3/04/2016

[RECENZJA] "W krainie kolibrów" - Sofia Caspari


Dwie kobiety
Argentyna pulsująca życiem
Wielkie nadzieje


Latem 1863 roku Anna i Viktoria zaprzyjaźniają się na statku do Buenos Aires – ówczesnej ziemi obiecanej dla tysięcy Europejczyków. Młode kobiety dzieli prawie wszystko. Zakochana Viktoria płynie do swego męża Humberto, syna bogatego plantatora. Nie martwi się o swój los, rozkoszuje się luksusową podróżą, śmieje się głośno i odważnie patrzy życiu w oczy. Anna jest służącą – ma dołączyć do bliskich, którzy już od roku mieszkają w Argentynie. Jej serce wypełnia obawa przed nieznanym.
W odległym kraju, z którym obie kobiety wiążą wielkie nadzieje, ich drogi z początku się rozchodzą. Przyszłość Viktorii będzie pełna zaskoczeń, Annę zaś czekają złe wieści…








Tytuł: W krainie kolibrów
Autor: Sofia Caspari
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 630


Są takie historie, które stają się ośrodkiem największego zachwytu i cierpienia czytelnika. Są takie książki, na które można patrzeć i bezustannie zachwycać się ich pięknym wydaniem. Są takie opowieści, których lekturę rozpoczyna się z bijącym sercem, a każda kolejna strona sprawia, że czytelnik desperacko pragnie wiedzieć, co będzie dalej i paradoksalnie nie chce kończyć tej wyprawy, bo obawia się życia bez poznanych na kartach powieści bohaterów. Pierwszy tom "Sagi Argentyńskiej" stał się początkiem przygody, której nigdy nie zapomnę.

Sofia Caspari urodziła się w 1972 roku, a jej prawdziwe imię do Kirsten Schutzhofer. Autorka podróżowała swego czasu po Ameryce Środkowej i Południowej. Krajobraz i kultura Argentyny zrobiły na niej ogromne wrażenie... do tego stopnia, że zapragnęła zgłębić tajemnice tego kraju, a także osadzić tam akcję swych powieści. Niemieckie czytelniczki oszalały na punkcie książki "W Krainie Wodospadów". Dzięki temu pierwsza część sagi Argentyńskiej znalazła się na liście bestsellerów tygodnika "Der Spiegel". Sofia Caspari odwiedziła Polskę w 2015 roku, gdy pojawiła się na 19. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie. 

W kwietniu 1863 roku dwudziestotrzyletnia Anna Weinbrenner wsiadła na pokład statku "Kosmos", który zabrał ją do Nowego Świata, gdzie czekała na nią rodzina i mąż. Podczas podróży poznała swą rówieśniczkę Viktorię Hofmeister, która także płynęła do Buenos Aires, by dołączyć do swojego męża, Humberta. Na statku obecny był także dwudziestopięcioletni zamożny mężczyzna - Julius Meyer. Podczas podróży kobiety zaprzyjaźniły się ze sobą, a między Juliusem i Anną zrodziło się uczucie, którego żadne z nich, mimo usilnych starań, nie potrafiło zapomnieć. Nowy Świat okazał się być zupełnie inny niż sobie wyobrażali. Nie był to lepszy świat. Bieda, śmierć, choroby i ciężka egzystencja stały się codziennością dla Anny. Victoria musiała zmierzyć się z bolesną prawdą o mężu i jego rodzinie. Julius odnosił sukcesy zawodowe, ale żaden dzień nie cieszył go tak, jak powinien, bo mimo upływu tygodni, miesięcy i lat nie potrafił zapomnieć poznanej na statku Anny Weinbrenner.


Przepiękne krajobrazy XIX-wiecznej Argentyny stały się tłem dla niesamowitej, ciągnącej się przez lata historii. Oprócz tej jasnej i zachwycającej strony Buenos Aires, mogłam poznać też jej ciemną i biedną stronę. Anna wyjechała z swojego kraju, gdyż myślała, że Nowy Świat zaoferuje jej samej oraz jej bliskim lepszy start w przyszłość. Zamiast tego zastała biedę, uzależnionego od alkoholu ojca i męża, który z powodu postępującej choroby niknął w oczach. Wiedziona powinnością pożegnała się z Juliusem i postanowiła walczyć. Jej rozsądek i determinacja zachwyciły mnie od samego początku, bo jasnym stało się dla mnie, że była silniejsza i mądrzejsza od większości mężczyzn żyjących w jej czasach. Mimo młodego wieku, wzięła na swoje barki odpowiedzialność za całą rodzinę, nie poddała się nawet wtedy, gdy wszystko wokół niej leciało na łeb, na szyję. Los ani trochę jej nie oszczędzał. Musiała zmierzyć się z bólem, ze strachem, z poniżeniem, z śmiercią najbliższych osób, z rozstaniem, z pracą znacznie przekraczającą jej siły fizyczne. Raz za razem, przez lata, pokazywała, że będzie pokonywać kolejne trudności dopóty, dopóki nie wyda z siebie ostatniego tchnienia. Przeczytałam w swoim życiu naprawdę wiele książek, poznałam naprawdę wiele dobrze skonstruowanych postaci kobiecych, ale Anna Weinbrenner okazała się najdzielniejszą, najwspanialszą postacią kobiecą, jaką kiedykolwiek poznałam!


- Tak? - Anna uniosła brwi.
- Mimo to jestem pewien, że nie będziesz miała trudności z odnalezieniem się w Nowym Świecie... - urwał, ale Anna nic nie odpowiedziała. - To tacy jak ty budują ten Nowy Świat - zakończył, a w jego głosie zabrzmiała lekka niepewność.
Anna wzruszyła ramionami.
- Ludzie tacy jak gdzie indziej.
"I za to cię kocham - przemknęło przez głowę Juliusowi. - Za to, że przyjmujesz życie takim, jakie jest, że nie mędrkujesz, tylko po prostu idziesz do przodu".


Ta powieść, mimo swych sześćset trzydziestu stron nie znudziła, nie zirytowała, nie zniechęciła mnie nawet przez moment. Każda minuta spędzona na lekturze była dla mnie czasem wielkich emocji. Nie mogłam wyjść z podziwu dla Sofii Caspari. Wszystko w tej powieści zostało przemyślane, a za każdym opisem stała olbrzymia wiedza, niesamowite wyczucie i plastyczność, która sprawiła, że bez żalu opuściłam Polskę XXI wieku i przeniosłam się do XIX-wiecznej Argentyny, która momentami mnie przerażała, która zachwycała, która uświadamiała mi jak wiele zmieniło się przez te lata. Żadna postać nie była przypadkowa, żadne wydarzenie nie było bez znaczenia. Wszystko co złe i dobre miało znaczenie, a każdy elementów złożył się na wspaniałą, choć pełną bólu, strat i śmierci historię, która pozwala czytelnikowi spojrzeć na trudne początki Argentyny oczami cudownie skonstruowanych, niezwykłych bohaterów.
"W krainie kolibrów" opowiada o uczuciach i emocjach, które żadnemu człowiekowi nie są obce. To historia o kobietach i dla kobiet, o miłości ponad podziałami, o mężczyznach dobrych i złych, o sile drzemiącej w kobiecie, o pragnieniu wolności i poszukiwaniu drogi do szczęścia. To naprawdę wspaniała powieść, bo pomimo akcji dziejącej się w XIX-wieku i przedstawiającej losy bohaterów żyjących w czasach dawno minionych, to każdy z nas jest w stanie odnaleźć tam choć cząstkę siebie. Czas spędzony z tą powieścią jest czasem wypełnionym po brzegi emocjami na które warto sobie pozwolić. Dzięki Sofii Caspari można się zatrzymać, cofnąć w czasie, przeżyć coś niezwykłego i wrócić do rzeczywistości z nowymi wartościami i z gotowością docenienia tego, co mamy. 

"Tym, którzy mają, będzie jeszcze dodane, a tym którzy nie mają, zabiorą i to, co mają."


"W krainie kolibrów" to wspaniały początek niesamowitej i magicznej "Sagi Argentyńskiej" autorstwa Sofii Caspari. Powieść, która nie tylko pięknie wygląda, ale też porusza do głębi i zapada w pamięć. Historia, która wzbogaca i uzależnia, która zachwyca i pozwala przeżyć coś niezwykłego, coś całkowicie innego od otaczającej nas rzeczywistości. Bohaterowie są tak wspaniali, tak różni, tak cudownie skonstruowani i dopracowani. Fabuła, która porywa, która przeraża i zachwyca, która zaskakuje i rozczula. Miłość tak wielka, że gotowa przetrwać lata. A wreszcie morał: żadne spotkanie nie musi być ostatnie, bo dopóki żyjesz, dopóty zawsze jest nadzieja, że ponownie się ujrzycie... 
Tyle słów i zdań, a ja nadal mam wrażenie, że nie zdołałam w pełni oddać tego, jak wiele ta książka mi dała, jak bardzo pokochałam trudną historię Anny i Viktorii, jak mocno te emocje we mnie wsiąknęły. Polecam każdemu, kobietom i mężczyznom, bo to lek na każdą słabość i zobojętnienie. Myślę, że to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w życiu i już teraz wiem, że wrócę do tej powieści... zapewne nie raz. Nie wahajcie się. Jestem pewna, że będziecie zachwyceni. 

"Tym razem - pomyślała Viktoria - naprawdę kosztuję zakazanego owocu. I dobrze mi z tym."



Za egzemplarz "W krainie kolibrów" bardzo dziękuję Wydawnictwu Otwarte.



WEEKEND Z SOFIĄ CASPARI! 04.03. - 06.03.2016



Cześć. :) Mam nadzieję, że Was przekonałam do przeczytania "W krainie kolibrów", bo pisałam tą recenzję całym sercem, naprawdę. :) Dajcie mi koniecznie znać co myślicie, a tym bardziej, jeśli już czytaliście! :) Moc uścisków! <3


12 komentarzy:

  1. Koniecznie musze ja przeczytać, leży na moim biurku, okładka jest przepiękna, ale przede mną kilka książek "na już", więc kilka dni jeszcze poczeka. Ale zachęciłaś mnie i to bardzo! Zapraszam serdecznie do mnie http://matkapolkaczytajaca.blox.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja raczej nie przepadam za romansami historycznymi, ale w tej historii jest coś co sprawia, ze chcę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Koniecznie muszę przeczytac <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Już nie mogę się doczekać "wyprawy" do niezwykłej Argentyny,do której mnie zachęciłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Będę długo pamiętać o Sadze argentyńskiej <3 To nie jest zwykła lektura, to cudowna podróż i niesamowite emocje <3 Przepiękna i magiczna! Można się zachwycać w nieskończoność :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie kończę czytać trzeci tom tej sagi. Jest rewelacyjna!

    OdpowiedzUsuń
  7. Coraz głośniej o tych pozycjach.. :) Na pewno sięgnę po pierwszą część.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznaję, że saga argentyńska bardzo mnie kusi i muszę wreszcie zdobyć własne egzemplarze powieści :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo jestem ciekawa tego cyklu, już okładki robią świetne wrażenie :) Poza tym po prostu lubię takie klimaty, tematyka książek Sofii Caspari przypomina mi nieco "W krainie ognistego kwiatu" (zresztą zrecenzowane u mnie), które mnie oczarowało w minione wakacje. Emigracja zawsze wiąże się z tyloma nadziejami, niestety... Nie zawsze jest tak kolorowo, nie licząc oczywiście zupełnie innej, często egzotycznej przyrody :) Mam nadzieję, że będę mogła przeczytać wkrótce te książki, bo wydaje mi się, że autorka naprawdę potrafi przyciągnąć i zatrzymać na dłużej, bohaterowie wydają się intrygujący, no i po prostu chciałabym wiedzieć, co się dokładnie działo. Sięgnę na pewno.
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Seria ta już jakiś czas temu rzuciła mi się w oczy, ale nie za bardzo leży mi w niej czas akcji. I choćby nie wiem jak kto ją zachwalał, choćby nie wiem jak wysokie noty zbierała od czytelników, raczej nie sięgnę po nią szybko (albo w ogóle). Nie potrafię odnaleźć się w XIX-wiecznym świecie pełnym dziwnych zwyczajów i kiecek po kostki :)

    zaczarowana-me.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie do "W krainie kolibrów" namawiać nie trzeba - mam już swój egzemplarz i z wielką radością zabiorę się za lekturę. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękna recenzja ;) Własnie niedawno ta część do mnie przyszła, więc mam nadzieję, że niedługo zacznę ją czytać. Tak, autorka byłą na Targach, pamiętam ją jak podpisywała książki kiedy ja stałam pełna emocji w kolejce do Niny George ;)

    OdpowiedzUsuń