16.05.2017

[RECENZJA] "W rytmie passady" - Anna Dąbrowska

Julita, uczennica warszawskiego liceum, w niczym nie przypomina typowej nastolatki. Nie chodzi na imprezy ani na randki, nie spotyka się z przyjaciółmi. Żyje w cieniu wydarzenia z przeszłości, które nie pozwala jej zachowywać się tak jak klasowe koleżanki. Pewnego dnia otrzymuje propozycję, która może jej pomóc przełamać strach. Jedyne, co musi zrobić, to zatańczyć w konkursie kizomby. Marcel jest tancerzem i instruktorem, który zaraża swoją pasją innych w szkole tańców latynoamerykańskich. Jego życie ulega całkowitej przemianie, kiedy dowiaduje się o chorobie matki. Światełkiem w tunelu okazuje się konkurs tańca, w którym mężczyzna postanawia wystartować. Wygraną chciałby przeznaczyć na pomoc matce. Dwoje obcych sobie ludzi zaczyna łączyć jedno pragnienie, chociaż każde z nich postrzega zwycięstwo w zupełnie innym wymiarze. Wydaje się, że Julitę i Marcela dzieli przepaść, której nie można pokonać, a jednak… W tańcu i miłości wszystko może się zdarzyć.





Tytuł: W rytmie passady
Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 392


Nie o każdej książce napisać łatwo. Czasem powieść jest tak nijaka, że właściwie trudno znaleźć coś, o czym można wspomnieć w recenzji. Są jednak takie historie, które poruszają w czytelniku najwrażliwsze i najgłębiej ukryte struny... "W rytmie passady" rozbiło mnie emocjonalnie na milion najmniejszych kawałeczków... Zapraszam do przeczytania recenzji! 

Anna Dąbrowska - żona i matka dwóch chłopców. Mieszka w Inowrocławiu, a pisanie było jej pasją od szkoły podstawowej. Zadebiutowała w 2015 roku, wydając powieść pt. "Stalowe serce" pod pseudonimem Laven Rose. Lubi czytać, a jej ulubionym zespołem jest Thirty Seconds to Mars. "Nakarmię cię miłością" to jej druga wydana powieść. "W rymie passady" - trzecia książka Anny Dąbrowskiej - ukazała się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. 

Julita jest nietypową nastolatką. Trzyma się na uboczu w towarzystwie jedynej przyjaciółki. Nie chodzi na imprezy, nie otacza się wianuszkiem znajomych, zupełnie nie wpasowuje się w model warszawskiej młodzieży. Jej jedyną rozrywką są zajęcia zumby. I to właśnie tam zaczepia ją Marcel, prosząc o to, żeby została jego partnerką w konkursie kizomby. A Julita, godząc się na propozycję chłopaka, będzie musiała pokonać wiele swoich prywatnych przeszkód...

Kizomba to bardzo intymny taniec ciała, ale także duszy. Do tego tańca potrzebna jest bliskość i chemia pomiędzy tancerzami, ale także pełen udział wszystkich zmysłów. Ciała przylegają do siebie tak blisko, że można to także uznać za taniec czystej namiętności i prawdziwej miłości. 
Julita wydaje się najmniej odpowiednią osobą do objęcia roli partnerki dla Marcela w tym tańcu, ale chłopak jest zdeterminowany, bo potrzebuje wygranej. Pragnie ją zdobyć dla swojej śmiertelnie chorej matki. Z kolei Julita od dawna walczy z demonami przeszłości, które nie pozwalają jej na swobodną bliskość z kimkolwiek innym.

Nie jestem tą, za którą mnie uważasz. Jestem tylko własnym cieniem, który egzystuje, bo tak należy robić. Mrokiem, który nie dopuszcza do swojego świata promieni światła.

Główna bohaterka zdobyła moje serce już od początku. Dlaczego? Może to zabrzmi jak bardzo prywatne wyznanie, ale ona była bardzo podobna do mnie, bez trudu mogłam się z nią utożsamić. Jej introwertyzm - na poły wrodzony, a na poły nabyty - jest integralną częścią mnie samej. Bez trudu rozumiałam jej zachowania - czasem irracjonalne i nieprzemyślane, ale wydobywające się z jej najgłębiej ukrytych lęków, zakorzenionych tak głęboko, jak to tylko możliwe. Łatwo było mi towarzyszyć jej w każdej ważnej chwili z Marcelem. Tak łatwo się w nim zakochałam - w moim przypadku stało się to o wiele szybciej niż w przypadku Julity. 
Marcel... Mężczyzna składający się z tak wielu warstw, będący wirtuozem sztuki, jaką jest taniec. Ten facet żył z tańca i żył tańcem. Ciało partnerki w jego dłoniach stawało dziełem sztuki, które potrafił stworzyć. Hipnotyzowało mnie w nim wszystko. Uwielbiałam jego pasję, a także uczucia, jakimi dzielił się z matką, z otoczeniem. Potrafił być cierpliwy i wybuchowy, działał rozsądnie i nierozsądnie, potrafił przepraszać w piękny sposób i starał się poznać Julitę nie tylko dla własnych korzyści. Marcel nie był mężczyzną idealnym, ale został idealnie i w najmniejszych detalach dopracowany. Składał się z maleńkich i większych kawałków, odkrywał przede mną swoje kolejne oblicza, a każde następne kochałam mocniej. 

To zdarzyło się tak nagle, za szybko. Nie miałam chwili, by mój lęk mógł się uwolnić z klatki i obezwładnić ciało i umysł. Nie chciało mi się wymiotować, choć to powinno nastąpić. Nie myślałam, po prostu zastygłam w bezruchu, równomiernie oddychając. To, co się stało, nie pasowało do typowego scenariusza napadu lęku. Pierwszy raz od tak dawna ktoś nie pozwolił mi zagrać w takt drzemiącej we mnie choroby. Pierwszy raz przeszłość dała o sobie zapomnieć, zaskoczona przypływem spontaniczności. 

Anna Dąbrowska świetnie przygotowała się do napisania tej powieści. Dbałość o fabularne detale, ale także dokładne i drobiazgowe zgłębienie tematu kizomby (i wszystkim, czym jest, nie tylko pod względem technicznym) zachwyciły mnie bez reszty! Nie potrafiłam się oderwać od tej książki, nie potrafiłam pozostać emocjonalnie obojętna wobec historii Julity i Marcela. Tylko ja sama wiem, jak wiele łez wylałam przy tej lekturze, ale nie żałuję żadnej z nich, bo Anna Dąbrowska w pełni zasłużyła na wszystkie pochwały i słowa (oraz łzy) uznania! 
"W rytmie passady" to powieść znacznie dojrzalsza od "Nakarmię cię miłością". Tutaj autorka postanowiła skupić się na rozwoju emocjonalnej bliskości, która jednak miała szansę zaistnieć poprzez dotyk, poprzez połączenie oddechów, poprzez wspólne bicie serc. Zachwyciła mnie ta stopniowo rodząca się chemia pomiędzy bohaterami, to ich wspólne pokonywanie zakorzenionych w Julicie przeszkód, ich zjednoczona siła w walce z cierpieniem i problemami Marcela... 

Taniec to nie tylko ruch i dotyk ciał. Taniec to komunikat, kompozycja słów ukrytych w uśmiechu, spojrzeniu, przyspieszonymi oddechu, pokryciu rumieńcem, biciu serca, a także drżeniu ciała.

Ta historia jest idealna. Chociaż moje serce wielokrotnie buntowało się przeciwko kolejnym wydarzeniom, chociaż do tej pory nie pozbierałam się do końca po tej historii, to wiem, że niczego bym w niej nie zmieniła. Anna Dąbrowska zafundowała mi emocjonalną rozpierduchę - może to nie do końca ładne określenie, ale oddaje w pełni to, co przeżyłam. Autorka za pomocą tej historii dotarła do najgłębiej ukrytego miejsca w moim sercu i pozostawiła mnie z ogromnym, niemal wyduszającym chęci do życia, kacem książkowym. 
Oto druga powieść mojego życia. Powieść, którą otwieram kilka razy dziennie i czytam dla czystej przyjemności losowo wybrany fragment. Powieść, która jest nie tylko piękna, ale także pięknie napisana. Powieść, która sponiewierała mnie tak, jak w najmniejszym stopniu bym się tego nie spodziewała. Powieść, która porusza ważne tematy, która jest pełna pasji do tańca, rodzącej się miłości i bliskości, która objawia wszelkie możliwe emocje znane człowiekowi.

