07.10.2015

RECENZJA: "Ostatnie dni Królika" - Anna McPartlin


Niektórzy przez całe swoje życie poszukują idealnej powieści... takiej, która zmieni ich spojrzenie na świat i nie pozwoli o sobie zapomnieć. Idealna powieść może mieć wiele znaczeń... dla każdego inne. Ważne by wywoływała emocje. Najlepiej dużo najróżniejszych emocji.


Tytuł: Ostatnie dni Królika
Autor: Anna McPartlin
Wydawnictwo: Harper Collins
Liczba stron: 400

Czterdziestoletnia Mia Hayes, zwana w rodzinie Królikiem, trafia do hospicjum – jej kilkuletnia walka z rakiem dobiega końca. Bliscy wciąż poszukują cudownego lekarstwa, powoli jednak godzą się z tym, że Mia wkrótce odejdzie. Każdy z nich na swój sposób radzi sobie z tym, co nieuniknione. Wojownicza matka nie poddaje się i ciągle wierzy, że lekarze uratują Mię. Siostra nie ma złudzeń, ale przekonuje nastoletnią Juliet, że jej mama wyzdrowieje. Brat rockandrollowiec co prawda przerywa trasę koncertową i wraca do domu, ale robi wszystko żeby nie myśleć o śmierci siostry. Wszyscy spotykają się przy łóżku Mii i plotkują, by zagłuszyć niepokój. Otoczona bliskimi Mia wspomina Johnny’ego, swoją pierwszą miłość. Ma nadzieje, że się spotkają. Najbliższe dziewięć dni zabierze wszystkich w szaloną podróż przez spełnione i niespełnione marzenia.

Mia Hayes ma czterdzieści lat, dwunastoletnią córkę o imieniu Juliet, starszego brata, starszą siostrę, rodziców po siedemdziesiątce i najlepszą przyjaciółkę. Wszyscy od lat nazywają ją Królikiem. Mia, kilka lat wstecz, zachorowała na raka piersi. Po zwycięstwie w bitwie, przyszła pora na wojnę - rak powrócił i to, niestety, z przerzutami. Królik trafia do hospicjum, a przez cały czas towarzyszą jej najbliżsi. Ma dużo czasu, by zastanowić się nad własnym życiem, by wspominać dawne czasy i Johnny'ego - swoją jedyną, prawdziwą i utraconą miłość. My, jesteśmy z nią w jej ostatnich dniach, dowiadujemy się, jak wyglądało jej życie wiele lat wstecz i jak potoczyły się jej losy, że ostatecznie znalazła się na łóżku w hospicjum, gdzie czeka na swój koniec...

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy jak tylko zobaczyłam tą książkę, to okładka. Piękna, delikatna okładka z kolorami w odcieniach, które najbardziej lubię. Wystarczyło tylko, że przeczytałam opis, a już poczułam się zainteresowana. Gdy zobaczyłam, jak wysoką ocenę ma ta powieść na stronie lubimyczytac.pl (ponad 8,5!), to byłam przekonana, że musi być dobrze. Zasiadłam do czytania z konkretnymi oczekiwaniami i słowo daję, nie zawiodłam się. 
Powieść, od pierwszej strony, czytało mi się naprawdę dobrze. Byłam zainteresowana od samego początku postacią głównej bohaterki, pochwaliłam w myślach autorkę za to, że pozwoliła nam poznać punkty widzenia wszystkich bohaterów i że opisała wszystko w narracji trzecioosobowej. Jeszcze większa była moja radość, gdy autorka pozwoliła mi zajrzeć za kulisy przeszłości, pozwoliła dowiedzieć się, kto nazwał Mię Królikiem, jaka była w wieku nastu lat, kim właściwie był dla niej Johnny... 
Warto na sam początek uzmysłowić sobie jedno... opis wskazuje jasno, że główna bohaterka jest śmiertelnie chora i leży już w hospicjum. Tytuł wyraźnie podkreśla, że akcja przedstawia jej życie w ostatnich dniach. Czytelnik wie od początku, że w tej historii nie będzie happy endu. Mnie samą, najbardziej za serce złapała rekomendacja "Sunday Independent", która widnieje na przodzie okładki i mówi, że będziemy śmiać się przez łzy. Tylko osoby, które już czytały tą książkę wiedzą, jak niesamowicie prawdziwe są te słowa. 
Tak wiele chcę o tej powieści napisać, że nawet nie wiem, co powinno być pierwsze... Może to, że popełniłam jeden, poważny błąd i ostrzegam Was lojalnie przed robieniem tego samego, a mianowicie: nie czytajcie tej książki w pracy. Ostatnie dni Królika towarzyszyły mi od poniedziałku, na przerwach w pracy. Gdy czytałam, cały czas miałam pod ręką chusteczki. To nie wystarczyło. Płakałam jak bóbr tak wiele razy, że współpracownicy zaczęli się o mnie martwić. Jeszcze bardziej zaniepokojeni byli, gdy, w tej samej chwili, śmiałam się i płakałam. Tych emocji nie dało się zatrzymać. Ilekroć musiałam przerwać lekturę i odłożyć na później, to przytulałam ją do serca i dziękowałam w duchu, że dostałam w życiu szansę, by ją poznać. Ta powieść sprawiła, że się zatrzymałam, że zastanowiłam się nad wszystkimi swoimi wartościami, że obiecałam sobie jeszcze mocniej doceniać moich bliskich i cieszyć się z każdego dnia, jaki z nimi spędzam. Te wszystkie dobre i przykre emocje to jednak tylko jedna z wielu części składających się na fenomen Ostatnich dni Królika. Dzięki tej lekturze poznałam niesamowitych bohaterów, a co ważniejsze po raz pierwszy nie znalazłam w książce chociaż jednego bohatera, który by mnie w najmniejszym stopniu irytował. Pokochałam wszystkich, bez wyjątku! 
- Tata wpadnie jutro - powiedziała Grace.Molly pokiwała głową. - Zupełnie sobie z tym nie radzi. Znów się przed nią rozbeczy. Wczoraj powtórzyłam mu chyba ze sto razy, żeby spierdalał z tym płaczem.- Takie rzeczy to tylko w tej rodzinie - stwierdził Davey z szerokim uśmiechem.
Ta rodzina wkroczyła z impetem do mojego serca i wiem, że już w nim pozostanie. Byli z jednej strony tak zwyczajni, tak normalni, a z drugiej popieprzeni jak sto pięćdziesiąt! Molly Hayes, mimo swoich siedemdziesięciu kilku lat, okazała się najrezolutniejszą, najbardziej bojową matką wszech czasów! Grace dała przykład najbardziej oddanej, najwierniejszej siostry jaką tylko można sobie wymarzyć. Davey był bratem nieidealnym w sposobie życia jaki prowadził, lecz w ostatecznym rozrachunku najbardziej odpowiedzialnym ze wszystkich. Jack Hayes to ojciec na medal od samego początku do końca. Juliet to dwunastoletnia dziewczynka, która znalazła w sobie dość siły, by troszczyć się o matkę tak, jak gdyby była już całkiem dorosła. A wreszcie Johnny... rockandrollowiec, który na scenie rozpalał nastolatki do czerwoności swoim wyglądem i głosem, a poza sceną wierzył do bólu mocno w Boga i życie po śmierci. Mamy tu do czynienia z mistrzowsko stworzonymi, niesamowitymi w swej tak naprawdę tylko pozornej prostocie bohaterami, którzy sprawiali, że śmiałam się niezliczoną ilość razy, by za moment sięgać po chusteczki i szlochać w głos. Teraz, gdy piszę tą recenzję, to czuję smutek. Nie z powodu zakończenia... tak, nie było happy endu, czego od początku można się domyślić, ale to zakończenie pozostawiło mnie z nadzieją. Jest mi smutno, że musiałam się rozstać z tą cudowną, niesamowitą rodziną. 
- Grace zwolni jakiś pokój i wezmą ją do siebie.- To chyba wszystko na co może liczyć umierająca matka.- Skończ już, kurwa, histeryzować.- Jak mam nie histeryzować?! - Królik spojrzała na matkę. - Przecież, kurwa, umieram! Kiedy mam histeryzować, jak nie teraz?! - W sumie racja. - Molly nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Córka zmierzyła ją spojrzeniem i również zaczęła się śmiać. Chichotały tak długo, aż rozbolały je brzuchy, choć w sumie nie było w tym nic zabawnego. Potem się rozpłakały, pośmiały jeszcze trochę i znów zaczęły płakać. Kiedy Królik się w końcu uspokoiła, Molly zaczęła ją przepraszać. 

Ta powieść daje czytelnikowi tak wiele lekcji, udziela tak licznych prawd, że trudno je wymienić po przecinku. Z pewnością pokazuje jak akceptować to, co choć trudne, nie może się już zmienić. Uczy jak czerpać radość nawet w najgorszych, najbardziej smutnych momentach. Pokazuje, że nadzieja umiera ostatnia, że nawet gdy wiadomo, że już nic nie można zrobić, to trzeba najlepiej wykorzystać czas jaki pozostał. Ta rodzina i ta historia jest przeglądem wszystkich relacji jakie mogą połączyć ludzi... Mamy tutaj miłość rodzica i dziecka, siostry i brata, przyjaciółki i przyjaciółki, a wreszcie miłość chłopaka i dziewczyny, która potrafi przezwyciężyć śmierć oraz czas. Ostatecznie historia Królika i jej bliskich nauczyła mnie, by nie narzekać, bo inni mają naprawdę o wiele gorzej. Póki jest się zdrowym, to inne problemy są jakby mniejsze i z każdym można sobie poradzić.
Wreszcie mogę to napisać i czynię to z całkowitą świadomością... Odnalazłam idealną powieść. Przeczytałam już tak wiele książek, poznałam tak wiele historii, wypłakałam przy czytaniu tak wiele łez, ale Ostatnie dni Królika to najcudowniejsza książka jaką kiedykolwiek poznałam. To absolutnie najlepsza, najbardziej emocjonalna i wartościowa historia którą spotkałam w całym moim dotychczasowym życiu. Skala na Lubimy Czytać ogranicza mnie tylko do dziesięciu gwiazdek, ale ta powieść zasługuje na sto czy dwieście gwiazdek. Odnalazłam w niej wszystko co najważniejsze, pokochałam za bohaterów, za każdą emocję, za każdą lekcję jaką mi dała. POLECAM ją każdemu już teraz i polecać będę już zawsze. Nie bójcie się przy niej płakać, nie bójcie się kaców książkowych. Ta powieść jest warta wszystkiego. 
Nawet kiedy mnie już nie będzie, wiem, że z pomocą mojej szalonej, czasem wkurzającej i zawsze kochającej rodziny moja córeczka dorośnie otoczona radością i miłością. 

Za możliwość przeczytania najlepszej książki w moim życiu dziękuję po tysiąckroć wydawnictwu Harper Collins.
 

Kochani, po moich emocjach czekam teraz na Wasze. :) Dziękuję, że jesteście! Całusy! <3

18 komentarzy:

  1. No cóż, wydaje się książką idealną :) I to nie tylko po Twojej recenzji widać. Chętnie przeczytam :)

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! Ta książka naprawdę jest idealna i to mój taki prywatny pewniak, więc jestem przekonana, że Ci się spodoba. :) Pozdrawiam Cię serdecznie. :)

      Usuń
  2. Skoro to najlepsza książka w Twoim życiu to nie mogę przejść obok niej obojętnie.
    Na pewno w niedalekiej przeszłości po nią sięgnę :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie po nową recenzję.
    Cental Park - Musso. Wciąga !
    http://modnaksiazka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i z całego serca zachęcam Cię do tej lektury, bo jest wspaniała od pierwszej do ostatniej strony. :)

      Usuń
  3. Właśnie dzisiaj ją zamówiłam, niebawem i ja będę miała możliwość ją przeczytać :) Cieszę się, że tak wysoko ją oceniłaś i tak pochlebnie i ładnie o niej napisałaś. Czuję, że i mnie poruszy ta powieść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając Twój blog zauważyłam, że też jesteś wrażliwą duszą, więc myślę, że Cię poruszy i to bardziej niż możesz przypuszczać. Koniecznie uszykuj sobie chusteczki. :)

      Usuń
  4. Z pozoru nie wydała mi się interesująca, ale skoro tak zachwalasz ;)
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, mogę Cię zapewnić, że ta powieść łamie wszelkie pozory. Po prostu do niej zasiadasz, czytasz i nie możesz uwierzyć, że jest tak wspaniała i idealna. :) Pozdrawiam. :*

      Usuń
  5. Ochotę wielką mi zrobiłaś na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak wiele radości sprawiło mi to jedno zdanie. :) <3

      Usuń
  6. Baaardzo mnie zachęciłaś. Teraz nie mogę pozostawić tej książki bez mojego zainteresowania. Na pewno ją przeczytam, mam nadzieję, że pozostawi we mnie również tak dobre odczucia jak w Tobie :)
    Zapraszam do mnie,
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się z tego powodu ogromnie! Jestem przekonana, że pozostawi w Tobie mieszankę najróżniejszych uczuć, ostatecznie jednak wszystkich tych dobrych i działających na pozytyw. :)

      Usuń
  7. Książka zbiera same dobre recenzje. Mam ją w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, Wiolu, nie bez powodu. Jest perfekcyjna w każdym calu. A ja wiem, że Ci się spodoba. :)

      Usuń
  8. Bardzo, bardzo, a może bardziej niż bardzo, chcę przeczytać tę książkę. Juz nie mogę się doczekać momentu, kiedy zostanie nim dostarczona z księgarni ;)

    Pozdrawiam Justyna z  książkomiłościmoja.blogspot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy! Będziesz zachwycona, zapewniam. <3

      Usuń