18.11.2015

RECENZJA: "Kiedy wolność mówi szeptem" - Martyna Senator


Jane jest studentką prawa, którą z grona rówieśników wyróżnia nie tylko imponujący stan rodzinnej fortuny, ale również poprzeczka ustawiona na wysokości cudzych oczekiwań. Przed duchową śmiercią ochrania ją jedynie wątły płomyk buntu, który zdołała rozniecić z ostatniej, ocalonej iskierki. Nikt bowiem nie przypuszcza, że z dala od murów uczelni i czujnych oczu rodziców, Jane przeobraża się w zupełnie innego człowieka. Wydaje się, że linia rozdzielająca dwa kompletnie różne światy Jane, jest doskonała. Ale jeden wieczór wystarczy, żeby w ściśle zaplanowanym życiu Jane zapanował chaos. Jedna decyzja stanie się początkiem reakcji łańcuchowej, która z zakamarków ludzkiej pamięci zacznie wydobywać długo skrywaną prawdę.

Tytuł: Kiedy wolność mówi szeptem

Autor: Martyna Senator
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 400


Martyna Senator jest absolwentką Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, gdzie ukończyła informatykę i ekonometrię. Pracuje w korporacji, a pisaniem zajmuje się w wolnych chwilach. "Kiedy wolność mówi szeptem" to jej debiutancka powieścią. 

Uwielbiam literaturę kobiecą. Gdy zobaczyłam okładkę tej powieści, a co więcej, przeczytałam jej niesamowity i piękny tytuł, wiedziałam, że chcę zapoznać się z tą historią. Opis na tyle okładki tylko bardziej utwierdził mnie w tym przekonaniu. 

Główną bohaterką jest Jane, studentka prawa i "potajemna" pracownica biura projektującego wnętrza. Dziewczyna przez całe swoje życie starała się spełniać oczekiwania najbliższych. Gdy z ledwością udaje jej się przeżyć po wypadku na motocyklu, Jane postanawia wreszcie zawalczyć o siebie. Rozstaje się ze swoim partnerem, odwołuje ślub, rzuca studia, a w porywie nagłej siły opuszcza Chicago i udaje się do Europy. Wybiera kraj z tradycjami i pięknymi widokami, a tam chwyta ją w swój wir cała masa przygód...


Pierwsze, co zachwyciło mnie w tej książce, to jej tytuł. Jest piękny, obiecujący, niesamowicie melancholijny i chwytający za serce. Następnie, po przeczytaniu jakichś dwudziestu stron, zdałam sobie sprawę, że Autorka ma naprawdę niesamowity styl. Zatapiałam się w lekturze z łatwością, zdania przepływały mi z niesamowitą przyjemnością, a ja za każdym razem nie mogłam się nadziwić, jak lekki, przyjemny, a jednocześnie głęboki jest styl Martyny Senator. Opisy, nawet te dłuższe, nie nużyły, a trafiały prosto w serce. Dzięki tej książce poznałam na nowo wiele życiowych prawd, zanotowałam sobie mnóstwo wspaniałych myśli. 
Sama Jane okazała się bohaterką lekko szaloną, czasem nierozsądną, ale dążącą do celu. Podziwiałam ją za odwagę i siłę, jaką w sobie miała, tym bardziej, że ja z pewnością nie odważyłabym się spalić za sobą tak wielu mostów, co ona. Jane okazała się kameleonem, który w zależności od sytuacji potrafił być wściekły, cierpliwy, odważny lub zagubiony. Podobało mi się to, jak walczyła o siebie. Polubiłam ją. 
Autorka skupiła się na dwóch wątkach, przeplatając to wątkiem miłości i ostatecznie zrzucając na czytelnika zaskakującą bombę, której ja w ogóle się nie spodziewałam! Ostatnie kilkadziesiąt stron czytałam z zapartym tchem, by ostatecznie poczuć leciutkie ukłucie zawodu. Dlaczego? Niestety Autorka urwała wątek, który wyśmienicie się zapowiadał i bardzo mnie interesował. Zamknęłam książkę i poczułam niedosyt, nie dowiedziawszy się, co wydarzyło się dalej. Byłam zaskoczona nagłym obrotem spraw i zasmucona brakiem zakończenia tego konkretnego wątku, który tak przypadł mi do gustu. 


Stałam w bezruchu i patrzyłam. Aż w końcu nastąpił taki moment, kiedy pod wpływem uderzenia kolejnej kropli stan wody przewyższył pojemność szklanki. Woda otarła się o brzeg i ciurkiem spłynęła po zewnętrznej stronie. Uśmiechnęłam się blado. Jeśli życie przypomina naczynie, do którego wpadają dni, miesiące i lata, to w moim nie było już miejsca nawet na jedną sekundę udawanego szczęścia i pozornego zadowolenia. 

Książka z pewnością jest warta poznania. Mamy tu do czynienia z odważną, konkretną bohaterką, którą szybko zaczyna się lubić. Doświadczamy z nią procesu odnowy po wypadku oraz walki o własne szczęście. Towarzyszymy jej podczas wędrówek po wspaniałych okolicach, zaprzyjaźniamy się z miejscami w których przebywa i ludźmi, których spotyka. Możemy sycić umysł wspaniałym, lekkim i przyjemnym stylem Autorki. Nie ma tam czasu na nudę i znużenie, bo książka jest naprawdę dobra i bardzo wartościowa w swym przekazie. Już teraz wiem, że z wielką chęcią przeczytam kolejne powieści autorstwa Martyny Senator. Książkę oceniam 7/10 i naprawdę polecam. Dobra historia, zaskakujące zakończenie i uniwersalny dla każdego z nas morał. 

Życie jeszcze nigdy nie wydawało mi się tak kruche, ulotne i delikatne. Chwiejnym krokiem przemierzam kolejne jego sekundy, a jedyne na czym się opieram, to cicha wiara i niegasnąca nadzieja. Że będzie lepiej. Że żal kiedyś odejdzie, a szczęście przyfrunie do mnie znienacka jak kolorowy motyl i usiądzie na czubku nosa. A ja się uśmiechnę. 




Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Videograf


Hej, hej! :) Czy słyszeliście o "Kiedy wolność mówi szeptem" już wcześniej? :) A może czytaliście? Jeśli nie, to czy udało mi się Was zachęcić? Dajcie mi znać w komentarzach. <3 Całusy! :* 

12 komentarzy:

  1. Uwielbiam pewne siebie bohaterki, a nie bojące się własnego cienia sierotki. Z chęcią zapoznam się z ta książką przy najbliższej okazji. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jane to bardzo fajna, silna bohaterka o której naprawdę miło się czyta. :)

      Usuń
  2. Mam tę książkę na swojej liście, musze wykonujemy się za nią zabrać! Wiele juz o niej słyszałam, opinie raczej są dobre ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. :)

      Usuń
  3. Myślę, że mogłabym polubić główną bohaterkę. Książka mnie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! Mam nadzieję, że przeczytasz. :)

      Usuń
  4. Podobnie jak Ciebie, mnie również od razu urzekł tytuł, zwłaszcza w połączeniu z okładką zrobił na mnie duże wrażenie. Sam opis niespecjalnie mnie zaintrygował, choć uwielbiam literaturę kobiecą, ale Twoja recenzja aż zbyt dobitnie udowodniła mi, że to jest powieść dla mnie :) Chętnie przeczytam historię z tak charyzmatyczną bohaterką, która być może posłuży mi nawet za wzór do naśladowania. No i uwielbiam refleksyjne opisy. Dodaję do swojej listy i mam nadzieję, że książka wkrótce wpadnie mi w ręce :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo się cieszę. :) Nie warto tracić czasu na mdłe bohaterki, skoro tu mamy do czynienia z tak fajną kobietą i dodatkowo pięknym stylem autorki. ;) Pozdrawiam. <3

      Usuń
  5. Podoba mi się postawa bohaterki, z chęcią zapoznałabym się z jej historią ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również ostatnio stałam się wielką fanką literatury kobiecej,dlatego - sądząc po recenzji - książka idealnie trafiłaby w mój gust czytelniczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie jak najbardziej zachęcam do zapoznania się bliżej z tą lekturą. ;)

      Usuń