22.03.2017

[POST SPECJALNY] "Szept wiatru" - fragment


Hej, hej! Dziś przychodzę z czymś absolutnie nowym, ale mającym na celu przekonać Was, że koniecznie powinniście sięgnąć po cudowny patronat mojego bloga, czyli "Szept wiatru" autorstwa Sylwii Trojanowskiej. :)
Historia Kaśki Laski poruszyła we mnie wiele emocjonalnych strun i zagrzała na stałe miejsce w moim sercu. To ważna powieść pod wieloma względami - nie tylko przez problematykę, jaką porusza, ale także dlatego, że jest po prostu ludzka, szczera, nieprzerysowana. 
Wraz z wydawnictwem Videograf, pozostałymi patronkami "Szeptu wiatru" oraz ambasadorami książki postanowiłyśmy zabrać Was w podróż po szczególnych momentach powieści. Zapraszam do przeczytania fragmentu dziewiątego! :)



Oszołomiona długą rozmową z ojcem, nie mogłam się pozbierać. Leżałam na łóżku, zastanawiając się nad tym, kiedy ostatni raz rozmawiałam z nim w taki sposób. „Nigdy…” — odpowiedziałam sobie w myślach. Mój ojciec po prostu nie zadawał pytań dotyczących mojego życia i moich planów na przyszłość. Jeśli pytał, to tylko po to, aby doprecyzować coś pod kątem organizacyjnym. „O której godzinie?” albo „Za ile?” to były najczęstsze pytania w jego ustach. Czasami wydawało mi się, że jestem mu obojętna, że nie zależy mu na niczym, co jest ze mną związane. Ojcowie moich koleżanek, odbierając je ze szkoły, zadawali im pytania, mnóstwo pytań: „Jak było?”, „Czy wszystko zjadłaś?”, „Jakie dostałaś oceny?”, „Jak ci minął dzień?”. Mój prawie nigdy mnie nie odbierał, a kiedy już jakimś cudem został do tego zmuszony, największe jego zainteresowanie budził mój przyciężki plecak.
Brakowało mi zwykłych pytań dotyczących zwyczajnych rzeczy. Kiedy mówiłam o tym matce, ta zawsze go broniła, zrzucając winę na jego specyficzny charakter, na pracę w wojskowości, która według niej wymuszała bycie zdystansowanym.
— Wyobrażasz sobie, że na wojnie ktoś okazuje uczucia, że ludzie pod obstrzałem ucinają sobie miłą pogawędkę? Na wojnie nie ma miejsca na uczucia, nie ma pytań, są rozkazy — powiedziała kiedyś.
— Ale my nie mamy wojny — odparłam wówczas.
— W tym problem, że tato tego nie widzi. Musisz to zaakceptować — podsumowała.
Ja jednak tego nie akceptowałam. Byłam dzieckiem i chciałam mieć ojca, który uczestniczyłby w moim życiu, a nie tylko bywał obok mnie. Kiedy jako mała dziewczynka próbowałam go wciągać do zabawy, zawsze mnie odtrącał, mówiąc, że głupoty go nie interesują. Moje misternie opracowywane zabawy nazywał głupotami! Zawsze tak o nich mówił. Czasami złościłam się na niego, płakałam i tupałam nogami, pytałam „dlaczego?”, ale wtedy mama szybko reagowała i biorąc na siebie rolę męską oraz żeńską, wcielała się w zaprojektowane przeze mnie postaci.
Z czasem przywykłam do pozornej obecności ojca w moim życiu, do jego małomówności, braku okazywania uczuć. Do lizusostwa względem ciotki Matyldy też się przyzwyczaiłam. Tłumaczyłam to sobie więzami rodzinnymi i… finansowymi korzyściami, jakie z tego miał. Matylda uwielbiała sypnąć groszem młodszemu bratu, a młodszy brat ten grosz bez mrugnięcia okiem przyjmował.
W pewnym sensie przyzwyczaiłam się też do jego uwielbienia w zaskakiwaniu nas wyjazdami do Matyldy. Odnosiłam wrażenie, że wiedział o nich dużo wcześniej, ale z premedytacją nie zdradzał nam ich dat, bo karmił się naszym pośpiechem w pakowaniu oraz wytykaniem niepunktualności. Nienawidziłam, kiedy z satysfakcją na twarzy oznajmiał dziesięciosekundowe spóźnienie. To było cholernie irytujące i nieraz kłóciłam się z nim przez to, zaliczając szlabany, głównie na oglądanie telewizji.
Odkąd rozumiałam, na czym polegają związki między kobietami i mężczyznami, nie mogłam się tylko pogodzić z jednym — z jego dziwnie chłodnym stosunkiem do własnej żony. Nienawidziłam, kiedy traktował ją jak gosposię albo raczej jak służącą. Nienawidziłam, kiedy nie mówił jej, że ładnie wygląda, gdy wkładała czerwoną sukienkę i robiła specjalny, wieczorowy makijaż na ich rocznicę ślubu czy na jakieś wyjście. Nienawidziłam, kiedy nie pozwalał, by ktokolwiek pomagał matce w usługiwaniu całej rodzinie podczas jego urodzinowych imprez. Mówił, że chciał mieć wszystkich przy stole. Wszystkich… poza własną żoną. Najbardziej nienawidziłam go jednak za to, że nigdy nie bronił jej przed przytykami Matyldy, przed szyderstwami, przed którymi ona sama jeszcze nie umiała się bronić. Kiedy więc to uległo zmianie, kiedy moi rodzice zaczęli się do siebie uśmiechać, inaczej na siebie patrzeć i zachowywać się tak, jakby mieli ze sobą romans, zaczęłam czuć, że tworzymy rodzinę. Może nie perfekcyjną, ale jednak rodzinę, z ojcem na jej czele.
Tamtego popołudnia, leżąc na łóżku, pierwszy raz w dorosłym życiu powiedziałam do siebie:
— Mam ojca. Może nie perfekcyjnego, ale całkiem dobrego ojca.


Pamiętam to szczególne oszołomienie, gdy w "Szepcie wiatru" doszło do takiego przełomu! Od początku mojej znajomości z Kaśką wiedziałam, że jej relacje z ojcem dalekie były od idealnych. Nie było między nimi zażyłości, bliskości... Oboje potrzebowali czasu, by wreszcie okazać sobie uczucia, których wcześniej nie było. W całym życiowym huraganie, jaki przeżywała Kaśka, niespodziewanie znalazła pocieszenie w osobie ojca, czyli kogoś, kto po prostu żył obok, ale nigdy z nią. 
Wspaniale wspominam ten fragment.

Jesteście ciekawi co dalej? Zapraszam Was już jutro na kolejny fragment z "Szeptu wiatru" na bloga Lotta Czyta!


2 komentarze:

  1. Nawet nie zauważyłam, kiedy przeczytałam całość fragmentu, bo czytało się go z przyjemnością :) Książka zapowiada się bardzo ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa jak będzie wyglądała motoryzacja za 30-40 lat. Już przed 2000 rokiem zapowiadało się teorie na temat bezobsługowych samochodów, latajacych z punktu A do punktu B bez udziału kierowcy :-) Miało się to nijak do rzeczywistosci. Dzisiaj oprócz designu producenty prześcigają się w coraz mniejszym "teoretycznym" spalaniu auta, oraz w maksymalizacji różnych niepotrzebnych systemów przez które nierzadko trzeba odwiedzać autoryzowane serwisy. Według mnie motoryzacja podąża trochę nie tą ściążką którą naprawdę powinna... Wyniki spalania często fałszowane itp. :-(

    OdpowiedzUsuń