4/06/2016

[RECENZJA] "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno" - Kirsty Moseley

Od zawsze unikam jakiegokolwiek fizycznego kontaktu. Dotykać może mnie tylko mama, mój brat Jake i… Liam. Od ośmiu lat co wieczór chłopak z domu naprzeciwko zakrada się przez okno do mojej sypialni i zasypiamy niewinnie przytuleni. Gdyby Jake wiedział, że Liam spędza u mnie każdą noc, chybaby go zabił. Liam to największe szkolne ciacho. Szaleją za nim wszystkie dziewczyny, a on zmienia je jak rękawiczki. Nie mogę go rozgryźć. W dzień zachowuje się jak megadupek, a w nocy jest ciepły i kochany. Wiem, że nie mogę się w nim zakochać – związki Liama nie trwają dłużej niż kilka nocy…















Tytuł: Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno
Autor: Kirsty Moseley
Wydawnictwo: Harper Collins
Liczba stron: 352

Gdy tylko ujrzałam okładkę tej powieści w zapowiedziach na stronie wydawnictwa, oszalałam. Opis sparaliżował moje zmysły, a dostępny i darmowy fragment sprawił, że odliczałam dni do premiery. Otwierając paczkę z przesyłką, piszczałam z radości i podekscytowania. Zabrałam się do czytania dosłownie od razu. Moje oczekiwania były gigantyczne, ale w ogóle nie brałam pod uwagę rozczarowania. Byłam przekonana, że ta książka trafi na listę moich perełek.

Kirsty Moseley swoją karierę pisarską rozpoczęła w Internecie, gdzie publikowała swoje powieści i odniosła ogromny sukces. W ciągu kilku lat sprzedały się w liczbie 720 000 egzemplarzy, przez co autorka jest porównywana do bestsellerowych pisarek: Anny Todd, Colleen Hoover czy Jennifer L. Armentrout. 

Szesnastoletnia Amber w przeszłości przeżyła niezwykle trudne chwile, które odcisnęły na jej psychice swoje piętno. Od lat jest bardzo niechętna na obcy dotyk, który wywołuje w niej przerażenie, a jedynymi osobami, które mogą ją dotykać są mama, brat Jake i Liam. Bo to właśnie ten ostatni, o dwa lata starszy chłopak, który mieszka po sąsiedzku i przyjaźni się z jej bratem, od ośmiu lat zakrada się do jej sypialni i śpi z nią w jednym łóżku, jednocześnie odpędzając złe koszmary. Za dnia jest szkolnym playboyem, lecz nocą zamienia się w jej opiekuna i faceta, którego mogłaby pokochać...

Okładka powieści jest po prostu przepiękna. Połączenie czerni, bieli i różu stworzyło niesamowity efekt, a do tego grafika na okładce idealnie współgra z tytułem. Opis zachęca i przyciąga, a do tego sam pomysł od początku wydał mi się niesamowicie ciekawy. Zanim jeszcze sięgnęłam po lekturę, wyobrażałam sobie potencjalne wydarzenia, które mogłyby mieć miejsce w powieści... Ekscytacja sięgała zenitu od samego początku.
Już po pięćdziesięciu stronach czułam się zirytowana. Główna bohaterka i jej zachowanie niezwykle szybko zaczęło mnie wyprowadzać z równowagi. Tłumaczyłam ją tym, że jest bardzo młoda, więc ma prawo zachowywać się tak, a nie inaczej. Jednocześnie błagałam w myślach, by przestała mi tak działać na nerwy. Cóż... im dalej w fabułę, tym było gorzej. Amber okazała się jedną z najgorszych żeńskich bohaterek, jaką kiedykolwiek miałam nieprzyjemność poznać. Stała się kwintesencją wszelkich sprzeczności, osobą, która uwielbiała się nad sobą użalać i nie cierpiała, gdy uwaga skupiała się na kimś innym, a nie na niej. Była bezmyślna, zadufana w sobie, niezdecydowana, próbowała udawać dorosłą, a jednocześnie mdlała, gdy robiło się niebezpiecznie. Do tego nie miała w umyśle żadnego filtra, przez co mówiła i robiła wszystko, co tylko przyszło jej do głowy, dzięki czemu była do bólu żenującą nastolatką. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że razem z Bellą Swan stworzyłyby najbardziej znienawidzony w literaturze duet wiecznie mdlejących, udających odwagę i kwilących bohaterek.
Liam zapowiadał się bardzo obiecująco. Był męski, niegrzeczny, pociągający - do czasu, gdy między nim, a Amber nie doszło do czegoś więcej - a że stało się to bardzo szybko, to nie zdążyłam nacieszyć się fajnym Liamem, bo przy tragicznie wykreowanej głównej bohaterce stał się wiecznie chuchającym i dmuchającym na Amber chłopcem, który obchodził się z nią jak z jajkiem, jednocześnie zamieniając się w pantoflarza i tracąc wszystko to, co było w nim najlepsze.
Jak już wspomniałam, pomysł na fabułę mnie zachwycił. Z przykrością stwierdzam, że nie został on wykorzystany nawet w połowie. Opis na tyle okładki podsuwał czytelnikowi wyobrażenie fajnej i lekkiej powieści young adult z nutką romantyzmu. Zamiast tego dostałam "szybką akcję" i nagle bum!, mamy związek, który był tak przesłodzony, tak nierzeczywisty i tak mdlący, że o mało nie odłożyłam tej książki na bok. Wszystko rozwijało się ekspresowo, uczucia spadły na główną bohaterkę w jednej sekundzie, szybko wskoczyli do łóżka, później były kolejne dramaty. Do tego wszystko, co robił Liam, Amber określała, jako "czułe". Tak, autentycznie nadużywała tego słowa za każdym razem. Z kolei on bezustannie i do znudzenia mówił te swoje "Aniołku"... i to niezależnie od okoliczności: w szkole, w domu, przy bracie Amber, przy rodzicach. Tragedia. 
Choć styl autorki nie powalił mnie na kolana, to przyznaję, że powieść miała kilka dobrych momentów. Początkowe siedemdziesiąt stron i końcowe pięćdziesiąt stron, moim zdaniem uratowało tę powieść od całkowitego znienawidzenia. Początek dał mi kawałek tego, czego oczekiwałam, a koniec pokazał, że Amber jednak ma chociaż trochę oleju w głowie. 
Nie mogę napisać, że nie polecam tej powieści nikomu. Uważam po prostu, że przeczytałam w życiu już zbyt wiele wspaniałych książek z gatunku young adult, by zachwycić się historią, po której spodziewałam się tak wiele, a która w ostatecznym rozrachunku tak bardzo mnie rozczarowała. Myślę jednak, że kilka lat młodszym czytelniczkom ta powieść bardzo się spodoba, bo gdzieś tam ma swój urok, którego nie mogę pominąć. Szkoda mi niewykorzystanego potencjału historii, ale myślę, że jeśli ktokolwiek z Was poszukuje powieści lekkiej, takiej na jeden lub dwa wieczory, która jest bardzo słodka i lekko nierzeczywista, to ta pozycja będzie wprost idealna. 
Moja ocena: 6/10

"Piękne niebieskie oczy Liama były przepełnione troską. Kochałam go tak bardzo, że nie potrafiłam wyobrazić sobie życia bez niego. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że wyjedzie do college'u, zostawiając mnie z pogruchotanymi marzeniami o tym, co mogliśmy razem stworzyć." 



Za egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Harper Collins Polska.




Hej, hej. :) Cóż, rozczarowania bolą... Jestem bardzo ciekawa, co sądzicie o mojej recenzji i samej książce? Chcecie ją przeczytać? Powieść zwróciła Waszą uwagę? A może już ją przeczytaliście i czujecie się zachwyceni? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach! :) Moc uścisków! :D 

15 komentarzy:

  1. O nie. Miałam jej nie czytać, a potem w sumie chciałam.. A teraz na pewno tego nie zrobię. Nie znoszę takich bohaterek i takich bohaterów.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja mam na nią wielką ochotę, pomimo różnych, również negatywnych, opinii o niej :) Pozdrawiam Pośredniczka

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde, dostałam ją do recenzji i teraz wcale nie mam ochoty jej czytać :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytam recenzji, ponieważ jutro wstawiam swoją i nie chciałabym się sugerować czyimś zdaniem, ale jutro przeczytam z pewnością :D u mnie ocena 4/6

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam już różne recenzje tej książki. Muszę sama się przekonać, czy mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie też okropnie kusi. Mam nadzieję, że dość szybko ją przeczytam <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Recenzji na razie także nie czytam bo czytam właśnie swój egzemplarz i lada moment piszę recenzję, więc nie chcę się sugerować :) Potem tu wrócę.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Widać że potencjał był, ale nie został do końca wykorzystany. A szkoda, bo zapowiadało się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chciałam przeczytać tę książkę, ale teraz to ja się dwa razy zastanowię.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja również byłam pod wrażeniem opisu książki jednak! Coś mi mocno nie pasowało i do czasu zapomniałam o niej. I bardzo dobrze bo gdybym dostała kolejną Bellę chyba bym się załamała.Poza tym nienawidzę przesłodzonych związków i zmieniających się postaci nie dopoznania poprzez "wyjątkową dziewczynę/chłopaka" w miękkie coś. :P

    OdpowiedzUsuń
  11. O nie! A tytuł brzmi tak intrygująco... Zastanawiałam się nad tą pozycją, ale teraz już wiem, że nie przeczytam ;/

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie gustuję w takiej literaturze,chyba za stara już na to jestem :) gdy ma się naście lat,to każda miłość,zwłaszcza ta pierwsza wydaje się na całe życie,jest przesłodzona i zbytnio ubarwiona.Teraz z perspektywy czasu,dopiero to widać.Zapewne będzie to idealna książka dla nastolatek :) ale muszę przyznać,że okładka przyciąga wzrok :) dzięki za kolejną,interesującą i wyczerpującą recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Aktualnie czytam i... póki co, mam właśnie takie mieszane uczucia. Kompletnie nie trawię tego zbyt banalnego języka i ciągłego wzdychania, jaki to Liam jest cholernie seksowny, męski i och God, "grecki Bóg" normalnie. :D Ale może jeszcze coś uratuje tę ksiazkę, oby. :D
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Przyznam się, że mi bardzo podobała się ta książka. Może i nie była to literatura wyższych lotów, ale było miło poczytać coś lekkiego i nie objawiającego się kacem książkowym! XD
    Buziaki :*
    Fantastic books

    OdpowiedzUsuń
  15. Czyli kolejną książkę z listy "być może w wakacje" trzeba wykreślić. Kolejna książka o fajnym tytule,której nie przeczytam.
    Pozdrawiam,
    Maquarella

    OdpowiedzUsuń