30.05.2017

[RECENZJA] "Dziewczyna na miesiąc: styczeń-luty-marzec" - Audrey Carlan

Mia Saunders potrzebuje pieniędzy, dużo pieniędzy. Ma rok na spłacenie długu, który zaciągnął jej ojciec. Teraz przestępcy grożą jej rodzinie, bo chcą odzyskać kasę. Przecież chodzi o milion dolarów. Mia Saunders to młoda buntowniczka, która próbuje swoich sił jako aktorka. Niespodziewana wiadomość odmienia jej życie - jej ojciec pożyczył dużo pieniędzy i naraził się byłemu chłopakowi Mii, jednemu z licznego grona niewiele wartych facetów, dla których dziewczyna straciła niegdyś głowę. Żeby pomóc ojcu i uratować swoją rodzinę, Mia musi spłacić dług, zatrudnia się więc jako ekskluzywna dziewczyna do towarzystwa w firmie ciotki, aby co miesiąc dokonywać spłat. Wystarczy, że spędzi miesiąc z bogatym facetem, z którym nie musi uprawiać seksu, aby mieć na kolejną ratę. Łatwizna?

Pierwsze trzy miesiące - Styczeń, luty, marzec - spędza kolejno w Malibu, w Seattle i w chicago. mężczyźni, którzy płacą za jej czas, są znani i bogaci. Weston charles channing trzeci - scenarzysta i reżyser znanej serii filmów - zatrudnia Mię, aby strzegła go przed zakusami młodych kobiet gotowych na wszystko, byle tylko trafić do świata show biznesu. W lutym jest muzą znanego francuskiego malarza Aleca Dubois i pozuje do obrazów, w marcu zamieszkuje z Anthonym Fasano i jego partnerem Hectorem. Tym razem Mia wciela się w rolę narzeczonej Anthony`ego - boksera i spadkobiercy bogatej włoskiej rodziny, który pilnie strzeże swojego sekretu przed najbliższymi .





Tytuł: Dziewczyna na miesiąc: styczeń-luty-marzec
Autor: Audrey Carlan
Wydawnictwo: Edipress
Liczba stron: 420

Gdy po raz pierwszy przeczytałam opis pierwszej części "Dziewczyny na miesiąc", to pomyślałam sobie jedno: autorka wpadła na genialny, ale bardzo ryzykowny pomysł. Pomysł, na którym można łatwo się wyłożyć. Pomysł, który można łatwo spartaczyć. W końcu to nie lada sztuka, żeby wymyślić dwunastu różnych mężczyzn i zafundować głównej bohaterce dwanaście atrakcyjnych i interesujących miesięcy...

Audrey Carlan jest bestsellerową autorką mieszkającą w California Valley razem z mężem i dwoma synami. Tworzy powieści, które odpowiadają jej preferencją czytelniczym: namiętne i szalone historie miłosne. 

Mia Sauders zostaje obarczona długiem swojego ojca, który leży w szpitalu. Musi oddać milion dolarów byłemu chłopakowi. Dziewczyna postanawia zaryzykować i zatrudnia się jako dziewczyna do towarzystwa. Spędza z klientem miesiąc, a w zamian za to otrzymuje sumę tak dużą, że jest w stanie zapłacić ratę u byłego chłopaka. Podróżuje po kraju i napotyka różnych mężczyzn. Wszystko zaczyna się od Westona...


Audrey Carlan postanowiła wyjść poza schematyczne historie, gdzie dziewczyna zakochuje się w mężczyźnie i przez kolejne tomy walczą o swoje uczucie. Mia nie jest kolejną Aną Steele. Bohaterka z ognistym temperamentem i odwagą tak dużą, że złapała przysłowiowego "byka za rogi" i zamiast użalać się nad swoim losem, postanowiła jakoś temu zaradzić. 
Już sam pomysł na fabułę tak mnie zaciekawił, że nie byłam w stanie zapanować nad olbrzymią falą ekscytacji przy rozpoczynaniu lektury!
Lekki i dynamiczny styl Carlan, w połączeniu z genialnym pomysłem oraz cudownymi emocjami, zaskoczeniami i namiętnością zaowocowały świetnym pierwszym tomem serii "Calendar Girl"!


"Na zawsze" było święte, przeznaczone na odpowiedni czas i dla właściwej osoby.

Styczeń zadedykowany był Wesowi i właściwie relacja pomiędzy nim a Mią podniosła poprzeczkę tak wysoko, że zdążyłam się popłakać, roześmiać i zakochać już w pierwszym mężczyźnie na liście. 
Autorka dokładnie zaplanowała sobie, co chce przekazać czytelnikowi dzięki tej serii. Potencjalnie jest to historia o młodej dziewczynie, która na rok musiała oddać swoje życie w ręce obcych mężczyzn, ale pod powierzchnią jest coś więcej.
Każdy miesiąc uczy Mię czegoś więcej: o niej samej, o świecie, o ludziach. Za każdym razem Mia chce po sobie coś zostawić - coś więcej, aniżeli pożegnalny list. Relacja z każdym poznanym mężczyzną jest inna, ale miesiąc Mii nie zamyka się tylko na osobie, która ją opłaca. Poza każdym "kupcem" jej miesiąca dziewczyna poznaje także różnych ludzi: dobrych i złych, szczerych i fałszywych. 

Dziękuję za pokazanie mi, że dobrze jest kochać, dać miłość i przyjąć ją, nawet jeśli trwa ona bardzo krótko.

Tom pierwszy wciągnął mnie bez reszty. Myślałam sobie, że usiądę, przeczytam i pójdę dalej, ale ta historia skradła kawałek mojego serca. Uwielbiam to, że Carlan tchnęła w te pierwsze trzy miesiące coś więcej, a nie tylko seks, rozrywkę, beztroskę. 
Co da Wam pierwsza część przygód Mii? Poza niewątpliwą oryginalnością, mnóstwem emocji i wzruszeń? Odnajdziecie tam lekcję o sile i wartości przyjaźni, zrozumiecie na czym tak naprawdę polega szeroko pojmowana tolerancja, zobaczycie, że walka o samego siebie nie zawsze jest łatwa. 
Audrey Carlan wpadła na cudowny pomysł, ale to za wykonanie należą się ukłony! Pierwszy tom totalnie mnie rozkochał i zaostrzył apetyt na więcej! Polecam z czystym sercem! Lektura bardzo kobieca, dla kobiet i o kobietach, niebanalna i nie powielająca znanych schematów! 
Moja ocena: 9/10 


Najpiękniejsza była jednak możliwość obserwowania rodzącej się miłości. Dwoje ludzi, którzy nie wierzyli w to, że są sobie przeznaczeni, dowiedziało się, że jedyne, co im nie wychodzi, to bycie osobno. Okazało się, że świetnie się uzupełniają. Tworzyli własne yin i yang.






Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Edipresse.


***

Hej. :) I jak, udało mi się Was zachęcić? Jesteście ciekawi "Dziewczyny na miesiąc"? A może już czytaliście? Dajcie znać. :)

2 komentarze:

  1. Jestem tej książki ciekawa odkąd zobaczyłam ją w zapowiedziach, ale nigdy nie miałam na nią czasu. Chyba czas to wreszcie zmienić :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Potwierdziłas absolutnie moja chęć przeczytania tej książki😍 napewno po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń