23.12.2016

[WYWIAD] O Bożym Narodzeniu z czterema pisarkami


Cztery różne kobiety.
Cztery niesamowite pisarki. 
Pierwszy wywiad na blogu.
I to nie byle jaki.
Bo o świętach Bożego Narodzenia. 
Wypytałam i już wiem! 
Serdecznie zapraszam na świąteczny wywiad z Anną Dąbrowską, Sylwią Trojanowską, Agatą Czykierdą-Grabowską i Natalią Sońską! 



Na sam początek chciałabym się dowiedzieć, jak wygląda Wigilia w Waszym wykonaniu? Należycie do kobiet świetnie zorganizowanych, czy raczej tych, które wszystko zostawiają na ostatnią chwilę?

Anna Dąbrowska: Mam szczęście, że jestem zapraszana na Wigilię i unikam tego przedświątecznego stresu związanego z przygotowaniem wieczerzy. Przygotowuję tylko dwie lub trzy rybne potrawy, co jest olbrzymim udogodnieniem. Oczywiście piekę piernik, bo moje mieszkanie musi w świątecznym okresie pachnieć przyprawami, na przykład cynamonem i goździkami. Zapach musi rozchodzić się po wnętrzu i kusić zmysł powonienia swoim magicznym aromatem. Należę do osób zorganizowanych, które nie znoszą zostawiać wszystkiego „na później”. Nawet choinkę ubieram kilka dni wcześniej… 

Sylwia Trojanowska: Od kilku lat Wigilię organizuje moja siostra. Ma piękny, przestronny dom, w którym centralne miejsce zajmuje duży, rozłożysty stół. Jest kominek, żywa choinka, kolędy, opłatek, jemioła. Panuje tam wymarzona, świąteczna atmosfera. Każdy z gości przygotowuje jakąś potrawę (podział ustala moja doskonale zorganizowana siostra!), więc Wigilia nie jest czymś uciążliwym, a wręcz przeciwnie. Poza tym mam zawsze wrażenie, że robię za mało, bo to przecież duże przedsięwzięcie, a ja jakoś specjalnie nie gonię i nie zawalam nocy.

Agata Czykierda-Grabowska: Ja zostawiam wszystko na ostatnią chwilę… Co roku próbuję sobie wszystko ładnie rozplanować, ale zawsze kończy się tak samo.


Natalia Sońska: W moim domu, a właściwie w domu mojej babci, przygotowania do Wigilii rozpoczynają się kilka dni przed świętami. Pieczenie ciast czy przygotowywanie potraw nigdy nie jest zostawione na ostatnią chwilę, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. W innym wypadku tworzy się nerwowa atmosfera, a takiej przecież nikt w święta nie lubi. Krzątanina rozpoczyna się tak naprawdę dwudziestego czwartego, nawet jeśli prawie wszystko jest gotowe. Taka jest po prostu kolej rzeczy, że i mały stres musi się pojawić. Choinkę też ubiera się w wigilijny poranek, nie ma jednak mowy, by z czymś nie zdążyć. Jest tyle rąk do pracy, że każdemu zostaje przydzielone specjalne zadanie. Podczas wigilii więc, na stole zawsze gości (co najmniej) dwanaście potraw, stół jest pięknie zastawiony, pod obrusem spoczywa symboliczne siano. Zasiadamy do kolacji w wyśmienitych nastrojach, a spokój ogarnia cały dom. Wiadomo, panie w naszym domu muszą się też wokół tego stołu nabiegać podczas samej kolacji, ale to też w tym wszystkim jest piękne i raczej nikt nie narzeka. Uśmiechy na twarzach domowników są warte każdego wysiłku. 



Święta Bożego Narodzenia mają bardzo bogatą symbolikę. Co jest dla Was głównym symbolem Świąt?

Anna Dąbrowska: Główny symbol świąt? Hmm… Choinka. Zdecydowanie. Nie przywiązuję wagi do tego, że musi być żywa, ponieważ mieszkam w lesie i zapach choinek czuję przez cały rok. Ważne jest za to jej udekorowanie. Lubię stonowaną kolorystykę, dlatego swoją choinkę przyodziewam w biel i srebro. Uwielbiam, kiedy w dzień wigilijny prószy śnieg. Otula wszystko dookoła swą białą pierzynką. Wtedy święta Bożego Narodzenia wydają się magiczne.

Sylwia Trojanowska: Zdecydowanie choinka. Uwielbiam jej zapach, kształt. Samo ubieranie choinki jest w moim domu zawsze radosnym wydarzeniem. Każdego roku staramy się kupić drzewko, kiedy pojawiają się pierwsze kramy, aby nastrajała nas na Święta przynajmniej przez kilkanaście dni.

Agata Czykierda-Grabowska: Dla mnie najważniejsze są spotkania z rodziną. Niektórych członków rodziny widuję tylko przy okazji świąt, więc dla mnie najważniejszą symboliką świąt są wspólne spotkania, na które w nawale pracy i obowiązków po prostu nie ma czasu.

Natalia Sońska: Tych symboli jest mnóstwo. Dla mnie jednak najbardziej charakterystyczny jest opłatek, którym się dzielimy. Przed Wigilią zawsze przygotowywany jest przez dziadzia, przekładany miodem. Dla mnie jest jednym z najważniejszych symboli, bo podczas łamania się nim cała rodzina się jednoczy, składając sobie życzenia płynące prosto z serca. A ja nieustanie wierzę w moc tych życzeń. Nie mogę jednak nie wspomnieć o choince, która także przywołuje ciepłe wspomnienia. Ubierana zawsze w wigilijny poranek, mieniąca się kolorami, przystrojona wieloma przepięknymi ozdobami. To pierwsze, co podczas tych świąt urzekło mnie jako małą dziewczynkę i co zostało w mojej pamięci jako nieodłączny element Bożego Narodzenia.



Cofnijcie się w pamięci do czasów dzieciństwa. Jak wyglądały Wasze święta, gdy byłyście małymi dziewczynkami? Pamiętacie jakieś zabawne historie z tamtego okresu? 

Anna Dąbrowska: Mała Ania spędzała święta u babci. Zjawiała się tam ciocia ze swoją rodziną i ten dzień wydawał się uroczysty. Wspólnie z kuzynem oczekiwałam pierwszej gwiazdki, by móc otworzyć prezenty leżące pod choinką. Pamiętam, gdy pewnego roku wszyscy w rodzinie obdarowali mnie… ubraniami, a ja odebrałam to z takim smutkiem i zapłakana wyszłam z gościnnego pokoju, myśląc: „ciuchy to nie prezent, prawda?”. W domu nigdy nie śpiewaliśmy kolęd, za to teraz nadrabiam zaległości z czasów dzieciństwa. Mój mąż gra na pianinie, a ja i reszta rodzina śpiewamy. 

Sylwia Trojanowska: Moje święta zawsze były tradycyjne: rodzina, opłatek, sianko, wigilijne potrawy, pusty talerz dla wędrowca i… kuchenna krzątanina oraz oczywiście prezenty. Nie przypominam sobie żadnych zabawnych historii. Z sentymentem natomiast wspominam pływającego w wannie karpia. Bawiłam się z nim, choć jego śliska łuska zawsze napawała mnie lękiem. Kiedy jego żywot dobiegał końca, strasznie to przeżywałam.

Agata Czykierda-Grabowska: Święta prawie zawsze spędzaliśmy wtedy u dziadków na wsi. Z sentymentem wspominam olbrzymie zaspy śniegu i wyprawy z dziadkiem na sankach po oranżadę do jedynego we wsi sklepu. Pamiętam szukanie w trzaskającym mrozie pierwszej gwiazdki i wypraw do stajni w celu sprawdzenia, czy zwierzęta rzeczywiście potrafią przemówić ludzkim głosem.

Natalia Sońska: Od kiedy pamiętam święta co roku wyglądają tak samo. Jest ciepło, rodzinnie i wesoło. Cała rodzina zbiera się w domu babci i wspólnie przeżywamy ten piękny czas. Choć jestem już dorosła, wiele z małej dziewczynki wciąż we mnie siedzi. Za każdym razem oczy mi się błyszczą na widok przystrojonego domu, uwielbiam zapachy unoszące się wokół i kocham to wyczekiwanie, aż wszyscy usiądziemy do kolacji wigilijnej. Wspólne kolędowanie, odwiedziny znajomych, rodziny, słanie życzeń każdego roku napawa mnie dobrą energią. Rodzinne spotkania nie obywają się także bez wspomnień, a najstarsi za każdym razem przypominają nam nasze dziecięce wybryki. Pamiętam jak jednego roku, ubierając choinkę spadłam z krzesła. Stołek się połamał, ja przed samymi świętami chodziłam obolała, a pierwsze zdanie jakie usłyszałam od babci brzmiało: „Całe szczęście, że drzewko się nie przewróciło. Wiesz, co by to było?!” Śmiejemy się z tego do tej pory! Oczywiście kocham babcię i nie mogę nie powiedzieć, że chwilę później dokładnie mnie obejrzała, by sprawdzić, czy nic mi się nie stało. Nie zapomnę także tej ekscytacji, kiedy prezenty czekały na nas, najmłodszych po choinką, a my jak na szpilkach czekaliśmy na przyzwolenie, by móc pobiec i je otworzyć. Tego mi odrobinę brakuje, bo teraz (poza mną i moją mamą) moi kuzyni strasznie się czają, nim w końcu zdecydują się zaglądnąć pod drzewko w poszukiwaniu podarunków dla siebie. A przecież to jest takie ekscytujące! I jeszcze wyglądanie pierwszej gwiazdki już nam nie towarzyszy, ja jednak za każdym razem zerkam tradycyjnie w okno, by się upewnić, że już jest.


Jaka jest Wasza ulubiona świąteczna piosenka lub kolęda? 

Anna Dąbrowska: Z polskich kolęd od dziecka uwielbiałam "Przybieżeli do Betlejem". Dwa lata temu mój starszy synek nauczył się śpiewać tę kolędę, co napawało mnie matczyną dumą, do momentu aż usłyszałam: „przybieżeli swym Bentlejem pasterze”.  Ciekawe, jak by to wyglądało – Bentley i Pasterze? Z zagranicznych utworów cenię piosenkę Mariah Carey "All I want for Christmas is you", ale kiedy słyszę muzykę z reklamy Coca-Coli, to już wiem, że święta nadchodzą wielkimi krokami.

Sylwia Trojanowska: Jeśli miałabym wybrać polską kolędę, to zdecydowałabym się na „Cichą noc”, a jeśli na piosenkę pop, to bezapelacyjnie „Last Christmas” Wham, którą pokochałam lata temu od pierwszego odsłuchu.

Agata Czykierda-Grabowska: "Cicha noc".

Natalia Sońska: Kolęda to zdecydowanie "Dzisiaj w Betlejem". Pierwsza, której nauczyła mnie moja mama. Jest skoczna i szybko wpada w ucho, dlatego śpiewamy ją nawet po kilka razy pod rząd. A piosenka to "Skrzypi wóz". Świetnie nam wychodzi, gdy kuzynka gra na gitarze, a reszta rodzeństwa przygrywa na grzechotkach zrobionych ze słoika i ziarenek fasoli.


Jak to u Was jest, jeśli chodzi o tradycję milionów Polaków, czyli rodzinne oglądanie Kevina samego w domu? Zasiadacie co roku przed telewizorami, żeby go obejrzeć, czy raczej nie należycie do zwolenniczek tego rytuału? 

Anna Dąbrowska: Ach, ten Kevin… Kevin może być, ale nie musi, bo wolę obejrzeć "Opowieść wigilijną" i po cichutku ronić łzy, widząc przemianę Ebenezera Scrooge’a w dobrego człowieka. Zawsze płaczę, kiedy oglądam tę scenę, bo mocno wierzę, że w każdym z nas tkwi dobroć, tylko czasami człowiek gubi się we własnym życiu, nie wiedząc, którą maskę zostawić na swej twarzy – dobrą czy złą.

Sylwia Trojanowska: Generalnie, lubię filmy ze świętami w tle. Mój ulubiony to „Święta last minute” - niezmiennie mnie bawi i pozytywnie nastraja. Jeśli chodzi zaś o "Kevina", to oczywiście znam ten film baaardzo dobrze, a jakże! I choć szczególną jego fanką nie jestem - święta bez "Kevina" byłyby dla mnie sporym zaskoczeniem i rozczarowaniem! W jakimś sensie to jest świąteczna tradycja.

Agata Czykierda-Grabowska: Prawie w ogóle nie oglądam telewizji, ale mój mąż i owszem. Jest fanem „Kevina…” i czy chcę, czy nie chcę muszę go oglądać razem z nim.

Natalia Sońska: Przez kilka lat rzeczywiście tak było, że wszystkie dzieci w domu zasiadły przez telewizorem, by obejrzeć ten film. Od kilku lat jednak puszczają go przed świętami lub kilka dni po, nie mamy więc możliwości wspólnie go pooglądać, ale jakiś fragment zawsze nam przemknie przed oczami. Niemniej jednak wolę, gdy cała rodzina zamiast przed telewizorem spędza czas na śpiewaniu lub rozmowach. Wiadomo, trudno w dzisiejszych czasach zupełnie wyłączyć telewizję, bo przyjemnie jest nawet posłuchać jakiegoś koncertu, czy obejrzeć dobrą komedię, na szczęście jest ona głównie tłem.


Kto w Waszych domach odpowiada za ubranie choinki? 

Anna Dąbrowska: Mąż odpowiada za zawieszanie choinkowych lampek, a ja z starszym synkiem dekorujemy choinkę bombkami. Mam nadzieję, że tym roku mój młodszy synek pomoże nam w przynoszeniu bombek z pudełek.

Sylwia Trojanowska: Choinkę ubieramy wspólnie, starając się by była to dla nas przyjemność i powód do wspólnego obcowania.

Agata Czykierda-Grabowska: Od kilku lat mieszkamy z mężem we własnym mieszkaniu i w zeszłym roku po raz pierwszy kupiliśmy własną choinkę. Co prawda była bardzo malutka, wręcz symboliczna, ale zawsze. Oczywiście to ja ją ubierałam. Raczej nie pozwoliłabym mężowi zabrać się za nią… chyba, że chciałabym, aby w salonie stanął jakiś zielony gremlin.

Natalia Sońska: U nas jest kilka etapów. Dziadzio wybiera drzewko. Tato zajmuje się umiejscowieniem go w stojaku i umieszczenie gwiazdy na czubku. Babcia odpowiada za cukierki, a za przywiązanie do nich nitek moja siostra. Przy światełkach też zazwyczaj pomaga tato (przykre doświadczenie ze stołkiem, wolę go więc poprosić o pomoc). Zawieszenie bombek i innych ozdób najczęściej należy właśnie do mnie i mojej siostry, choć każdy stara się oderwać od przygotowań i wtrącić swoje pięć groszy. Takim sposobem każdy w domu ma swój udział w strojeniu choinki.


Czy święta Bożego Narodzenia są dla Was czasem urlopu od pisania czy wręcz przeciwnie: piszecie tyle samo, a może nawet więcej niż zazwyczaj? 

Anna Dąbrowska: Jeśli pisanie jest przyjemnością, to nie widzę potrzeby brania urlopu. Mam nadzieje napisać choć kilka zdań w wigilijny dzień.

Sylwia Trojanowska: W Święta piszę mniej, jeśli w ogóle, a to za sprawą rodzinnych spotkań, które zajmują większość mojego czasu. Nie utyskuję, bo staram się doceniać ulotne chwile radości i miłości, które w Święta w szczególny, unikalny sposób się objawiają.

Agata Czykierda-Grabowska: Pisanie to nie obowiązek, a czysta przyjemność. Nie widzę powodu, abym odmawiała sobie tej przyjemności podczas przerwy świątecznej.

Natalia Sońska: Święta z pewnością nie są dla mnie całkowitym urlopem od pisania. Towarzyszy mi wówczas tyle emocji, że ciężko ich po prostu gdzieś nie zapisać. Wszystkie przeżycia wpływają pośrednio na to, co odczuwają moi bohaterowie, bo uwielbiam ich obdarowywać silnymi emocjami, których sama w pewnych sytuacjach doświadczam. Jednak muszę przyznać, że przez obowiązki piszę wówczas znacznie mniej, bo chcąc poświęcić się w całości przygotowaniom do świąt, muszę odłożyć laptopa na bok. Przy chwili wolnego jednak lubię usiąść, najczęściej wieczorem, z kubkiem ciepłej herbaty, kawałkiem pysznego ciasta przy choince i zapisać kilkanaście zdań. Wtedy wiem, że wszystko jest na swoim miejscu.



Jak żywe są tradycje w Waszych domach? Na wigilijnym stole zawsze jest dwanaście potraw? Po Wigilii śpiewacie wraz z najbliższymi kolędy? A może macie własne rodzinne tradycje? 

Anna Dąbrowska: Na stole jest więcej potraw, a to wszystko przez śledzie, których nie znoszę. Każdy robi śledzie – a to w śmietanie, a to w cebulce, z rodzynkami i z innymi udziwnieniami. Jak dla mnie mogą istnieć tylko barszcz i uszka z grzybami. Śpiewamy kolędy, dzielimy się opłatkiem i obdarowujemy dzieci prezentami, by z uśmiechem spoglądać na ich szczęśliwe twarze. Idziemy spać bardzo późno, gdyż jest to wyjątkowy wieczór (noc), w którym każda chwila jest cenna.

Sylwia Trojanowska: Staramy się przestrzegać wigilijnych tradycji, więc jest oczywiście czytanie Biblii, dzielenie się opłatkiem, dodatkowe nakrycie na stole. Śpiewamy kilka kolęd, a potem korzystamy z gotowych kompozycji, które lecą sobie w tle. Od kilku lat wraz z synem wygrywamy również wybraną kolędę na fletach, jedną, góra dwie i w pewnym sensie to jest naszą małą rodzinną tradycją.

Agata Czykierda-Grabowska: Tak, jak wspomniałam wyżej, dla mojej rodziny najważniejsze są wspólne spotkania. Nie przywiązujemy zbyt dużej wagi do wszystkich symboli i zasad tradycji. Nie musi być dwunastu potraw, nie musi być pustego talerzyka dla zbłąkanego gościa. Staramy się jednak zawsze zachować tradycję wręczania symbolicznych podarunków. Jest przy tym mnóstwo śmiechu i zabawy.

Natalia Sońska: Na wigilijnym stole w moim domu zawsze jest dwanaście potraw, często bywa nawet tak, że jest ich więcej, licząc kompot z suszu czy domowy chleb. To tradycja, która, mam nadzieję, nigdy się nie zmieni, bo to jedyny czas, kiedy można najeść się tych wszystkich pyszności bez wyrzutów sumienia! A najlepsze jest to, że co roku, z małymi modyfikacjami, na stole stoją zawsze takie same potrawy. Śpiewanie kolęd też nam towarzyszy, po Wigilii i w ciągu kolejnych dni również. Kilka osób w naszej rodzinie gra na instrumentach, wspólne kolędowanie świetnie nam więc wychodzi. Kolędowanie po domach też towarzyszyło nam przez kilka lat, kiedy jeszcze ja z moją siostrą i kuzynostwem byliśmy młodsi. Zazwyczaj nie chodziliśmy jednak z kolędą sami, wujek i babcia dzielnie nam towarzyszyli. Teraz to my wyczekujemy kolędników, by pooglądać odgrywane przez nich scenki.


Czy macie zwyczaj obdarowywania się z najbliższymi prezentami? Jeśli tak, to czy zdarzyło Wam się otrzymać jakiś nie do końca trafiony prezent?

Anna Dąbrowska: Często obdarowujemy się z bliskimi prezentami, bo nawet mała rzecz potrafi ucieszyć. Niestety zdarza mi się otrzymać niechciany, niepotrzebny prezent. Wkładam go wtedy do szafy i czekam na moment, gdy mogę go podarować innej osobie, której będzie potrzebny.

Sylwia Trojanowska: Prezenty to ważny świąteczny rytuał, szczególnie, kiedy w domu goszczą małe dzieci, bo wtedy emocje są niebywałe! Na nasze Wigilie zawsze przychodzi Mikołaj. Od dwóch lat jest nim mój nastoletni syn, dla którego jest to niebywała frajda, a dla seniorów rodu wielkie wzruszenie. Junior mój bowiem traktuje ich jak młodzieniaszków, co wywołuje lawiny śmiechu. Jest naprawdę wesoło!

Agata Czykierda-Grabowska: Tak, jak powyżej. Chyba jeszcze nie zdarzyło się tak, abym otrzymała jakiś nietrafiony prezent. Uwielbiam dostawać fikuśne skarpety, które z jakiegoś powodu uznawane są za prezentowe "faux pas". Uwielbiam dostawać książki, rękawiczki, kubki… nie ma dla mnie złego prezentu.

Natalia Sońska: Tradycją u nas jest, że wszyscy składają pod choinką podpisane prezenty, a po Wigilii idziemy je rozpakowywać. Jeszcze jako dziecko najbardziej nie mogłam doczekać się właśnie momentu buszowania pod drzewkiem. Teraz to raczej symbolika, niemniej miło jest patrzeć na uśmiechy bliskich, gdy podekscytowani rozpakowują podarunki. Czy zaś trafiły się nietrafione prezenty? Może inaczej – zdarzyło się, że spodziewałam się czegoś innego, domyślając się, co mogę znaleźć pod choinką.  Nigdy jednak nie byłam rozczarowana po otworzeniu paczki, zawsze podarunek mile mnie zaskakiwał!



Czy podczas świąt znajdujecie czas na zatopienie się w lekturze czy raczej poświęcacie się w stu procentach spotkaniom z najbliższymi?

Anna Dąbrowska: W święta bardzo rzadko znajduję czas na to, by wziąć książkę do rąk. Święta są rodzinnym czasem – towarzyskim, w którym żaden człowiek nie powinien być samotny. Nic nie boli tak bardzo jak ból choroby i samotność.

Sylwia Trojanowska: Najważniejsze są dla mnie spotkania z najbliższymi, ale czas na lekturę staram się znaleźć każdego dnia, również w Święta, szczególnie, kiedy kusi mnie książka, którą otrzymałam od Mikołaja.

Agata Czykierda-Grabowska: Z moją rodziną nie da się wytrzymać dwudziestu czterech godzin ciągiem, dlatego staram się sobie dawkować tę przyjemność w odpowiednich proporcjach. A pozostały czas spędzamy z mężem na błogim lenistwie, w tym na spacerach i czytaniu książek.

Natalia Sońska: Książka podczas świąt towarzyszy mi najczęściej wieczorami, gdy po dniu spotkań z bliskimi, przed snem, mam chwilę właśnie dla siebie. Lubię jednak zatopić się w jakiejś lekkiej powieści, która dodatkowo pozytywnie mnie nastroi lub wybieram książkę, którą otrzymam w prezencie, bo i takie podarunki znajduję pod choinką, co bardzo mnie cieszy! 



Co sądzicie o zwyczaju opuszczania kraju na święta i spędzaniu Bożego Narodzenia na egzotycznych plażach?

Anna Dąbrowska: Trudne pytanie… Nie mam nic przeciwko spędzaniu świąt na egzotycznych wyspach, bo jadąc na nie, zabieramy Święta ze sobą – w sercach. Zdarzyło mi się spędzić święta w Wielkiej Brytanii, ale nie szłam w ślady ludzi, którzy tego dnia przesiadywali w pubach i pili rozcieńczone piwo. Gdy mieszkałam w angielskim domu, miałam wysoką choinkę, na której znalazło się całe opakowanie bombek; zrobiłam barszcz, który rozlałam na obrus przy nalewaniu na talerze; karpia zamieniłam na inną rybę (wtedy nie było polskich sklepów i niełatwo było o karpia). Był za to opłatek, ukochana osoba i tęsknota za rodzinnym gronem. Nie mówię „nie” spędzaniu świąt na plaży, chociaż osobiście wolę śnieg i rodzinne grono od nagrzanego piasku pod stopami.

Sylwia Trojanowska: Nie miejsce jest ważne, a ludzie. Czy będzie to plaża, góry, jezioro, czy miasto, w którym żyjemy- nie ma to dla mnie znaczenia. Ważna jest jedność i radość ze świątecznego czasu. Dla mnie Boże Narodzenie to najbliższa Rodzina, a tę mam tu - w Szczecinie. Nie wyobrażam sobie wyjazdu w ciepłe kraje akurat na ten okres, chyba, że Rodzina pojechałaby ze mną.

Agata Czykierda-Grabowska: Jeśli ktoś czuje taką potrzebę, to czemu nie. Nie dla każdego okres świąteczny to czas spokoju i wyciszenia, dlatego jak najbardziej rozumiem tego typu decyzje.

Natalia Sońska: Ja jestem zdecydowanie tradycjonalistką jeśli chodzi o kwestię świąt Bożego Narodzenia. Dla mnie to atmosfera musi być ciepła i rodzinna, bo tak naprawdę właśnie bliscy i tradycje tworzą niepowtarzalny klimat tych świąt. Jeśli jeszcze śnieg i mroźna zima pięknie to wszystko uzupełniają, nie ma niczego cudowniejszego. Ale każdy ma swoje wizje na ten temat i jeśli tylko czuje magię świąt na egzotycznej plaży, czemu miałby nie spędzić Bożego Narodzenia właśnie tam?


W czym, Waszym zdaniem, tkwi magia świąt Bożego Narodzenia?

Anna Dąbrowska: Magia świąt Bożego Narodzenia tkwi… w nas samych. Każdy z nas pragnie stać się lepszy, uczynny. I właśnie ta dobroć ludzka jest urzekająca. Każdy z nas w coś wierzy. Od dziecka wierzymy w Mikołaja, a później pragniemy wierzyć w to, że spełnią się słowa, którymi się obdarowujemy, dzieląc się opłatkiem.

Sylwia Trojanowska: Dla mnie w atmosferze. Święta Bożego Narodzenia mają w sobie wszystko, co najlepsze: dajemy coś od siebie i dostajemy coś od innych. Do tego zapachy, muzyka, wystrój i smaki - dla mnie to jest zawsze podniosły czas!

Agata Czykierda-Grabowska: W zjednoczeniu rodziny. Podczas tego okresu dochodzi do pojednań i gaszenia sporów. Do wybaczania i zapominania o tym, co było złe. To jest chyba najważniejsza symbolika tych świąt.

Natalia Sońska: Moim zdaniem magia świąt Bożego Narodzenia tkwi właśnie w tym, że choć są to święta powtarzalne, które obchodzimy co roku, każdy czeka na nie z utęsknieniem, jakby przeżywał je po raz pierwszy w życiu. Są to najbardziej rodzinne święta, podczas których możemy poczuć jeszcze bardziej tę niesamowitą więź, łączącą nas z bliskimi. To, że spędzamy je w gronie najbliższych, że każdy z nas zwalnia w codziennej gonitwie, by zatrzymać jak najdłużej te piękne chwile jest czymś, co czyni te święta wyjątkowymi i magicznymi. Znajdujemy dla siebie więcej czasu niż na co dzień, częściej się uśmiechamy, ślemy sobie życzenia – to wszystko właśnie tworzy tę niepowtarzalna magiczną atmosferę.



Czego chciałybyście życzyć swoim czytelnikom z okazji tegorocznych świąt? 

Anna Dąbrowska: Kochani czytelnicy, z okazji świąt Bożego Narodzenia pragnę życzyć wam zdrowia, samych szczęśliwych dni, spełnienia marzeń, spokoju i miłości.
Tobie, Klaudio, dziękuję za wywiad, który stanowił dla mnie ogromną przyjemność. Życzę ci cudownych świąt, a przede wszystkim wiary we własne możliwości.
Moim utalentowanym koleżankom po piórze, czyli Agacie, Sylwii i Natalce, życzę nieustającej weny twórczej i napisania wielu bestsellerowych książek.

Sylwia Trojanowska: Drodzy Czytelnicy! Życzę Wam, byście w trakcie tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia doświadczyli takich emocji, które pozwolą Wam rozświetlić dni Nowego 2017 Roku! Pomyślności, spełnienia marzeń, zdrowia i wielu pasjonujących lektur!

Agata Czykierda-Grabowska: Przede wszystkim zdrowia, spokoju i mnóstwa wolnego czasu na pochłanianie kolejnych książek.


Natalia Sońska: Z całego serca, moim drogim czytelnikom, chciałabym w ten nadchodzący czas życzyć pogody ducha i wiary we własne możliwości. Uśmiechu na twarzy nawet w najbardziej pochmurne dni. Siły w stawianiu czoła przebiegłemu losowi i motywacji do działania. Najbliższych stojących u boku, gotowych wesprzeć w każdej sytuacji. Radości czerpanej z każdego przeżytego dnia. Niesłabnącej, prawdziwej miłości, rozgrzewającej serce. Niepoprawnego optymizmu i szalonych pomysłów. Wielu pozytywnych zaskoczeń i niezapomnianych przygód. Spełnienia najskrytszych marzeń. Szerokich horyzontów i barwnej wyobraźni. I przede wszystkim, byście drodzy czytelnicy, wciąż nas, autorów, uszczęśliwiali swoją piękna pasją, jaką jest czytanie książek!





Anno, Sylwio, Agato, Natalio - DZIĘKUJĘ!
Dziękuję za udzielenie wywiadu, za udział w Świątecznym Tygodniu i za wszystkie dobre słowa, które od Was otrzymałam. Jestem zaszczycona, że zechciałyście odpowiedzieć na moje pytania i gościć na moim blogu. 
Raz jeszcze... DZIĘKUJĘ! :)

PS. Przepraszam za różne wizualne "kwiatki" w wywiadzie, ale blogger nie chce ze mną współpracować...


3 komentarze:

  1. Świetne wywiady! Czytałam z ogromną przyjemnością, a Panie są niebywale ciepłymi, życzliwymi kobietami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie wyszedł Ci ten wywiad. Celna i trafne pytania, super!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wywiad genialny :* autorki cudowne kobiety wszystkiego dobrego w te święta :*

    OdpowiedzUsuń