Bałem się śmierci matki, bałem się pustki, która po niej pozostanie. Obawiałem się, że będzie umierała, cierpiąc katusze. Bałem się także bezcelowości swojego życia, bałem się miłości, która potrafiła zgnieść serce na miazgę. 

Anna Dąbrowska stworzyła niewiarygodnie piękną, prawdziwą i rozbrajającą opowieść, która pochłania czytelnika bez reszty, która zapiera dech w piersiach i wyciska hektolitry łez. Oto polska autorka, która pisze pięknie; i nie wynika to tylko z tego, że umiejętnie przyciąga czytelnika. Nie. To jest talent. Talent do opisywania sytuacji, do kreowania bohaterów, do tworzenia spójności w rozwoju wydarzeń, a wreszcie do opisywania emocji. Autorka tchnęła życie w Julitę i Marcela. Obdarowała też możliwością niemal realnego istnienia każdego bohatera drugoplanowego. 
Może dlatego tak ciężko mi się otrząsnąć po tej historii. Bo ja cały czas myślę, że to mogło się wydarzyć naprawdę...
Przeczytajcie. Po prostu to zróbcie. Zróbcie to, żeby raz na zawsze pogrzebać stereotyp o tym, że rodzime autorki nie potrafią pisać. Zróbcie to, żeby na własnej skórze odczuć wszystko, czym jest kizomba... Zróbcie to, bo to pozornie typowa historia, która jest absolutnie niezwykła, a przede wszystkim nieporównywalnie lepsza od "Dirty Dancing", czy "Step Up". Pozwólcie sobie na to... Niech Marcel poprowadzi Was w tańcu. 
Moja ocena: 10/10


Z jego ust nie wydobywał się ten miękki i radosny dźwięk, który znałam, ale odgłos, który uciszał krzyk zrozpaczonego serca. Tak dobrze znałam ten dźwięk, bo moje serce krzyczało co wieczór z rozpaczy i nikt nie potrafił go usłyszeć. 






Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.



***

Kochani, dziś chciałabym poznać odpowiedź na jedno pytanie: udało mi się Was zachęcić do lektury? :)

11 komentarzy:

  1. Na szczęście już jestem po lekturze, a emocje wciąż we mnie buzują. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak ciekawi mnie ta książka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie zacheciłaś, piękna recenzja!
    Muszę zdobyć tę książkę i to jak najszybciej! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na pewno przeczytam, nie ma opcji bym przeszła obok niej obojętnie ;) To wszystko o czym piszesz, przypomina mi jak zaczytywałam się w powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej pt. "Brudny świat", to dopiero była bomba emocjonalna... A serce do dziś płacze na każde wspomnienie tej historii. Zobaczymy, czy "W rytmie passady" dorówna temu, co wówczas czułam, bo coś mi się wydaje, że może być bardzo podobnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam w planach tę książkę. Muszę ją koniecznie przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie zdecydowanie zachęciłaś do lektury. Podchodzę dosyć sceptycznie do ostatniego wysypu polskich autorów, którzy piszą literatirę obyczajową, ale ta książka faktycznie brzmi śmietanie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna recenzja. Widać, że książka cię zachwyciła. Napisałaś o niej tak pięknie, że sama mam ochotę rzucić wszystko w diabły i biec do księgarni. A romansów nie czytam. Nie potrafię teraz przejść obok tego obojętnie, dopiszę sobie do listy i spróbuje gdzieś dorwać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czeka u mnie na swoją kolej, na pewno sięgnę. "Nakarmię cię miłością mnie nie zachwyciło, ale daję Annie Dąbrowskiej drugą szansę :)
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  9. I chociaż patrząc na tę powieść nie widzę niczego nadzwyczajnego, to te pozytywne recenzje naprawdę nie intrygują. Koniecznie muszę przeczytać tę historię, żeby przekonać się, co jest w tej książce takie WOW :D
    Pozdrawiam
    Victoria

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę przeczytać te książkę! Koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Na pewno sięgnę po tę książkę, jestem bardzo ciekawa tej historii :) I liczę na to, że faktycznie jest lepsza od "Nakarmię cię miłością". Po przeczytaniu Twojej recenzji właściwie jestem o tym przekonana!

    OdpowiedzUsuń