9/17/2015

RECENZJA: "Zebra w barze... czyli Polak potrafi" - Jacek Ślusarczyk

Pakujcie walizki. Ameryka wzywa!

zebra

Tytuł: Zebra w barze... czyli Polak potrafi
Autor: Jacek Ślusarczyk
Wydawnictwo: Alegoria
Liczba stron: 312

Czysta fikcja-purnonsens czy reality-show?I jedno,  i drugie. Wiele z opisanych tu zdarzeń miało miejsce naprawdę, wiele zostało zmyślonych. Gdzie kończy się prawda, a zaczyna  słodko-gorzka bajka o czasach wcale nie tak dawno minionych?To wie tylko autor, z którego życia wzięte fakty stały się kanwą tej książki. Tak jak jeden z jej bohaterów (który?) w czasach głębokiego PRL-u wyjechał za ocean "za chlebem". I co dalej?Dalej to już książka. Nasz bohater poznaje  nowych przyjaciół i wspólnie postanawiają zbić na amerykańskiej ziemi majątek, zgodnie ze znanym porzekadłem - od pucybuta do milionera. Czy zgromadzili fortunę? A jeśli tak, to w jaki sposób? Czy wystarczyła ciężka praca, czy czasem los sprzyjał odważnym? I co tu (zapytamy po raz kolejny), u licha, jest prawdą?Żeby poznać odpowiedzi przynajmniej na niektóre z tych pytań, trzeba koniecznie przeczytać tę zwariowaną opowieść o przygodach trzech  młodych Polaków w emigracyjnym niegdyś raju - Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Możemy tylko dodać, że autor (który po dziś dzień mieszka w Orlando) jest bardzo bystrym i krytycznym obserwatorem.  I, jak mówi - wiele to się tam nie zmieniło (poza nowoczesnymi gadżetami). Miłośnicy opisów przyrody i pogłębionych analiz psychologicznych będą rozczarowani. Miłośnicy wartkiej akcji i dobrego humoru - zachwyceni. A ci, którzy lubią czytać między wierszami, znajdą dla siebie materiał do przemyśleń.


Głównym bohaterem książki Jacka Ślusarczyka jest młody Polak o imieniu Filip. Życie w PRL-owskiej Polsce bardzo go męczy, więc zostawiając w kraju schorowanego ojca, postanawia wyjechać do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. Już na początku swojej podróży poznaje dwóch nieco ekscentrycznych rodaków. Panowie szybko znajdują wspólny język, a przez fakt, że każdy z nich czymś się wyróżnia, każdy jest indywidualnością, nadają sobie pseudonimy: Filip zostaje Filozofem, a jego kumplami są Doktor (facet trwający w małżeństwie z żoną, która go zdradza) oraz Mamuśka (rosły facet, który gotuje, dość ciężko kontaktuje i nie należy do najbystrzejszych, lecz za to wyróżnia się niemal nieprzeciętną siłą). Trafiają na farmę gospodarza o Polskich korzeniach i pracują, snując plany o bogactwie i lepszej przyszłości. 

Autor już na samym początku lojalnie uprzedza, że jest to lektura przeznaczona raczej dla mężczyzn, chociaż kobietom także życzy miłej lektury. Jednak jak wiadomo, my się zimy nie boimy, więc zabrałam się za czytanie. 
Mamy tu do czynienia z trójką Polaków, którzy z jednej strony są całkowicie zwyczajni: jeden ma chorego ojca i zaliczył krótką odsiadkę w areszcie, drugiemu życie wali się u podstaw, bo żona go zdradza, a trzeci jest duży i nieporadny, ale najważniejsze wartości zna i ma. Z drugiej jednak strony to dość ekscentryczna trójca. Każdy z nich jest zupełnie inny, każdy ma inne podejście do życia, inny styl wypowiedzi, inne zachowania, inne charaktery. Każdy też z tego właśnie powodu wnosi coś świeżego do ich paczki. 
Ja osobiście najbardziej polubiłam Mamuśkę. Wyobraziłam sobie takiego wielkiego, na pierwszy rzut oka przerażającego faceta, który ma tak naprawdę dobre serce, dość nieporadny umysł i prosty, ale sympatyczny żart. 
Tej powieści nie można odmówić z pewnością charakterystycznych, niemal proszących się o zapamiętanie postaci. Z drugiej jednak strony nie jest to historia jakoś wybitnie niesamowita, bo przedstawia losy trójki bohaterów, którzy jak wielu przed nimi i wielu po nich wyjechali do Ameryki za chlebem. Jest to na pewien sposób wymagająca powieść, bo jednak nie każdy z łatwością odnajdzie się w czasach milicji i PRL-u. To lektura potencjalnie zabawna, ale jednocześnie poruszająca znany wszystkim mniej lub bardziej temat. 
W moim przypadku przygoda z Zebrą w barze..., bardzo się dłużyła. Czytanie szło mi wolno, humor nie zawsze był dla mnie zrozumiały. Ja mam po prostu angielskie poczucie humoru, więc dla mnie żarty w stylu Amerykańskim czy Polskim nie do końca przemawiają. Doceniam Jacka Ślusarczyka za to, że w jakiś tam sposób opowiedział nam pewne fragmenty swojej historii, bo nie trudno się domyślić, że Filip jest literackim odpowiednikiem samego autora. W opisie książki wyraźnie jest napisane, że do pewnego momentu wydarzenia są prawdziwe, a reszta to fikcja literacka. 
Wiem jedno... Autor uczciwie napisał, że to lektura dla facetów i ja się z nim w pełni zgadzam. Uważam jednak, że kobiety, które lubią amerykańskie klimaty także się w tej powieści odnajdą, bo charakteru Stanów Zjednoczonych to tam nie brakuje! Czytając Zebrę w barze wie się doskonale, że jest się w Ameryce, co do tego nie ma wątpliwości. Humor jest specyficzny, ale facetom się spodoba, jestem tego pewna. Na tą chwilę ta lektura po prostu nie trafiła w mój gust, chociaż skłamałabym, gdybym napisała, że jest zła. Nie mogę jej odradzić, bo to także byłoby kłamstwem. Przeczytać Zebrę powinni dorośli czytelnicy, którzy z niejednym gatunkiem już się spotkali, którzy najróżniejsze rodzaje żartów już słyszeli. Ja sama oceniłam tą powieść 5/10, doceniam bohaterów i samego autora, a co więcej z pewnością w przyszłości raz jeszcze spróbuję tej lektury. Może drugie spotkanie wypadnie nieco lżej? Mam taką nadzieję. 


Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Alegoria
oraz akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają.


Czeeeść. :) Oto pasiasta recenzja. :) Standardowo dajcie mi znać w komentarzach co myślicie. :) Będzie mi ogromnie miło. :) Dziękuję, że jesteście. Całusy! 

8 komentarzy:

  1. Ta książka również nie jest w moim guście ;) dlatego z pewnością nie sięgnę :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To lektura dla ludzi o dość specyficznym guście, więc jak najbardziej zgadzam się z Twoją opinią. :)

      Usuń
  2. Jak dla mężczyzn, to chyba się nie skuszę, po co mam się męczyć przy tej książce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Oczywiście ta książka kobietom też się spodobała z tego co słyszałam, ale jest dość specyficzna, więc trzeba brać to pod uwagę. :)

      Usuń
  3. Czytając tę recenzję zgodzę się z autorem - to faktycznie książka dla mężczyzn. Poza tym, cytując recenzję: "Ja mam po prostu angielskie poczucie humoru" - droga blogerko, ty nie masz chyba pojęcia o angielskim poczuciu humoru, bo w tejże książce jest go pełno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Anonimie, jeśli znasz rodowitego Anglika, którego śmieszyłyby żarty o blondynkach (które są współczesnym odpowiednikiem żartów o milicjantach), to możesz być z siebie dumny. :)

      Usuń
  4. Cóż, ten post zwrócił moją uwagę przez nazwisko autora, bo i ja takież mam nazwisko i chyba z tego powodu mogłabym spróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to jakiś znak? Może warto? Nie odradzam tej książki, bo zła nie była, naprawdę. Po prostu do mnie nie trafiła, ale to nie oznacza, że z Tobą będzie tak samo, więc próbuj! :)

      Usuń