3/21/2017

[RECENZJA PRZEDPREMIEROWA] "MMA Fighter. Walka" - Vi Keeland

ZAWODNIK MMA – WSPÓŁCZESNY GLADIATOR UWODZĄCY NIESKOŃCZONYMI POKŁADAMI TESTOSTERONU

Okazuje się, że w życiu profesjonalnego fightera walka może mieć różne znaczenia. Nico Hunter dochodzi do wniosku, że ta pełna adrenaliny, rozgrywana w klatce nie może równać się z wewnętrznymi zmaganiami z… samym sobą.
Spokojna Elle prowadzi nudne, ustatkowane życie. Dobrą pracą i gustownie urządzonym mieszkaniem wynagradza sobie monotonię życia. Facet, z którym spotyka się już nieco ponad dwa lata nie dostarcza jej żadnych wrażeń, ale tak jest bezpieczniej. Stateczniej. Gruby mur, który przez lata budowała wokół swego serca, pozostaje nienaruszony. I dobrze. Przeszłość kobiety jest wystarczającym dowodem na to, co może się wydarzyć, jeżeli straci się kontrolę.
Wszystko zmienia się w dniu, w którym seksowny zawodnik MMA wchodzi do biura Elle. Okazuje się, że wytatuowany, umięśniony fighter wniesie niemałe emocje do poukładanego życia pięknej prawniczki.





Tytuł: MMA Fighter. Walka
Autor: Vi Keeland 
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 342

Jako okładkowa sroka napiszę na początek jedno: uwielbiam tę okładkę TO-TAL-NIE! Połączenie szarości, czerwieni i bieli (a do tego ta fantastyczna czcionka) absolutnie mnie zdobyło! Umówmy się: opis fabuły nie jest zbyt odkrywczy, ale po przeczytaniu "Gracza" mogłam już się domyślić, że za typowym opisem może stać nietypowa historia. Czy tak było w rzeczywistości? 

Vi Keeland jest autorką bestsellerów "The New York Timesa". Mieszka w Nowym Jorku z mężem i trójką dzieci. Jej książki tłumaczone są na dwanaście języków i sprzedały się w milionie egzemplarzy. 

Elle to spokojna i ułożona prawniczka, która od czasu studiów spotyka się z Williamem. Nie spodziewała się, że jej świat całkowicie się zmieni, gdy wkroczy do niego Nico Hunter - zawodnik MMA, który zawiesił swoją karierę po pewnym wstrząsającym wydarzeniu z przeszłości. Czy Elle i Nico będą w stanie okiełznać przeszłość, by patrzeć z nadzieją w przyszłość?

Trudno mi opisać, jak bardzo byłam podekscytowana lekturą nowej książki Vi Keeland. Zabrałam się do czytania od razu i liczyłam na przynajmniej taki rollecoaster, jakiego doświadczyłam przy "Graczu". I...
Auć.
Zawiodłam się. Boleśnie.
Elle i Nico poznają się w kancelarii, gdzie pracuje ona. Wystarczy, że spoglądają na siebie, a uczucia spadają na nich niczym grom z jasnego nieba. On nie może przestać myśleć o niej, a ona o nim. Słabe, sztuczne, powierzchowne i trochę zbyt szybkie, jak na mój gust.
Dalej mogło być lepiej i liczyłam, że będzie. Nie było. Elle bardzo szybko okazała się bohaterką głupią i pustą, jak plastikowa butelka po wodzie mineralnej. Jej reakcje na wszystko były sztuczne i przesadzone, częste ryczenie doprowadzało mnie do szewskiej pasji, a że nie wspomnę o tym, jak niewiele prawnika było w tym "prawniku". Po pierwsze: w jakim świecie ustawiczne spóźnianie się do pracy jest normalne? Po drugie: nie zerwała znajomości z Williamem, ale już zdążyła się umówić z Nico. Serio?
Kolejną kwestią jest właśnie on - zawodnik MMA, umięśniony i boski bardziej niż sam Adonis. Wszystko fajnie, Nico miał dość interesujący charakter i sposób bycia, ale ta jego przesadna wola posiadania za bardzo przypominała mi Christiana Greya. Poza tym Elle uznała, że "Nico" to takie męskie imię, ale mi kojarzy się to raczej z Reniferem Nico, który ratuje święta...
Jeśli zaś o MMA mowa... dla mnie za mało było tego konkretnego sportu w książce, bo więcej tam ćwiczenia na siłowni niż walk. Za dużo gadania o MMA, za mało rund w klatce. Może ten temat przerósł autorkę? 
Historia okazała się być zbyt płaska, jak na imię i nazwisko tej autorki. Rozczarowałam się, bo liczyłam na wielkie emocje i zaskoczenia, a dostałam szybką miłość, szybkie buzi, szybki seks i dużo pakowania na siłce. Dla mnie to o wiele za mało.
Postanowiłam jednak zastanowić się nad plusami "Walki". Spodobała mi się przeszłość Elle, mroczna i dobrze wpleciona w fabułę, a jednocześnie nie stanowiąca jej ciągle obecnego elementu. Nico również w aspekcie przeszłości zdobył niewielki plusik, bo autorka dobrze to sobie obmyśliła. Do zalet mogę dopisać również narrację z dwóch perspektyw (chociaż kilka razy przeklinałam to, że muszę czytać wynurzenia myślowe Elle). 
Ta powieść nie jest zła, ale nie jest też dobra. Jest bardzo, ale to bardzo przeciętna i bez trudu możecie znaleźć wiele lepszych z tego gatunku. Vi Keeland nie popisała się w tej książce i zdecydowanie mnie zawiodła. Zastanowię się dwa razy, czy sięgnąć po kolejny tom z tej serii. 
Moja ocena: 5/10 

Mądry z niego facet. Po tym ostatnim komentarzu postanowił odgrodzić nas metalowymi drzwiami. Całe szczęście.





Za książkę dziękuję wydawnictwu Kobiece.



***

Hej, hej! Zawsze powtarzam, że rozczarowania bolą najbardziej i pamięta się o nich najdłużej. Czytaliście już "Walkę"? A może znacie także "Gracza"? Lubicie romanse sportowe? :) Dajcie znać w komentarzach. :)

3 komentarze:

  1. Co prawda nie czytałam jeszcze pierwszej części, ale chyba po całej serii spodziewałam się czegoś więcej. Muszę się zastanowić czy po nią sięgnąć ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że tak się zawiodłaś... Mam zamiar sięgnąć po pierwszy tom, więc pewnie kiedyś nadejdzie także czas na ten tytuł - jestem ciekawa, jakie wrażenie wywrze na mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawdę mówiąc, od początku nie czułam się zainteresowana ową serią. Nie mam w planach jej lektury. Być może kiedyś zmienię zdanie, ale póki co jakoś mnie do niej nie ciągnie.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń