06.07.2015

RECENZJA: "Maybe Someday" - Colleen Hoover

Spojrzałam w grafik postów, który sporządziłam pod koniec czerwca. Tak, na dzisiejszy dzień (ŚWIATOWY DZIEŃ POCAŁUNKU!) zaplanowałam książkę, którą w moim autorskim TAGu przypisałam do piosenki "All I Ever Wanted" oznaczającą kategorię najpiękniejszego książkowego pocałunku. A jeśli ten TAG widzieliście, czytaliście i pamiętacie, to wiecie, że dla mnie najpiękniejszy pocałunek należy do bohaterów książki o której będę dzisiaj pisać. Zapraszam! 


Tytuł: Maybe Someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 381

On jest muzykiem. Gdy chwyta za gitarę dzieją się czary, a czas na chwilę staje. Ona mieszka w sąsiedztwie i wiedzie spokojne życie obok swojego partnera dzieląc czas pomiędzy niego, pracę i studia. On ma na imię Ridge, a ona Sydney. Gdy Rigde po raz pierwszy usłyszał śpiew Sydney chciał tylko ją poznać. Ten krótki moment wpłynął na teraźniejszość i zaważył o ich przyszłości.
"Maybe someday" to opowieść o emocjach ukrytych w dźwiękach. O uczuciach tak silnych, że przeczą logice. O miłości, dzięki której można stworzyć coś wyjątkowego lub złamać czyjeś serce...

O tej powieści słyszał już chyba każdy. Wydawnictwo zorganizowało sporą akcję promocyjną nowej książki Colleen Hoover. Był Bookathon na You Tubie, były dyskusje i wspólne słuchanie piosenek. Bo przecież do tej powieści powstał soundtrack, co przecież często się nie zdarza! Griffin Peterson wraz z autorką nagrali utwory, które na kartach powieści tworzyła para głównych bohaterów. 
A więc co my tutaj mamy... Jest Sydney, studentka i pracownica biblioteki, która ma chłopaka, mieszka z przyjaciółką i każdego wieczora wychodzi na balkon by posłuchać chłopaka grającego na gitarze. Mamy Ridge'a, utalentowanego muzyka, który tworzy świetne melodie, ma dziewczynę i dopadła go blokada twórcza, w wyniku czego nie może stworzyć tekstu. Pewnego razu zauważa, że dziewczyna z balkonu naprzeciwko śpiewa do jego melodii. Zwraca na siebie jej uwagę i namawia do współpracy. Ona pisze dla niego teksty i wysyła mu w wiadomości, a on jest coraz bardziej zachwycony jej talentem. W dzień jej urodzin zdobywa się na to, by wyjawić Sydney dość przykrą wiadomość... wiadomość, która w znaczącym stopniu odmienia jej życie i sprawia, że ona i Ridge stają się współlokatorami. 




Byłam bardzo zainteresowana tą powieścią dosłownie od samego początku. Chciałam ją przeczytać tak bardzo, że aż trudno mi to opisać! Gdy więc dowiedziałam się, że wygrałam swój własny egzemplarz w konkursie na Facebooku, zaczęłam skakać po pokoju z radości, dzięki czemu zafundowałam sobie rozgrzewkę przed morderczym aerobikiem z Giladem Janklowiczem! Za czytanie zabrałam się od razu, jak tylko książka do mnie dotarła i przyznaję... miałam naprawdę wysokie oczekiwania. 
Historia od samego początku okazała się mieć to ciepło i naturalność, które ja tak bardzo lubię. Siedziałam i czytałam jak zahipnotyzowana, pochłaniałam strony jedna za drugą i właściwie już na samym początku zaczęłam żałować, że ta powieść jest taka krótka, bo dla mnie mogłaby mieć z 500 stron i też byłaby świetna! Im dalej w las, tym bardziej czułam się tak, jak gdybym towarzyszyła bohaterom nie tylko duszą, ale i ciałem. Zachwyciłam się lekkością z jaką autorka opisywała bardzo skomplikowane i podniosłe stany emocjonalne. Pokochałam relację głównych bohaterów, pokochałam tą chemię między nimi i magnetyzm, który nie pozwalał mi się oderwać od tej powieści nawet wtedy, gdy wszystkie moje koteły i pieseły były już głodne (nie martwcie się, nie zagłodziłam moich stworków, z trudem oderwałam się od książki i poszłam je nakarmić)! Sydney i Ridge okazali się tak normalni i prawdziwi, tak pozbawieni jakiegokolwiek przerysowania, że to mnie po prostu zachwyciło! Pośród pięknych tekstów piosenek i bliskości jaka rodziła się między nią, a nim, występowała pewna niewielka, jednak znacząca skłonność Sydney... mianowicie ona bardzo często płakała. A gdy płakała, to ja się denerwowałam, gdyż początkowo w mojej opinii nie każda sytuacja wymagała akurat tak emocjonalnej reakcji. Gdy w moim umyśle już pojawiały się karcące gromy, wzięłam głęboki oddech, przestałam na chwilę czytać i zastanowiłam się nad pewną kwestią... Czy Sydney rzeczywiście irytowała mnie przez to, że tak często płakała? Moi Drodzy, potrzebowałam dobrych kilku chwil i głębokich oddechów, by zrozumieć jedno: Klaudia, przecież gdybyś była nią, płakałabyś dokładnie tyle samo razy i w tych samych momentach! Nie, nie jestem beksą. Po prostu zdałam sobie sprawę, że Sydney tak naprawdę okazała się bardzo uczuciową i delikatną emocjonalnie dziewczyną. Sytuacja w jakiej się znalazła nie była łatwa, a to, co na nią spadło sprawiło, że poczuła się przygnieciona i nie umiała odszukać drogi wyjścia.
Ładunek emocjonalny w tej powieści jest tak silny, że aż brakuje mi słów! Ileż to razy miałam łzy w oczach, ileż to razy przechodziły mnie dreszcze, ileż to razy w moim żołądku motyle tańczyły balet, ileż to razy brakowało mi tchu! Pocałunek Sydney i Ridge'a był tak piękny, że aż się zarumieniłam! Czytałam ten fragment kilka razy pod rząd, zanim przeszłam dalej! Uczucia jakie ich otaczały zdawały się wirować wokół mnie. To było tak fizyczne doznanie dla mnie samej, że... ojej, po raz kolejny brak słów! 
Jeśli zaś chodzi o Ridge'a... Okazał się chłopakiem magnetycznym i pociągającym nie tylko dla Sydney, ale także dla mnie. Dlaczego? Nie, nie dlatego, że był muzykiem. Chociaż to, co potrafił stworzyć było doprawdy zachwycające, to jednak nie dlatego rozkochał mnie w sobie (nie tak jak Minho, to oczywiste, jednak dość mocno, by stał się jednym z moich książkowych miłości). Ridge od urodzenia był nieco inny niż większość. Jednak to nie powstrzymało go przed zatraceniem się w tym, co naprawdę kochał. Sposób w jaki postrzegał świat, jak uzupełniał sobie to, co odebrał mu los był tak niesamowity... Właśnie to uczyniło go w moich oczach tak atrakcyjnym! Właśnie to sprawiło, że go pokochałam. 


Ilość zaznaczonych fragmentów świadczy o tym, że ta powieść naprawdę mnie urzekła i rozkochała w sobie. Wiem, że będę ją czytać jeszcze wielokrotnie, bo to historia do której bardzo chce się wracać. Bohaterowie byli prawdziwi, cieleśni, nieidealni. Realia w jakich rozkwitała ich miłość nie były łatwe i cukierkowe. To historia o ludziach, o przeszkodach, o niełatwej miłości. "Maybe Someday" oceniam 9/10 i POLECAM młodszym i starszym osobom, które mają w sobie choć niewielki romantyczny pierwiastek i świadomość, że miłość młodych ma swoje prawa. Tylko co zrobić, gdy te prawa nie mogą mieć prawa bytu? Właśnie... zapraszam do lektury!

A na koniec przypominam o KONKURSIE! Czas macie tylko do czwartku 09.07.2015 roku, do godziny 23:59!


Dziękuję, że jesteście! Mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej. :)

21 komentarzy:

  1. Jasne że zostaniemy :P

    Co do "Maybe Someday" czytam ją, znaczy chce przeczytać, odkad się pojawiła w sprzedaży w Polsce. Czyli już jakiś czas haha :) I nadal jej nie zaczęłam. Czemu? Nie wiem.. Chyba po prostu muszę wpaść z nastrój by ją pochłonać całą sobą :D Nie chce tego robić na siłę.
    Cieszę się, że Tobie się podobała :D Mam nadzieję, że mnie tez porwie ze sobą we wspaniała podróż :D

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę szczera... ta powieść naprawdę zasługuje na to, by pochłonąć ją całą sobą, więc jeśli naprawdę nie czujesz takiej potrzeby na tą chwilę, to poczekaj na odpowiedni moment. Już teraz jestem prawie pewna, że zostaniesz porwana w wspaniałą podróż z tą powieścią. ;)

      Usuń
  2. Po przeczytaniu innych książek autorki byłam pewna, że chcę sięgnąć po "Maybe someday"! Po Twojej recenzji wiem, że muszę jak najszybciej zdobyć egzemplarz i rozpocząć przygodę z Sydney i Ridge`m :D
    Pozdrawiam!
    NiczymSzeherezada.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najlepszy i jedyny słuszny wniosek jaki mogłaś wyciągnąć! :D Niesamowicie się cieszę i już teraz życzę Ci wspaniałej lektury. :)

      Usuń
  3. Uwielbiam tą książkę :) Generalnie twórczość Hoover przypadła mi do gustu. Świetna recenzja.
    Pozdrawiam,
    Aremis
    http://artemis-shelf.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. :) Myślę, że to powieść, którą można albo kochać, albo nienawidzić. Najwyraźniej my obie znajdujemy się w tej pierwszej grupie. ;)

      Usuń
  4. Jeszcze nie czytałam, ale naczytałam się tyle samych pozytywnych recenzji, że w końcu muszę to zrobić. Ciekawe, czy też przypadnie mi do gustu:) Ilość zaznaczonych przez Ciebie fragmentów jest faktycznie powalająca:) Super, że książka aż tak Ci się podobała:) To musiał być dobrze spędzony czas z lekturą:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był wspaniały czas, zapewniam Cię. :) Co do fragmentów... chyba jeszcze nigdy w żadnej książce ich tyle nie pozaznaczałam. :D Mam nadzieję, że i Tobie się spodoba. ;)

      Usuń
  5. Muszę w końcu kupić i się za nią zabrać, bo chodzi za mną jak cień :<
    Ostatnio nabrałam ochoty na młodzieżowy romans wypełniony emocjami, tak więc to chyba idealna lektura ^^

    LimoBooks :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to zdecydowanie idealna lektura na chwilę w której masz ochotę na młodzieżowy romans z emocjami. :D Także nie ma co zwlekać. :D

      Usuń
  6. Ciężko było nie słyszeć o tej książce. Jeśli będę miała okazję, na pewno ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nominowałam Cię do LBA, więcej na: http://someculturewithme.blogspot.com/2015/07/poznaj-mnie-lepiej-czyli-liebster-blog.html :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja nadal mam przed sobą książki C. Hoover... muszę w końcu się zmobilizować i przeczytać, tyle pozytywnego już czytałam o twórczości tej autorki... jestem ciekawa i tej książki, chociaż to nie do końca moja bajka ;) ale ostatnio często eksperymentuję i okazuje się, że warto ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, myślę, że ten eksperyment będzie udany. ;) Ja też dopiero niedawno poznałam twórczość Colleen Hoover i się nie zawiodłam, bo tą są naprawdę mądre historie z morałem i niesamowitą ilością uczuć, także polecam. :)

      Usuń
  9. Na razie nie mam ochoty, ale może jeszcze się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby naszła Cię ochota, to polecam po stokroć. ;)

      Usuń
  10. Czytałam "Hopeless", które zaintrygowało mnie swoim opisem oraz pozytywnymi recenzjami i nie zawiodłam się. "Maybe Someday" zaciekawiło mnie jeszcze bardziej, więc mam nadzieję, że wyniknie z tego coś niesamowitego :D
    p.s. Nominacja do Liebster Blog Award dla Ciebie :) http://booksbyshadow.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-2.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Hopeless" było cudowne, ale przyznaję szczerze, że "Maybe Someday" jest jeszcze lepsze, więc zachęcam do lektury. :)

      Usuń
  11. Czytałam, jest to piękna powieść, posiada pełen wachlarze emocji.. Mile wspominam czas spędzony przy niej. Muzyka również jest genialna, nie raz do dziś słucham piosenek z MS.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Słyszałam troszkę o tek książce. Czytałam tej aktorki książkę pt. "Ugly Love" i bardzo mi się podobała. "Mayby Someday" dużo osób zachwala i chyba za niedługo sama się skuszę na tą książkę :)
    Bardzo dobra recenzja!
    Zapraszam również do mnie na bloga, moje życie w postaci przenośni-poezji - sytuacjabez.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń