27.09.2015

RECENZJA: "Numer telefonu" - Anna Kucharska

Cierpieć jest rzeczą ludzką. Cierpimy z różnych powodów. Każdy z nas cierpi inaczej. Jedni w cierpieniu stają się agresywni, inni zamykają się na świat i próbują znosić ból sami. Jeszcze inni starają się zachować resztki normalności, starają się udawać, że wśród wielu zmian choć jedno się nie zmieniło. Chcą wierzyć, że chociaż numer telefonu zawsze będzie należał do tej jednej, utraconej osoby. 


Tytuł: Numer telefonu
Autor: Anna Kucharska
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 240

Zuzanna Piątek dwa lata temu straciła matkę, swoją powierniczkę i najlepszą przyjaciółkę. Nie potrafi otrząsnąć się z tragedii, unika kontaktów z ludźmi, uciekając w pracę, której nienawidzi. Ma jednak swój codzienny rytuał – w chwilach słabości dzwoni pod numer telefonu, który wyrył się w jej sercu jak pacierz.Pewnego dnia, ku zdumieniu Zuzanny, telefon po drugiej stronie odbiera jakaś obca kobieta. Rozmowa przynosi ukojenie i z czasem dziewczyna zaprzyjaźnia się z nową znajomą. Gdy traci pracę, Teresa zaprasza ją do siebie, nad morze. Z pewnymi oporami Zuzanna przyjmuje zaproszenie i rusza na drugi koniec Polski. Tam poznaje syna Teresy, Jakuba, który z każdym dniem staje się jej coraz bliższy.
Główną bohaterką powieści jest Zuzanna: pracuje w gazecie więcej niż powinna, mieszka po sąsiedzku z kotem, który swym syczeniem doprowadza ją do szału, a ona sama nazwała go Behemotem i pomiotem Lucyfera, a przede wszystkim dwa lata temu straciła matkę. Po tym wydarzeniu zerwała kontakt nie tylko z wszystkimi przyjaciółmi, ale także z ojcem. Nie mogąc znaleźć sobie miejsca w życiu, oddaje się pracy, a gdy wraca do domu wieczorami, to myśli o mamie i... dzwoni na jej numer telefonu. Za każdym razem odzywa się automatyczna sekretarka na którą Zuzia już nawet nie może się nagrać, bo już dawno się zapełniła, ale po prostu mówi, opowiada o swoim dniu i cierpieniu, jak gdyby mama rzeczywiście była po drugiej stronie słuchawki. Pewnego wieczora, gdy tradycyjnie dzwoni do mamy, niespodziewanie telefon odbiera starsza pani... i nie jest to mama Zuzanny, a kobieta której propozycja niebawem odmieni całe życie głównej bohaterki...

To bardzo krótka książka. Ma tylko 240 stron, czyta się ją bardzo szybko i pozornie można by uznać, że nie może wnieść nic nowego do życia czytelnika. Bzdura. Ta lektura to zbiór licznych, bardzo skrajnych emocji... to skład bólu, tęsknoty, cierpienia, nieumiejętności pogodzenia się z losem, pragnienia trwania w bólu przez błędne myślenie, że po stracie nie należy być szczęśliwym. Zuzanna straciła matkę, ale w mojej opinii jest odpowiednikiem każdego, kto kiedykolwiek kogoś stracił. Rozstania bywają trudne, ale trudniejsze jest to, gdy traci się bliską osobę w momencie, gdy stosunki między tymi osobami są napięte bądź chłodne. Ciężko jest się żegnać, ale jeszcze gorzej jest ze świadomością, że się nie pożegnało. Ta powieść uczy tak wiele... Jest jak kompendium wiedzy o najgłębszym, najmocniej zakorzenionym cierpieniu z którym nawet po dwóch latach nie można sobie poradzić. Ta powieść pokazuje jak osoba, która kogoś straciła zatraca się w dziwnym zawieszeniu, w samotności, jak utwierdza się w przekonaniu, że nie należy jej się już szczęście. Życie Zuzanny się zmienia, los stawia na jej drodze ludzi, którzy chcą by była szczęśliwa. Pojawia się Jakub, przystojny właściciel fabryki win, który pragnie dać jej wszystko, co ona od siebie odrzuca. Życie wciska jej w dłonie bilety na odbycie spektakularnego katharsis, na odszukanie swojego szczęścia, happy endu. Zuza jednak trwa w winie, trwa w cierpieniu i pamięci o matce. Jej walka o zachowanie swojego dotychczasowego życia jest szlachetna, ale wcale nie działa na jej korzyść.
Ta powieść ma jedną wadę... była za krótka. Została napisana w piękny i emocjonalny sposób. Autorka na 240 stronach poruszyła najtrudniejsze sfery cierpienia, stworzyła historię ważną pod wieloma względami i pozostawiła niedosyt, bo to wszystko skończyło się zbyt szybko. Polubiłam bohaterów powieści, bardzo zaabsorbowałam się syczącym groźnie kotem, odnalazłam swoje miejsce w historii Zuzki i łączyłam się z nią w cierpieniu. Płakałam kilka razy przy tej lekturze, rozumiałam jej działania, a jednocześnie pragnęłam, by dopuściła do siebie szczęście. Historię polecam wszystkim tym, którzy kiedyś kogoś stracili i tym, którzy nie potrafią sobie wyobrazić życia, gdy w przyszłości nadejdzie moment straty kogoś bliskiego. Powieść oceniłam 8/10, spędziłam przy niej piękne i bardzo emocjonalne chwile, dzięki tej historii zatrzymałam się, by coś przemyśleć... Warto sięgnąć po Numer telefonu Anny Kucharskej. Autorka napisała krótką, ale piękną powieść o cierpieniu i miłości, o przyjaźni i nienawiści, o wybaczeniu i nadziei. Polecam wszystkim wrażliwym duszom. To historia, którą musicie poznać. 

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Videograf

Witajcie. :) Mam nadzieję, że miło spędzacie ten dzień. Jak zawsze proszę Was, piszcie mi co myślicie o recenzji i książce, czy czytaliście, czy chcielibyście przeczytać. :)
Już teraz zapraszam Was w środę na bloga, bo będzie post specjalny. :D
Zaczytanego wieczoru. <3 Całusy! Dziękuję, że jesteście. :) 

27 komentarzy:

  1. Muszę ją przeczytać. Nadchodzi jesień, a to najlepszy czas na emocjonalnie naładowane i zmuszające do przemyśleń książki. Muszę tylko zapisać sobie tytuł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. To książka idealna na jesienny wieczór, naładowana emocjami, a także przynosząca ze sobą lekkie i rozgrzewające promyki wiosennego słoneczka. Mam nadzieję, że będziesz zadowolona z lektury. :)

      Usuń
  2. Muszę koniecznie ją przeczytać, nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać Twoją recenzję. Tak się składa, że kilka miesięcy temu też kogoś straciłam i wydaje mi się, że lektura takiej powieści mogłaby mi przynieść pewnego rodzaju ukojenie... A poza tym sam pomysł na fabułę przypadł mi do gustu. Szkoda, że jest taka krótka, ale nie będę się zrażać - przeczytam jak tylko wpadnie mi w ręce :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla takich komentarzy jak Twój warto prowadzić bloga, wiesz? Nawet nie masz pojęcia jak mi miło się na sercu zrobiło, że moja recenzja jakkolwiek Cię ucieszyła i poddała tytuł, który może Ci pomóc w życiu prywatnym. Mam szczerą nadzieję, że lektura Cię ucieszy i napełni pozytywnym myśleniem. :)

      Usuń
  3. Książka musi być świetna, dzięki za ten post :)
    Dobrej nocy! :)
    http://fridayp.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeraża mnie ten kot :D Nie wykluczam, może kiedyś sięgnę ;)
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przestań. :D Behemot Cię przeraża? :D Jak możesz? :D Przecież to takie słodkie, syczące pomiociątko szatana. ;P

      Usuń
  5. Nie mogę się doczekać lektury. Szykuję za na duże emocje :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emocje będą! Łezka się kręci nie raz i nie dwa. <3 Życzę Ci zadowolenia z tej lektury. :)

      Usuń
  6. Cieszę się, że tak pozytywnie ją oceniłaś. Książkę mam już bowiem u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie czytaj. Lektura umyka szybko i bardzo wciąga. :)

      Usuń
  7. O, nie wiedziałam, że książka jest taka cieniutka ;) Ale chętnie przeczytam!

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest cieniutka, ale jakościowo i fabularnie bardzo dobra, więc warto jej poświęcić jeden czy dwa wieczory. :)

      Usuń
  8. Mam ją już w swoich czytelniczych planach, a Twoja ciekawa i rzeczowa recenzja jeszcze bardziej przekonuje mnie do tej powieści. Piękna i emocjonalna?, z pewnością przeczytam :) Pozdrawiam ciepło, przyjemnego poniedziałku :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie się cieszę. To książka dla wrażliwych serc, więc myślę, że będziesz zadowolona z lektury. :) Tego Ci życzę. <3

      Usuń
  9. Ooo, taka emocjonalna książka? Podoba mi się to. :) Już dawno, żadna książka mnie nie wzruszyła, więc gdybym dla odmiany przeczytała właśnie coś poruszającego i refleksyjnego - byłoby miło. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka naprawdę wzrusza, chwyta za serducho i pozostawia po sobie wiele smutnych, ale i radosnych myśli. :)

      Usuń
  10. Świetny post, zachęciłaś mnie do czytania :). Mam nadzieję, że książkę można wypożyczyć w zwykłej bibliotece :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję, bo warto ją przeczytać i poznać. ;) Cieszę się, że zachęciłam Cię do przeczytania, bardzo mi miło z tego powodu. :)

      Usuń
  11. Od czasu do czasu sięgam po takie lektury przesycone emocjami, ale ja mimo wszystko łatwo się wzruszam, także nie są mi one niezbędne. Wręcz przeciwnie, nie lubię, gdy autor chce zbyt nachalnie wywołać u czytelnika poruszenie, dlatego do tej księżki podchodzę z dystansem. Lubię płakać przy książkach, szczerze mówiąc, zdarza mi się prawie przy każdej, ale nie potrzebuję sztucznie i zbyt intensywnie wywołanych emocji.
    Zapraszam do mnie,
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jednak powinnaś spróbować, bo to historia przede wszystkim o realnej tęsknocie córki za matką. Wzrusza, ale jest to tak naturalne, bo bez problemu można postawić się w sytuacji głównej bohaterki i dobrze zrozumieć jej uczucia. :)

      Usuń
  12. Do 24 czerwca muszę zrobić listę 50 książek, które chcę w wakacje przeczytać, więc twój blog jest bardzo pomocny.
    pozdrawiam,
    Maquarella

    OdpowiedzUsuń