10.04.2017

[RECENZJA PRZEDPREMIEROWA] "Tysiąc pięter" - Katherine McGee

Manhattan. Rok 2118. Sercem Nowego Jorku jest tysiącpiętrowa Wieża dla wybranych. Jest tam wszystko, czego potrzeba do życia. Im ktoś bogatszy, tym wyżej może mieszkać.
Avery jest zaprojektowaną genetycznie idealną siedemnastolatką. Wraz z bogatymi rodzicami i przybranym bratem Atlasem mieszkają na tysięcznym piętrze Wieży. Sekret Avery polega na tym, że Atlas jest dla niej kimś więcej niż tylko bratem. Kocha się w nim również jej przyjaciółka Leda. Jednak jest to nieszczęśliwe uczucie, które wpędza ją w uzależnienie. Sytuację dziewczyny komplikuje podejrzenie, że coś dziwnego łączy jej ojca z Eris, koleżanką Ledy mieszkającą na jednym z niższych pięter... Nikt z bohaterów nie zdaje sobie sprawy, że jest ktoś, kto zna ich tajemnice i może je wykorzystać do swoich celów.
Romanse, sekrety i pogoń za bogactwem – niczym w serialu Plotkara – tworzą bombę tykającą w sercu Wieży. Jak daleko można się posunąć, by zdobyć to, czego się pragnie?







Tytuł: Tysiąc pięter
Autor: Katherine McGee
Wydawnictwo: Moondrive
Liczba stron: 416

Kilka lat temu moje serce całkowicie zdobył serial "Plotkara", który został oparty o książki Cecily von Ziegesar. Katherine McGee postanowiła sięgnąć po ramy na których opierała się "Plotkara" i stworzyć historię z przyszłości, gdzie bogactwo i sława są najważniejsze... Czy autorka podołała zadaniu?

Katherine McGee pochodzi z Houston w Teksasie. Studiowała literaturę angielską i francuską na Uniwersytecie Princeton. Zaczęła pracę jako dziennikarka w Nowym Jorku, a nocami oddawała się pisaniu swojej pierwszej powieści. Zadebiutowała książką pt. "Tysiąc pięter". 

W wieżowcu wysokim na kilka kilometrów i mającym aż tysiąc pięter mieszka idealna i genetycznie udoskonalona Avery, a wraz z nią jej nie tak idealni rodzice oraz buntowniczy brat Atlas. Niższe piętra zamieszkiwane są przez Ledę, przyjaciółkę Avery, ale także Eris, Rylin, Cord i wielu innych. Chociaż każde z tych młodych ludzi ma swoje życie, to ich wątki przeplatają się w zadziwiający sposób. Taki, którego nie jest w stanie ograniczyć Wieża. Jak wiele tajemnic skrywa każde z nich?

Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w okładce tej książki. Jest w niej delikatność, ale także to istotne dla fabuły bogactwo. Samą okładkę można postrzegać na wiele sposobów, ale wiadomo, że to tylko wizualny wstęp, bo wszystko co najistotniejsze dzieje się dalej...
„Tysiąc pięter” daje czytelnikowi możliwość nowego spojrzenia na rzeczywistość, która niegdyś była nieodłączną wizytówką złotych dzieci górnego Manhattanu, czyli bohaterów znanej wszystkim „Plotkary”. Katherine McGee zabrała mnie w podróż po Nowym Jorku z przyszłości, gdzie życie ludzi skupia się głównie na Wieży mającej tysiąc pięter. Najniższe piętra zajmują biedni, a najwyższe bogaci. 
Pierwszym, co spodobało mi się u McGee było to, że autorka nie starała się usilnie i bezustannie przypominać czytelnikowi, że to jest wybitnie rozwinięta technologicznie przyszłość, gdzie wystarczy o czymś pomyśleć, a to się dzieje. W tej historii nie ma przebarwienia technologicznego, a fabuła nie jest zdominowana przez ustawiczną potrzebę przypominania czytelnikowi w jakim czasie się znajduje. Postęp technologiczny (podyktowany rokiem akcji) został naturalnie wtopiony w tło fabularne, dzięki czemu bez trudu można odnaleźć się w życiu mieszkańców Wieży.
Od początku zastanawiałam się, czym ta książka może mnie zaskoczyć. Okazało się, że elementów zaskoczenia napotkałam sporo…
Bohaterów w powieści występuje kilkunastu, ale każdy był inny i absolutnie unikatowy. Avery stanowiła symbol perfekcji, niedoścignionego piękna i pozornego szczęścia, które niekoniecznie miało odzwierciedlenie w rzeczywistości. Leda była dla mnie tajemnicą, bo dla wszystkich w Wieży figurowała jako przyjaciółka idealnej dziewczyny, a ukryta przed wzrokiem ludzi okazywała się być zagubioną w uczuciach kobietą, która kochała dosłownie do szaleństwa. Bardzo polubiłam Atlasa, który starał się odnaleźć w roli, jaką postawiło przed nim życie - a warto wspomnieć, że ta rola nie była łatwa. Osobiście najbardziej urzekł mnie wątek Rylin i Corda, czyli dwójki ludzi, którzy pochodzili z różnych warstw społecznych: ona była biedna i pracowała na stacji kolejki, a on był bogaty i zatrudnił ją jako pomoc domową. Rozwijające się między nimi uczucie wielokrotnie rozbudziło w moim brzuchu motyle, a romantyczne gesty ze strony Corda były moim zdaniem tak bardzo naturalne i tak bardzo na miejscu, że bardziej już być nie mogły! 


- Przekleństwo zwycięzcy - szepnęła w jego iTenach Nadia i mógłby przysiąc, że słyszał w jej tonę nutę rozbawienia. - Pojawia się wtedy, gdy zwycięzca dostaje dokładnie to, czego chce, lecz okazuje się, że nie jest to do końca to, czego się spodziewał.

Chociaż Wieża wyznaczała granice pomiędzy wszystkimi jej mieszkańcami, to autorka sprytnie i trafnie splotła losy wszystkich bohaterów, zaskakując czytelnika kolejnymi relacjami, wydarzeniami z przeszłości, skrywanymi tajemnicami.  
Autorka zdecydowanie postawiła na uczucia. Pokazała, jak bardzo może boleć rozczarowanie bliską osobą, jak boli odrzucenie, jak straszna może się wydać prawda o najbliższej rodzinie. McGee pisze o nastolatkach z przyszłości, ale tak naprawdę oni nie różnią się za bardzo od obecnie żyjących młodych ludzi. Owszem, większość z nich to bogate dzieciaki, ale wszyscy (także ci biedni) żyją w Wieży, czyli rzeczywistości niemal zamkniętej i odizolowanej, ale imprezują i popadają w uzależnienia, dają się porwać spontanicznym przygodom z nieznajomymi, radzą sobie z problemami najlepiej jak potrafią. 
Końcówka absolutnie mnie zaskoczyła, bo zdecydowanie nie tego się spodziewałam! Autorka rzuciła mnie na głęboką emocjonalną wodę, a ja po zakończeniu długo nie mogłam się otrząsnąć. Zdumiała mnie także dwuznaczność, która została zawarta w jednej z kluczowych postaci…
Jak wartościowa, porywająca i urzekająca jest to lektura, mogłabym pisać jeszcze długo, ale uważam, że najlepiej będzie, jeśli sami przekonacie się o tym, jak McGee świetnie poradziła sobie z zadaniem powołania tego co znane z "Plotkary" do życia! Zaskoczenia, mnóstwo emocji, trudne wybory i druzgocące zakończenie... To tylko nieliczne powody, dlaczego trzeba przeczytać "Tysiąc pięter"! Polecam!
Moja ocena: 8/10 


Cała Leda: gdy tylko uznała, że Avery została znieważona, reagowała szybko i bezkompromisowo. Taka już była i taki też był charakter ich przyjaźni, a Avery to akceptowała, ponieważ wiedziała, że kryje się za tym miłość i bezwzględna lojalność. 


Za możliwość przedpremierowej lektury "Tysiąca pięter" bardzo dziękuję wydawnictwu Moondrive.



PREMIERA: 24.04.2017

***

Hej, hej! Planujecie sięgnąć po "Tysiąc pięter"? Lubicie książki, których akcja dzieje się w przyszłości? Dajcie koniecznie znać w komentarzach, czy przekonałam Was do lektury. :)

12 komentarzy:

  1. Przekonałaś, oj przekonałaś ;) Bardzo lubię książki, których akcja dzieje się w przyszłości i ta na pewno przypadnie mi do gustu. Będę czekać na premierę.
    Malwina

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi naprawdę interesująco. Trochę kojarzy mi się z "Furu.re", bo tam też na najwyższych piętrach wieżowców mieszkała arystokracja, a im niżej tym biedniej. Chociaż tyle tych podobieństw - reszta wydaje się całkowicie inna, ale to dobrze :)
    Chętnie bym przeczyta.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka mnie zaciekawiła i to bardzo, tym bardziej, że niedawno zaczęłam oglądać Plotkarę i ją również bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam, oj czekam z niecierpliwością. Niestety w tym miesiącu jest takie szaleństwo książek, więc będzie musiała trochę poczekać aż ją kupię.

    Pozdrawiam,
    Magda z Dwie strony książek

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiedziałam że to powieść dystopijna. Bardzo ciekawy pomysł na fabułę, trochę skomplikowany, ale ciekawy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To, co najbardziej mnie interesuje w tej książce, to sama otoczka z Nowego Yorku, tak rozwiniętego technologicznie, a jednocześnie fakt, że autorka nie traktuje czytelnika bezmyślnie i nie przypomina mu o tym na każdym kroku. Ale czy po książkę sięgnę, jeszcze nie wiem, bo nie przekonują mnie takie wątki miłosne, jak chociażby ten pomiędzy Rylin, a Cordą. "Plotkary" też nie oglądałam, więc za bardzo porównania nie mam, ale nie mówię, że kiedyś nie przekonam się co tej książki :)
    Pozdrawiam, Zaksiążkowana

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba nie jestem przekonana do tej książki, mimo że recenzja dobra. Jakos dziwnie mi trąci fantastyką.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. W końcu premiera <3 Na pewno przy najbliższych zakupach do mnie przywędruje :D

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak dla mnie najlepsza książka kwietnia *-* jest cudowna *-* uwielbiam Avery, Eris i Atlasa *-* Leda mnie tak wkurzala ale bez niej nie widzę tej książki xd wszystko miało jakieś głębsze znaczenie

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozważałam ostatnio zakup tej książki i zrezygnowałam... Teraz żałuję :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Na razie jeszcze nie jestem przekonana, ale muszę przyznać, że Twoja recenzja bardzo zachęca. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przekonałaś mnie bardziej niż moja przyjaciółka która to przeczytała i chciała mi opowiedzieć wszystko dokładnie i po kolei [nawet zakończenie] a przecież powinnam to sama przeczytać
    BARZO DZIEKUJE !

    OdpowiedzUsuń