16.08.2016

[WYZWANIE] Mój pierwszy raz...


Hej! :) Dziś mam dla Was coś super i mogę zapewnić, że będzie fajnie. :) Kilkanaście dni temu odebrałam maila o tytule "Wyzywam Cię". Okazało się, że Jadwiga, autorka bloga Zajęcza Nora zaprosiła mnie do wzięcia udziału w stworzonym przez nią wyzwaniu. :) Postanowiłam odpowiedzieć i dlatego dziś opowiem Wam o moim pierwszym razie... z książką. ;) Wspomnienia o początku mojego książkoholizmu są żywe i kolorowe, jak gdyby pochodziły z dnia wczorajszego. Chociaż czasem coś przebąkiwałam o tym, jak zaczęła się moja miłość do książek, to dziś poznacie tę historię od początku, a ja Was serdecznie zapraszam do czytania. :) 



Na początku czwartej klasy szkoły podstawowej, zaraz po rozpoczęciu roku, został zorganizowany konkurs plastyczny dla wszystkich uczniów. Mięliśmy przedstawić na obrazku, przy użyciu dowolnych technik plastycznych, jak spędziliśmy wakacje. Od dziecka uwielbiałam rysować, więc przez kilka dni z zapałem tworzyłam dzieło, które ukazywało moją wspaniałą, wakacyjną codzienność: ja biegająca po podwórku w towarzystwie psów i kotów, a w tle krowy, kaczki, kury i świnie. W swoim plastycznym dziele byłam szczera, bo tak spędzałam wakacje: u dziadków, na mojej ukochanej wsi, gdzie każdego dnia wstawałam rano i aż do samego wieczora nie było opcji, żeby oderwać mnie od zabawy ze zwierzakami i ściągnąć do domu na posiłek. 
Praca oddana w terminie, konkurs zakończony. Kilka dni później, na apelu, zostały ogłoszone wyniki. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak szczęśliwa byłam, gdy dowiedziałam się, że zajęłam drugie miejsce w całej szkole! Wyszłam na środek sali, wysłuchałam gratulacji, a w moich dłoniach znalazła się nagroda z dyplomem w środku. Książka, a na okładce widniał tytuł "Tajemniczy ogród".
Moja wygrana leżakowała sobie przez kilkanaście tygodni na jednej z półek, gdzieś wciśnięta, bo istotniejsze dla mnie wtedy było to, że dostałam dyplom, a mój obrazek wisiał w szkolnej gablocie na głównym korytarzu szkoły. 
Wreszcie któregoś dnia, właściwie nie wiem dlaczego, ale postanowiłam sięgnąć po "Tajemniczy ogród". Usiadłam przy biurku i zaczęłam powoli czytać. Gdy po jakimś czasie dotarłam do trzydziestej strony, to byłam tak ogromnie z siebie dumna, że pobiegłam do mamy i się jej pochwaliłam, a w odpowiedzi usłyszałam: "No widzisz? To dobrze, czytaj, czytaj!". Więc czytałam...
Czytałam przez kilkanaście kolejnych dni, nie codziennie, ale dość często, by być z siebie dumna. Brnęłam w fabułę z radością i podekscytowaniem. Dotarcie do setnej strony było dla mnie takim sukcesem, że zadzwoniłam do dziadków i się im pochwaliłam. A wiecie co zrobiłam, gdy udało mi się przeczytać "Tajemniczy ogród" do końca i to w pełni samodzielnie? Skakałam po łóżku, chwaliłam się niezliczonej ilości osób i miałam poczucie, że dokonałam czegoś wielkiego. 


Chociaż "Tajemniczy ogród" bardzo mi się spodobał, to z lekturami szkolnymi jakoś nie było mi po drodze. Mama, stojąc na straży moich dobrych ocen z języka polskiego zawyrokowała, że będzie mi czytać lektury, a ja mam siedzieć i jej słuchać. W taki sposób spędzałyśmy soboty, ale przeważnie niedziele. Zasiadałyśmy naprzeciwko siebie w kuchni, mama czytała, ja słuchałam... razem się śmiałyśmy i płakałyśmy, a później razem cieszyłyśmy się z dobrych stopni za sprawdziany ze znajomości lektur. 
W ten najpiękniejszy sposób, właśnie dzięki mamie, poznałam "Dzieci z Bullerbyn" czy "Bracia Lwie Serce", ale najbardziej zapadła mi w pamięć ta pełna łez niedziela, gdy pochłaniałyśmy historię "Chłopców z Placu Broni" i kibicowałyśmy małemu Nemeczkowi w jego trudnej drodze. 
Gdy byłam w szóstej klasie szkoły podstawowej, a my w którąś sobotę pojechaliśmy odwiedzić rodzinę, mój kuzyn zawołał mnie do siebie i zaczął opowiadać o "Harrym Potterze", a ja z niezrozumiałych dla mnie dzisiaj względów, byłam święcie przekonana, że to mi się nie może spodobać. Kuzyn wyręczył mi pierwszy tom i powiedział, żebym przeczytała, a on później zrobi mi sprawdzian ze znajomości książki. Tak, lepszej motywacji nie mógł mi zafundować. Wróciliśmy do domu, a ja przez całą noc pożerałam "Harry'ego Pottera i Kamień Filozoficzny", a gdy zasnęłam nad ranem, to śniło mi się, że latam na miotle. Tym sposobem pochłonęłam całą serię o Harrym po raz pierwszy, a później rodzice byli zmuszeni kupić mi moje własne egzemplarze bym mogła przeczytać je jeszcze z tuzin razy. 


Jeśli mam być komuś wdzięczna za to, że dziś kocham książki z całego serca, to podziękowania należą się przede wszystkim mojej mamie i kuzynowi, ale gdyby nie Frances Hodgson Burnett i jej "Tajemniczy ogród", a później J. K. Rowling i jej "Harry Potter", to może dzisiaj byłabym ubogim w wyobraźnię człowiekiem z pustym regałem i nijaką osobowością. 

A od jakiej książki rozpoczęła się Wasza przygoda z czytelnictwem? :) 


12 komentarzy:

  1. Od Opowieści z Narnii, a potem już na dobre z kryminałami Christie i horrorami :) Ciekawy cykl!

    Pozdrawiam, Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mnie cieszy, że nie zostałaś tym ubogim w wyobraźnię człowiekiem, bo byłaby to wielka strata ;)
    Osobiście nie pamiętam moich początków z czytaniem, ale pamiętam, że tak jak Ciebie całkowicie wciągnęli "Chłopcy z placu broni", tak mnie "Kamienie na szaniec". Ale i tak najwięcej łez wylałam przy "Psie, który jeździł koleją" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. 'Baśnie 1000 i jednej nocy' :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna historia! Ja też bardzo miło wspominam ,,Chłopców z Placu Broni" - była to moja ulubiona lektura. Co do książek Francess Hodson Burnett, to w mojej szkole także dawano je jako nagrody. Ja dostałam egzemplarz ,,Małej księżniczki", która stała się jedną z moich ulubionych książek, kiedy byłam dzieckiem. :)
    Pozdrawiam cieplutko
    Dominika z booksofsouls.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkie takie historie mnie wzruszają :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja "Dzieci z Bullerbyn" poznałam właśnie w taki sam sposób jak ty :) I choć lektur również nie lubiłam, to szczególnie podobało mi się "Spotkanie nad morzem". Zaczęłam nałogowo czytać po książce "Anioł" L.A. Weatherly i pamiętam dzień kupna tej książki, jakby to było wczoraj, a nie kilka lat temu :)

    Przy okazji zapraszam Cię do mnie na bloga, gdzie organizuję pierwszy Book Tour dla blogerów :) http://ksiazki-recenzje-czytelnicy.blogspot.com/2016/08/pierwszy-book-tour.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Też wzięłam udział w wyzwaniu :D Twoją historię zaś przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. Uśmiechałam się przez cały post - to było takie urocze, jak cieszyłaś się z każdej okrągłej liczby stron, jak chwaliłaś się wszystkim wokół, że skończyłaś książkę :3 Też uwielbiam "Tajemniczy ogród", myślę, że przeczytałam go po raz pierwszy w podobnym wieku do Twojego, choć wtedy miałam już za sobą trochę innych książek. I tak - również zaważył tutaj "Harry Potter', którego pokochałam całym sercem. Dla mnie seria o małym czarodzieju jest najważniejsza na świecie :)
    Piękny post!
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też czytam chyba tylko za sprawą Harrego ;') pięknie rozpoczęta przygoda z czytaniem. I mimo ponad dziesięciu lat z młodym czarodziejem nadal chętnie wracam do książek Rowling. Po prostu magia. ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale fjnie to opisałaś ;) Ja też mojej mamie zawdzięczam miłość do książek, bo zapisała mnie do miejskiej biblioteki chyba już w 3 klasie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie moja mama siostrze czytała "W Pustyni i w puszczy" siłą rzeczy też słuchałam bo miałyśmy jeden pokój. Niewiele z tej książki pamiętam. Na szczęście mnie nie katowali tą książką. Przyznam się, że tajemniczy ogród ostałam od cioci na któreś urodziny, ale do tej pory nie przeczytałam. Chyba po nią sięgnę skoro ciebie zachęciła do czytania :)
    Cieszę się, że podjęłaś wyzwanie i mogłam poznać twoją historię :) Bo jest rewelacyjna!

    OdpowiedzUsuń
  11. Pamiętam, że jak byłam w gimnazjum to mój wujek był w równoległej klasie i bardzo źle się uczył, więc również zmuszałam go do czytania lektur, a dokładniej- ja czytałam, on słuchał :P Z facetami jak z dziećmi :P
    Bardzo fajna i przyjemna historia :) Widzę, że mama nie tylko strażniczka ocen, ale i wyobraźni! :)

    Pozdrawiam,
    Klaudia z www.zksiazkadolozka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Moimi pierwszymi ksiązkami jakie przeczytałam były "Takie sobie bajeczki" :) Abstrakcyjna książka o jeszcze bardziej pokręconych historiach :)

    OdpowiedzUsuń