24.02.2017

[RECENZJA] "Kiedy będziemy deszczem" - Dominika van Eijkelenborg

COKOLWIEK ROBI, GDZIEKOLWIEK JEST, CZUJE, ŻE JEGO OCZY JĄ ŚLEDZĄ.

Pewnego październikowego dnia Inga de Graaf wychodzi z psem na spacer, z którego nigdy nie wraca. Zaniepokojony mąż zgłasza jej zaginięcie, nie wierząc, że kobieta mogłaby porzucić wszystko i po prostu przepaść bez wieści. Policja zaczyna akcję poszukiwawczą, która nie przynosi rezultatów. Dopiero mailowa korespondencja zaginionej odkryta w koszu jej laptopa naprowadza na wątły ślad. Okazuje się, że Inga kryła mroczną tajemnicę, którą podzieliła się z przyjaciółką ze studiów. 

Z pozoru poukładane życie Ingi, której niczego nie brakowało było jedynie fasadą, za którą kobieta skrywała samotność i rozczarowanie. Spotkanie młodego mężczyzny uruchomi lawinę strasznych zdarzeń, od których nie było żadnej ucieczki.

THRILLER, KTÓRY NĘCI ZAKAZANĄ WONIĄ ZDRADY, NAMIĘTNOŚCI I MROCZNYCH ZAGADEK.







Tytuł: Kiedy będziemy deszczem
Autor: Dominika van Eijkelenborg
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 432

Ta powieść przysporzyła mi sporo problemów. Okazało się, że spodziewałam się jednego, a otrzymałam coś zupełnie innego. Czy było to dobre? Zapraszam do przeczytania recenzji! 

Dominika van Eijkelenborg pochodzi z Suwalszczyzny, studiowała i pracowała w Krakowie, a po szalonym romansie z (docelowo) ojcem swoich dwóch córek przeprowadziła się do Holandii. Uwielbia jogę i łucznictwo, a z wykształcenia jest pedagogiem. Marzyła o zostaniu pisarką. Zadebiutowała w Polsce powieścią pt. "Czuły punkt". 

Inga de Graaf zaginęła bez wieści, gdy wyszła na spacer z swoim psem. Policja rozpoczyna akcję poszukiwawczą, bo niemożliwym wydaje się, żeby kobieta zostawiła dom, męża i dzieci. Dość szybko wychodzą na jaw głęboko skrywane sekrety, objawiają się grzechy i wypływają kłamstwa...


Napiszę to wprost, żeby wyjaśnić najważniejszą kwestię: ta książka NIE JEST thrillerem. W tej powieści jest tyle thrillera, co kot napłakał. Niestety. Ja przygotowałam się na zagadkę, na emocje, na coś więcej niż w ostatecznym rozrachunku dostałam. "Kiedy będziemy deszczem" to powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym i tak od początku powinna być zapowiadania, bo w przeciwnym razie może rozczarować. 
Początek bardzo mi się spodobał, bo był tajemniczy i intrygujący. Moje uznanie zdobyło Polsko-Holenderskie połączenie, bo Inga była Polką, ale żyła w Holandii. To zderzenie dwóch narodowości świetnie autorce wyszło.

Inga pamięta strumień ludzkich ciał, w którym stali, echo głosów i kroków. W zawirowaniu wokół nich byli jedynie dwojgiem zwykłych ludzi. Wśród pożegnań i powitań, wśród odejść i powrotów byli wyznaniem miłości, długo oczekiwanym, a jednak niespodziewanym.

Szybko przekonałam się, że Dominica van Eijkelenborg świetnie rozumiała swoją historię i bohaterów, których stworzyła. Wniknęła w nich głęboko, przelała na papier to, co (tak mi się wydaje) planowała przelać. Dobry styl to kolejny plus tej powieści. Życie Ingi zostało przedstawione bardzo szczegółowo i w najmniejszych detalach. I w tym momencie zaczynają się schody...
Opisy - było ich zdecydowanie, ale to naprawdę zdecydowanie za dużo. Autorka opisywała wszystko: emocje (często w zbyt filozoficzny i nienaturalny sposób), myśli, otoczenie, przeszłość, meble, ubrania... Nagle okazało się, że zamiast być świadkami intrygującego śledztwa w sprawie zaginięcia młodej kobiety, to czytelnik zmuszony jest zaczytywać się w okropnie nużących opisach tego, że życie Ingi jest do bani, że mąż jest zły, że macierzyństwo okropne. Tak, autorka postanowiła opowiedzieć nam pewną część przeszłości głównej bohaterki, dzięki czemu zamiast thrillera dostaliśmy obyczajówkę. Obyczajówkę, albo romans. 

Jestem chaosem uwięzionym w kobiecym ciele. Jestem dziką bestią zamkniętą w głowie tej kobiety ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy.

Wątek miłosny bardzo mi się spodobał. Nie będę zbyt wiele o nim opowiadać, żeby nie spojlerować, ale przyznać muszę, że chemia między kobietą a mężczyzną była niebywale zniewalająca i pochłaniająca. Gdyby nie ten romans, to prawdopodobnie książka totalnie by mnie rozczarowała i zamęczyła. 
Inga ogólnie rzecz biorąc okazała się być mdłą mimozą, która była bardzo pokrzywdzona przez życie i wiecznie narzekała. Dla tej kobiety niesprawiedliwością było to, że musiała zajmować się swoimi dziećmi, kiedy jej mąż pracował. Serio? 
Śledztwo i porwanie zostało potraktowane po łebkach. Dosłownie. Wątek, który (po opisie sądząc) miał stanowić clou tej powieści, pojawił się właściwie tylko dwukrotnie: na początku i na końcu książki. Tyle właśnie jest thrillera w tym thrillerze, gdyby ktoś pytał.
Jak mogę podsumować "Kiedy będziemy deszczem"? Jeśli uparłabym się, że oceniam tę powieść w kategoriach thrillera, to przypuszczam, że punktacja oscylowałaby w granicach 2/10. Jako powieść obyczajowa, czy romans z wątkiem kryminalnym ta historia wypada dobrze. Autorka ma talent, miała też pomysł, tylko czasem naprawdę warto dwa razy zastanowić się, czy powieść, którą stworzyliśmy, naprawdę klasyfikuje się do tego gatunku do którego byśmy chcieli. Książka jest przewidywalna, trochę za mocno przegadana, nie oferuje skoków adrenaliny (chociaż chemia w wątku miłosnym jest niewiarygodna!), ale myślę, że można przeczytać. Ciekawa okładka, ciekawy tytuł, piękny wątek miłosny. To tyle.
Moja ocena: 6/10

Z zakochania robimy głupie rzeczy, z miłości bolesne.





Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Kobiece.



***

Hej! Słyszeliście o tej książce? Macie ochotę po nią sięgnąć? A może już czytaliście? Jeśli tak, to jakie są Wasze odczucia? Koniecznie dajcie znać w komentarzach. :)

3 komentarze:

  1. Jak już wiesz, mnie ta książka szalenie się podobała, ale nie sposób mi się nie zgodzić z niektórymi Twoimi uwagami - faktycznie przypisanie gatunkowe jest totalnie błędne. Tak jak mówisz, to obyczajówka z wątkiem kryminalnym, a nie żaden thriller. Co nie zmienia faktu, że wciąż nie mogę się otrząsnąć z tej niesamowitej chemii między bohaterami! Elektryzująca :D
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka książki zapowiada ciekawą intrygę, jednak po Twojej recenzji widzę,że tak nie jest. Szkoda,że została źle przypisana, bo sporo to odbiera samej książce. Ciekawy wydaje mi się pomysł połączenia dwóch różnych kultur polskiej i holenderskiej, co może nadać ciekawego klimatu. Być może sięgnę po książkę.
    Pozdrawiam!
    http://pasjanaszymzyciem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka ma bardzo oryginalny tytuł, ale po Twojej recenzji trochę się zawiodłam :)

    OdpowiedzUsuń