01.04.2016

[RECENZJA] "Tak słodko..." - Tammara Webber

On jest miłością jej życia, chociaż o tym nie wie. Ona jest jego chwilą wytchnienia w tym wymagającym przetrwania życiu. Był zraniony i dziki, ale potrafił się dostosować. Ona zawsze była posłuszna. Teraz jest niespokojna. Pearl Torres Frank spędzając lato w domu nauczyła się dwóch rzeczy: Boyce Winn jest ucieleśnieniem wszystkiego, od czego powinna trzymać się z dala i wszystkim tym, co sprawia, że chce być blisko. Zbuntowany i głośny. Nie dbający o to, co myślą o nim ludzie. Namiętny. Silny. Niebezpieczny. I jest jeszcze jedna cecha, którą chowa przed wszystkimi, ale nie przed nią: Słodki.















Tytuł: Tak słodko...
Autor: Tammara Webber
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 398

Chociaż nie jestem już nastolatką, to powieści dla młodzieży przyciągają mnie niczym najsilniejszy magnes. Tammara Webber pisze o młodych ludziach, którzy kochają pomimo wszelkich przeciwności. Nie mogłam przejść obojętnie obok jej najnowszej powieści, czyli "Tak słodko...".

Tammara Webber sama określa siebie mianem romantyczki. Zanim została pisarką, była doradcą na studiach pierwszego stopnia, kierowniczką biura planetarium, agentką w radiologicznym call center i pracownicą salonu z łóżkami opalającymi. Wyszła za swojego ukochanego z liceum. Dumna matka trójki dzieci i opiekunka czterech kotów. Jest autorką bestsellerowych powieści dla młodzieży pt. "Tak blisko...", "Tak krucho..." i "Tak słodko". 

Życie Pearl Torres nie było usłane różami. Ona i jej matka doznały w przeszłości biedy. Los postanowił się do nich uśmiechnąć i pomimo początkowych problemów, wreszcie mogły zaznać spokoju od problemów finansowych. Boyce Winn miał w życiu jeszcze gorzej... Matka opuściła go, gdy był dzieckiem. Brat zginął na wojnie w Iraku. Pozostał z nim tylko ojciec, który pił nałogowo i bił go regularnie. Przed laty ścieżki Pearl i Boyca przecięły się w dość dramatycznych okolicznościach, lecz dzięki temu spotkaniu mogli się zaprzyjaźnić. Choć często zmierzali w różnych kierunkach, to gdzieś pomiędzy kolejnymi spotkaniami ich serca zapłonęły żywiej...


Bardzo często główne bohaterki są irytujące i niedopracowane. Taki fakt zazwyczaj zniesmacza lekturę danej powieści. W "Tak słodko..." było inaczej. Pearl od początku zaskarbiła sobie moją sympatię, bo była inteligentną młodą kobietą. Potrafiła zadbać o siebie i odrzucić to, co sprawiało, że czuła się nieszczęśliwa. Do tego Boyce - facet dość zbuntowany, zaradny i raniony przez lata. On nigdy nie miał lekko, ale każde negatywne wydarzenie nie osłabiało go, tylko sprawiało, że był silniejszy. 
Choć okładka nie powala na kolana (jest to słaby punkt łączący ze sobą wszystkie trzy powieści Tammary Webber), to jednak ma w sobie coś, co przyciąga uwagę potencjalnego czytelnika i sprawia, że odwraca książkę na drugą stronę i czyta opis. A opis zachęca i to szaleńczo! 


Początkowo było mi ciężko się wgryźć w historię Pearl i Boyca, głównie dlatego, że w dość zagmatwany sposób bohaterowie mieszali swoje wspomnienia o przeszłości, z wydarzeniami dziejącymi się obecnie. Niejednokrotnie czułam się nieco skonfundowana i błagałam w duchu, by to przeplatanie wydarzeń obecnych z przeszłymi nie ciągnęło się do końca. W którymś momencie zaakceptowałam taki system przedstawiania historii głównych bohaterów, lecz z ulgą przyjęłam moment, gdy wracanie myślami do wydarzeń minionych dobiegło końca. 
Boyce i Pearl to przykład dwójki ludzi, którzy utknęli w relacji łączącej ze sobą dwa popularne określenia: "friendzone" oraz "friends with benefits". Z jednej strony zachowywali się bardzo ostrożnie i obawiali się mówić głośno o uczuciach, a z drugiej strony oddawali się sobie bez zawahania, wyrażając tym największą ufność dla drugiej osoby. Mogli na siebie liczyć w najgorszych momentach, niejednokrotnie chwytali chwilę i czerpali z niej pełnymi garściami, nie zastanawiając się, co będzie dalej. 

"Jesteś marzeniem, które staje się rzeczywistością..."

Pióro Tammary Webber jest lekkie i bardzo łatwe w odbiorze, a jednocześnie zgrabne i idealnie zrównoważone. Pokochałam sposób w jaki opisywała uczucia... te skrywane głęboko w sercu, jak i te cielesne. Wszystko to było tak smaczne, tak trafne i idealnie trafiające do wyobraźni czytelnika. Czułam całą sobą, że miłość, która łączyła ze sobą bohaterów, była ogromna, cierpliwa, wspaniała i prawdziwa. Boyce był chłopakiem, który nosił w sobie ogromną emocjonalną wyrwę. Pearl, mimo iż nie była tak całkowicie w czepku urodzona, potrafiła swoim ciepłem wypełnić pustkę w sercu Boyce'a i sprawić, że zaczynał dostrzegać w życiu sens. 

"Miałam to, co w świecie nauki jest określane jako przewidywanie po fakcie. Kiedy nastąpi koniec, będę mogła powiedzieć, że od początku wiedziałam, jak to się skończy, ponieważ już to przerabiałam. Ktoś mógłby argumentować, że wpływałam na rezultat - że moje złamane serce to samospełniająca się przepowiednia - ale nie widzę, jako to miałoby mieć znaczenie. I w tym momencie uświadomiłam sobie, jak daleko w to zabrnęłam." 

Warto zwrócić uwagę na poboczne relacje towarzyszące historii Pearl i Boyce'a. Po pierwsze: miłość braterska. To, jak główny bohater cierpiał po stracie swojego starszego brata zapadło mi w pamięć bez trudu. Było to cierpienie ciągnące się przez lata, zmieniające charakter każdego dnia, pobudzające tęsknotę silniejszą niż wszystko inne. Po drugie: oszukanie i strata. Wiadomym jest, że dla każdego dziecka najważniejsza jest miłość rodzica. Boyce nie otrzymał jej nigdy od ojca-tyrana, a matka w której pokładał nadzieje na lepsze jutro, zniknęła bez śladu. Skrzywdziła go na wiele sposobów i na własne życzenie utraciła najcenniejszą nić, jaka łączy tylko matkę i dziecko. 
Powieść polecam wszystkim miłośniczkom literatury młodzieżowej. To nie jest lekka i przyjemna historyjka o przyjaciołach, którzy się w sobie zakochali. To powieść o młodych ludziach, którzy kochali się od lat, lecz los i życie podszyte bólem zmusiło ich do odrzucenia miłości i wyparcia jej z pamięci. Wspaniała propozycja z nurtu young adult, która chwyta za serce i pozostawia czytelnika z emocjonalnym szaleństwem.
Moja ocena: 7/10



Za egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Jaguar.




Hej, hej! :) Jak Wam się podoba dzisiejsza recenzja? :) Znacie powieści Tammary Webber? Czytaliście poprzednie tomy? Udało mi się Was zachęcić do lektury "Tak słodko..."? A może już jesteście po? :) Koniecznie piszcie mi w komentarzach, jak zawsze. Moc uścisków! :D 

5 komentarzy:

  1. O tym tytule słyszę po raz pierwszy, autorka też nie jest mi znana choć możliwe, że czytałam jakąś recenzję jej książki. Kwiecień mam już zapełniony jeśli chodzi o książki. Na pewno chce przeczytać nową książkę Hoover, ale także kilka innych dzieł spod jej pióra. Prócz tego mam zamiar dokończyć ,,Światło, którego nie widać'' oraz zacząć ,,Dziewczynę, która zaginęła''. Mam nadzieję, że oprócz tego upoluje ,,Chłopaka, który stracił głowę'', bo bardzo zainteresowała mnie ta pozycja. Pozdrawiam!

    http://wielopasja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też lubię powieści dla młodzieży, ale z wątkiem magicznym... Jakoś bardziej mnie do siebie przyciągają :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam zamiar skusić się na całą serię. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Tak słodko" mam już na półce i nie mogę się doczekać lektury, bo "Tak blisko" naprawdę bardzo mi się podobało ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Między innymi dlatego tak chętnie wchodzę na Twojego bloga - bo ja też nastolatką już być przestałam, ale nadal chętnie sięgam po młodzieżówki :D Powiem szczerze, że gdyby nie Twoja recenzja, najprawdopodobniej nie zwróciłabym uwagę na tę książkę. Opis jest dość... sztampowy? Chyba tak to mogę określić. Nie znalazłam w nim nic interesującego, ale ponieważ lubię romanse... No i przekonałaś mnie tymi dodatkowymi informacjami o dwójce głównych bohaterów, miło, że autorka wprowadziła coś jeszcze, poza wątkiem miłosnym. To może być fajna, lekka lektura na luźny wieczór, więc może kiedyś po nią sięgnę :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń