napiszę wprost: ta recenzja będzie tak negatywna, jak to tylko możliwe. Napiszę więcej: już od dawna nie skrytykowałam tak żadnej książki. Jesteście ciekawi, czym "Bez ciebie" zasłużyło sobie na taką krytykę z mojej strony? Zapraszam! 

Kate Eberlen wychowała się w małym miasteczku oddalonym o 30 mil od Londynu. Studiowała na Oxfordzie. Podejmowała się pracy na licznych stanowiskach, ale to do pisania ciągnęło ją najbardziej. Jest żoną i matką studiującego obecnie syna. 

Tess i Gus spotykają się przypadkiem na ulicach Florencji, gdzie oboje spędzają wakacje po ukończeniu liceum. Wracają do domów i przez kolejne szesnaście lat przeżywają wiele wzlotów i upadków: począwszy od ciężkich sytuacji rodzinnych, poprzez nieudane związki, aż po życiowe błędy. Jako dorośli ludzie po przejściach znów trafiają do jednego miejsca w tym samym czasie. I los ponownie stawia ich na swojej drodze...


Chcę być uczciwa wobec tej powieści, więc zacznę od tego, co było w niej dobre. Od początku urzekł mnie minimalizm okładki - ładna i nieskomplikowana. Opis także mnie zainteresował, a sama książka naprawdę zaintrygowała już od pierwszych stron. Może wiecie (albo i nie), że ja uwielbiam Włochy, bo wiele lat temu miałam okazję na własnej skórze przekonać się o magii tego kraju, więc ucieszył mnie fakt, że akcja powieści rozpoczyna się we Florencji. Autorka dobrze oddała tę szczególną atmosferę wąskich kamiennych uliczek, magię starożytnych zabudowań. A jak by tego było mało, to jeszcze stworzyła Hope - świetnie dopracowaną i wyjątkową postać siostry Tess! Czy mogłam chcieć czegoś więcej?
Taaaak... Z zalet "Bez ciebie" to by było już wszystko. 
Wad ta powieść nagromadziła znacznie więcej. Po opisie i kategorii książki spodziewałam się czegoś, co będzie cudownym, uroczym i dającym nadzieję połączeniem "Love, Rosie" Cecelii Ahen oraz "Siedmiu listów z Paryża" Samanthy Verant. Oczekiwałam emocji, odrobiny słodyczy, rozczulenia... A dostałam przegadaną, okropnie nudną obyczajówkę, która opowiada zupełnie o czymś innym, a nie o tym, o czym opowiadać miała.
Opisów autorka napakowała tam tyle, że uśpiły mnie co najmniej kilka razy. Gdyby usunąć niepotrzebne opisy, to "Bez ciebie" byłoby szczuplejsze o dobre sto stron. Historia nie wciągnęła mnie ani odrobinkę, a wręcz odrzucała i z wielkimi bólami brnęłam do przodu - że o żółwim tempie nie wspomnę. 
Czułam się znudzona, ale jeszcze bardziej zażenowana tym, co Eberlen zrobiła ze swojego, jak by nie patrzeć, dobrego pomysłu na powieść. Mamy tutaj Tess i Gusa - głównych bohaterów, którzy MIJAJĄ SIĘ na ulicach Florencji. Ona się do niego uśmiecha, on jest ciamajdą i nie potrafi do niej zagadać. Tyle. Rozstają się na szesnaście lat. Żadnego uderzenia niczym gromem z jasnego nieba, żadnego zapadnięcia sobie w pamięć. Nic. Odpowiedzcie sobie na pytanie, jak wielu ludzi Wy każdego dnia mijacie na ulicach? Czy to, że ich mijacie, oznacza od razu, że jesteście sobie wszyscy przeznaczeni? No bez jaj, za przeproszeniem. 
Zarówno Tess, jak i Gus żyją blisko siebie, czasem nawet (na przestrzeni lat "rozłąki") znajdują się w tym samym czasie i miejscu, ale oczywiście się nie zauważają (a jakże, co za drama!). Oboje przez lata zdradzają i są zdradzani, poznają ludzi i się z nimi wiążą, ale w żadnym związku (a jakże, ponownie!) nie ma miłości. Pewnie, bo przecież związki bez miłości są takie cool and crazy
Uwierzcie mi, poza wspomnianą wcześniej Hope, nie ma nawet z kim się zżyć i kogo polubić. Tess jest irytująca, Gus jest szary, mniej więcej tak, jak papier do du..., więc żadnego utożsamiania się z kimkolwiek nie doświadczycie.
Wiecie, co jest najśmieszniejsze? Ta totalnie spaprana obyczajówka, która miała być ROMANSEM, przez ponad 400 stron opowiada o życiu zupełnie obcych sobie ludzi, którzy spotykają się ze sobą TAK NAPRAWDĘ 60 stron przed końcem i doświadczają nagle tak niszczycielskiej miłosnej rozpierduchy, że... serio, aż żal mi mnie samej. Gratuluję sobie, że przebrnęłam przez tę naiwną, bezsensowną opowieść o jakimś wydumanym przeznaczeniu. Serio, płakałam ze śmiechu, jak Tess i Gus po szesnastu latach doznali olśnienia, że byli cały czas tak blisko, a tak daleko, jednak przeznaczenie postawiło ich znów na swej drodze - haha, boki rwać. Tylko wtedy nie nudziłam się okrutnie. 
Jeśli chcecie przeczytać cudowną książkę o miłości i przeznaczeniu, to naprawdę nie sięgajcie po tego GNIOTA. Tak, bo to jest GNIOT. Polecę Wam chętnie inne tytuły - dwa z nich wymieniłam w tym poście. Totalnie beznadziejne "Bez ciebie" omijajcie szerokim łukiem. Flaki z olejem są ciekawsze od tego "ROMANSU". 
Moja ocena: 3/10 


Zabawne, co? Tyle mamy słowników pełnych fantastycznych wyrazów, ale jedyna fraza, jaką ludzkość wymyśliła, żeby wyrazić tę wyjątkową, nieskończoną pasję, zamyka się w trzech maleńkich, niepozornych sylabach?





Za książkę dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska.



***

Hej, hej! Co sądzicie o mojej opinii na temat tej książki? Jakie są Wasze odczucia względem "Bez ciebie"? Dajcie znać! :)

5 komentarzy:

  1. Odważna recenzja, ciesze się,że jest do bólu szczera. Cenie to sobie jako czytelniczka i jako recenzentka. Bardzo dobrze mi się czytało. Po książkę sięgać nie będę, to zdecydowanie nie dla mnie.
    http://pasjanaszymzyciem.blogspot.com/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaintrygowałaś mnie. Nabrałam ochoty, aby siegnąć po tę powieść, bo zwyczajnie jestem ciekawa, jakie wrażenie wywarłaby na mnie. Czy moje zdanie różniłoby się od twojego, czy nie? Oto jest pytanie ;) . Pozdrawiam i zapraszam do mnie: www.madrepisanie.pl !

    OdpowiedzUsuń
  3. Okładka jest rzeczywiście piękna. Gdyby nie Twoja recenzja, pewnie bym po książkę sięgnęła, bo Włochy i w ogóle. Jednak koncept fabularny jest rzeczywiście durny...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś zawsze ciekawią mnie negatywne recenzje :D Po książkę i tak bym nie sięgnęła, ale taka przestroga i tak jest pomocna w omijaniu gniotów :) oby następna książka, po którą sięgniesz okazała się lepsza!

    OdpowiedzUsuń
  5. To już któraś tam negatywna opinia tej książki... będę się trzymać od niej z daleka ;)

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń