4/26/2016

[RECENZJA] "Konsekwencje pożądania" - Aleatha Romig


Zaprosił ją na randkę. Z tego spotkania już nie wróciła… Claire Nichols budzi się w luksusowej sypialni. Przypomina sobie, że została porwana. Zdenerwowana i przestraszona zaczyna walkę o przetrwanie… Od teraz jej życie zależy od zamożnego, czarującego, wspierającego organizacje charytatywne, biznesmena, Anthony’ego Rawlingsa. Jednocześnie, jak się okazuje – groźnego, uwielbiającego sprawować nad wszystkim kontrolę, porywacza. Anthony jednak nie przewidział siły miłości i namiętności, które potrafią połączyć ludzi w najbardziej nieoczekiwanych sytuacjach. Jak potoczą się losy porywacza i ofiary połączonych pożądaniem?













Tytuł: Konsekwencje pożądania
Autor: Aleatha Romig
Wydawnictwo: PASCAL
Liczba stron: 480


Kolejne powieści z nurtu literatury erotycznej zawsze stanowią intrygującą zagadkę, bo czytelnik za każdym razem zadaje sobie pytanie, jaka historia została przedstawiona tym razem. Opis "Konsekwencji pożądania" zaintrygował mnie niesamowicie, bo zapowiedział mi historię o dwójce ludzi, którzy nie spotkali się przez przypadek... Wszystko było zaplanowane. On - oprawca. Ona - ofiara. A między nimi wszystko co złe, więc jak to mogło prowadzić do miłości? 

Aleatha Romig urodziła się 19.07.1965 roku w stanie Michigan. Obecnie mieszka w stanie Indiana wraz z mężem i trójką dzieci. Ukończyła Indiana University, a z zawodu jest higienistką stomatologiczną. Została pisarką, gdy wypuściła w świat pierwszy tom serii erotycznej pt. "Consequences". 

Claire Nichols pracuje jako barmanka. Jest zwyczajną, młodą kobietą, którą pewnego dnia na randkę zaprasza bogaty, czarujący i wpływowy mężczyzna - Anthony Rawlings. Z tego spotkania Claire już nie wraca, ale budzi się w pięknej sypialni i zdaje sobie sprawę, że stała się więźniem mężczyzny z którym poszła na spotkanie. Od tej pory żyje w zamknięciu, a jej życie, ubiór i zachowanie kontrolowane są przez Anthony'ego. Czy nienawiść i okrucieństwo mogą przerodzić się w miłość? 


Przeczytałam już bardzo wiele rozmaitych powieści z nurtu literatury erotycznej. Czasem były to historie namiętne i porywające, innym razem miałkie i bezbarwne. "Konsekwencje pożądania" zaintrygowały mnie przede wszystkim dlatego, że opis natychmiast skojarzył mi się z intrygującym zjawiskiem psychologicznym, określanym jako syndrom sztokholmski. Byłam ciekawa, jak autorka przedstawiła relację głównych bohaterów. 
Liczyłam na to, że lektura wciągnie mnie od samego początku, lecz niestety nie było mi to dane. Dlaczego? Zdecydowanie na niekorzyść tej powieści zadziałał wydawca... maleńka czcionka i gęstość tekstu bardzo, ale to bardzo męczyła wzrok, co spowalniało czytanie i okropnie dawało się we znaki przy powieści, która liczyła prawie pięćset stron.
Autorka także zaliczyła strzał w stopę poprzez szczegółowe opisy wszystkiego: pomieszczeń, ubrań, otoczenia, wyglądu, jedzenia... O ile początkowo starałam się sumiennie czytać te dłużące się, usypiające opisy, o tyle w drugiej połowie powieści po prostu pobieżnie przesuwałam po nich wzrokiem, bo ileż to można czytać o tym, jak wygląda dane pomieszczenie? 
Do tego Anthony Rawlings, czyli główny bohater powieści. Jak już wiadomo, obecnie w powieściach erotycznych mamy do czynienia z silnymi, dominującymi mężczyznami, którzy w przeszłości przeżyli jakąś traumę i próbują o tym zapomnieć poprzez seksualne podporządkowanie sobie jakiejś kobiety. Zazwyczaj jednak taki bohater prędzej czy później zaskarbia sobie jakąś cząstkę sympatii czytelnika, lecz po raz pierwszy w moim przypadku tak się nie stało. Anthony był człowiekiem odrażającym i bezwzględnym tak bardzo, że nie mogłam go znieść. Znienawidziłam go od samego początku i to nie uległo zmianie aż do końca. Był bez wątpienia najgorszym punktem tej powieści, który nie pozwalał się w nią wkręcić. Nie potrafiłam go w żaden sposób usprawiedliwić, bo gardziłam nim w stu procentach. 
Pomysł na powieść był bardzo ciekawy i wiązałam z nim wielkie nadzieje, które niestety okazały się płonne. Powieść nie porwała mnie, solidnie umęczyła i nie wywołała praktycznie żadnych pozytywniejszych uczuć. Główny bohater obrzydził mi tą historię tak skutecznie, że raczej na pewno nie sięgnę po kolejne tomy. Nie wyobrażam sobie kolejnej katorgi z Anthonym. Moje negatywne odczucia skupiły się tak bardzo na głównym bohaterze, że właściwie irytujący sposób bycia Claire zupełnie nie pozostawił we mnie echa. Syndrom sztokholmski został tu dość dobrze przedstawiony, ale myślę, że mógł być przedstawiony o niebo lepiej. 
Czy polecam komuś tę powieść? Myślę, że tak. U mnie zbyt wiele rzeczy nie zagrało, dlatego "Konsekwencje pożądania" trafiają do worka tych gorszych historii, ale to nie oznacza, że książka nie spodoba się komukolwiek z Was. Ja już podziękuję za nużącą opisami historię odrażającego Anthony'ego i irytującej Claire. 
Moja ocena: 4/10



"Rozczarowanie jest dla szlachetnego ducha tym, czym zimna woda dla rozgrzanego do czerwoności metalu. Wzmacnia i hartuje, ale nigdy nie niszczy."


Za egzemplarz książki "Konsekwencje pożądania" dziękuję wydawnictwu PASCAL.




Hej. :) Co myślicie o dzisiejszej recenzji? Jesteście ciekawi tej książki, czy raczej nie planujecie spróbować swoich sił w spotkaniu z Anthonym? Jak zawsze czekam na Wasze spostrzeżenia w komentarzach. :) Moc uścisków! :)



Pamiętajcie o urodzinowym rozdaniu! :)

8 komentarzy:

  1. Opis faktycznie intrygujący,ale po Twojej recenzji jakoś nie mam ochoty sięgnąć po tę książkę,zwłaszcza zniechęca mnie ta mała i gęsta czcionka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię męskich bohaterów, którzy za cel stawiają sobie podporządkowanie kobiety dla własnej przyjemności, obrzydza mnie wręcz taka postawa. Skoro Anthony do takich należy do takiej grupy to odstrasza mnie od przeczytania tej powieści, a twoja recenzja tym bardziej mnie nie zachęca. I chociaż ciekawiło mnie przedstawienie syndromu sztokholmskiego to chyba jednak dam sobie spokój z tą lekturą.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za erotykami, więc za ten też brać się nie będę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Opis książki bardzo mnie zaciekawił, ale muszę przyznać, że jednak twoja negatywna ocena bardzo mnie od niej odrzuca i jestem przekonana na 99%, że nie znajdzie się ona na mojej półce. Blog bardzo interesujący, wygląd również jest miły dla oka więc zostaję tu na dłużej :) W między czasie zapraszam do mnie http://myownworldfdgdf.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie sięgam po takie powieści, z góry zakładam, że wszystkie są pisane tak samo, zmieniają się tylko imiona bohaterów i szczegóły historii, chociaż w tym przypadku, sądząc z Twojego opisu, pomysł na fabułę mógł być ciekawy i nietuzinkowy.
    Pozdrawiam,
    Linda
    Love, coffee & books

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam ochoty na męczącą lekturę. Poza tym jakoś ostatnio stronię od książek erotycznych. Wątpię abym kiedykolwiek sięgnęła po ten tytuł.
    Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem w połowie lektury i jak na razie mam mieszane uczucia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo tego, że wymieniłaś sporo punktów, które działają na niekorzyść tej powieści, chętnie po nią sięgnę. Wszystko ze względu na syndrom sztokholmski, który bardzo mnie fascynuje i wykorzystanie takiego motywu w książce/filmie/serialu zawsze mnie przyciąga. Niewykluczone, że będę miała podobne zarzuty do Twoich - jak już Ci kiedyś wspomniałam, odniosłam wrażenie, ze mamy dość zbliżony gust - ale to się już muszę sama przekonać :D
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń