7/24/2015

RECENZJA: "Czas Żniw" - Samantha Shannon + KONKURS

Od dawna obiecałam sobie, że przeczytam "Czas Żniw". Książkę nabyłam w zeszłym roku na jednej z grup na Facebooku stworzonej by wystawiać książki na sprzedaż. I tak sobie stała i czekała, czekała, czekała na swoją kolej. Przez ten czas zewsząd docierały do mnie recenzje: te na vlogach i blogach, na Lubimy Czytać, na Empiku... wszystkie pozytywne. Byłam przekonana, że ludzie po prostu nie mogą się mylić... no właśnie.


Tytuł: Czas Żniw
Autor: Samantha Shannon
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 520


Rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn. Jej szefem jest Jaxon Hall, na którego zlecenie pozyskuje informacje, włamując się do ludzkich umysłów. Paige jest sennym wędrowcem i w świecie, w którym przyszło jej żyć, zdradą jest już sam fakt, że oddycha.Pewnego dnia jej życie zmienia się na zawsze. Na skutek fatalnego splotu okoliczności zostaje przetransportowana do Oksfordu – tajemniczej kolonii karnej, której istnienie od dwustu lat utrzymywane jest w tajemnicy. Kontrolę nad nią sprawuje potężna, pochodząca z innego świata rasa Refaitów. Paige trafia pod protektorat tajemniczego Naczelnika – staje się on jej panem i trenerem, jej naturalnym wrogiem. Jeśli Paige chce odzyskać wolność, musi poddać się zasadom panującym w miejscu, w którym została przeznaczona na śmierć.

Opis, który zamieściłam Wam powyżej rysował w mojej wyobraźni pewien rodzaj fabuły. Zaczęłam czytać i już po jakichś trzydziestu stronach wiedziałam, że wszystkie moje wyobrażenia nie mają nawet najmniejszego odzwierciedlenia w rzeczywistej akcji powieści. Uderzył mnie na "dzień dobry" skomplikowany schemat wszystkich rodzajów jasnowidzów, następnie przytłoczyło mnie skomplikowane nazewnictwo i świat w którym w ogóle nie umiałam się połapać. Po jakichś sześćdziesięciu stronach zaczęłam się zastanawiać, czy te wszystkie pozytywne opinie nie były aby przesadzone. Wyobrażałam sobie Waszą reakcję, gdy moja recenzja będzie pozbawiona "ochów" i "achów"...

7/16/2015

RECENZJA: trylogia "Lato" - Jenny Han

Po mroku "Miasta Cieni" Michaela Russela, czas na słońce! Dużo, dużo słońca! To będzie pierwsza recenzja zbiorcza, dotycząca całej trylogii, a nie jednej powieści. Przygotujcie się, bo będzie... emocjonująco...



Trylogia: Lato
Tytuły: 
I. Tego lata stałam się piękna
II. Bez ciebie nie ma lata
III. Dla nas zawsze będzie lato
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal - "Ole"
Liczba stron: 
I. 320
II. 318
III. 318

Pierwsza miłość, sercowe rozterki. Jedna dziewczyna – dwóch zakochanych w niej braci.Belly liczy czas w porach roku. Wszystko, co niezwykłe i magiczne, przytrafia się jej między czerwcem a sierpniem. Zimą dziewczyna odlicza tygodnie dzielące ją od lata, od domku przy plaży, Susanny i – co najważniejsze – od Justina i Conrada. Poznała ich dawno temu. Najpierw traktowała jak braci, a potem pokochała jak chłopaków. Tego lata, tego pięknego i koszmarnego lata, wszystko zaczyna się zmieniać. Ale czy skończy się tak, jak już dawno powinno się skończyć? 
Nie wiem od czego zacząć... Może od tego, że powyższy opis pochodzi z okładki pierwszej części trylogii. Kupiłam te książki na stronie empik.com w niesamowitej wakacyjnej promocji i wyniosły mnie one około 42-45 złotych. Myślę, że to były fenomenalnie wydane pieniądze. Cóż, paczkę odebrałam w piątek... Za pierwszą część zabrałam się w sobotę o godzinie osiemnastej. Przeczytałam ją w kilka godzin, od razu chwyciłam za drugą część i skończyłam w nocy. Niedzielny poranek rozpoczęłam z ostatnią częścią i pożarłam tak szybko, że zdołałam jeszcze zabrać się za czwartą z zakupionych przeze mnie książek na empiku. To było istne szaleństwo, ale jakie cudowne! 


Główną bohaterką jest Isabel na którą wszyscy mówią Belly. Od zawsze ona, Steven (jej brat) i ich mama spędzają wakacje w letniej willi w Cousins u przyjaciółki Susany. A Susana ma dwóch synów - młodszego Jeremiego i starszego Conrada. Chłopcy przyjaźnili się od zawsze, razem się bawili i spędzali wakacyjny czas. Belly była najmłodsza, nigdzie nie chcieli jej ze sobą zabierać i ciągle musiała robić wszystko, by zwrócili na nią uwagę. Postrzegali ją jako małą i upierdliwą skarżypytę. Steven na każdym kroku dawał jej do zrozumienia, że jest zbyt smarkata by się z nimi zadawać, Jeremi robił za grupowego wywijasa i śmieszka, a Conrad był głosem rozsądku całej grupy.
Belly obiecuje sobie, że kolejne lato będzie inne. Znów przyjeżdżają do Cousins, lecz teraz już nie jest małą dziewczyną - ma prawie szesnaście lat i dziecka przemieniła się w piękną młodą kobietę. Ta zmiana od razu zostaje dostrzeżona nie tylko przez kochaną i pełną ciepła Susanę, ale także Jeremiego i Conrada. Belly zaczyna dostrzegać, że razem z wiekiem przybyło jej dodatkowych praw. Dlatego właśnie zaczyna wychodzić na imprezy, zaczyna dostrzegać, że chłopcy zwracają na nią uwagę. Na ognisku z okazji uroczystości 4 lipca poznaje Cama. Ma chłopaka, a na karku dwóch zazdrosnych, dobrze jej znanych młodzieńców - Jeremiego i Conrada. 


Tak rozpoczyna się pierwsza część trylogii "Lato". Pozornie wygląda to na lekką, głupawą historyjkę o nastolatkach, lecz nic bardziej mylnego. Otoczka lekkiej beztroski skrywa problemy z jakimi borykają się ci młodzi ludzie i ich rodziny.


Następne wakacje już nie są takie same... Nadchodzi czas smutku, żałoby po bliskiej osobie, rozstań i powrotów, a także walki o to, by ich bezpieczna przystań i sztandar każdego cudownego lata nie przeminął. Teraz lato nie jest już tylko odpoczynkiem i ulubioną porą roku. To okres walki z własnymi uczuciami, z trudnościami jakich nie brakuje głównym bohaterom, z kłodami jakie los rzuca im pod nogi. 


W trzeciej części towarzyszymy Belly i chłopakom, kiedy są już dorośli. Minęły dwa lata odkąd spotkali się w Cousins i nadszedł czas, by ponownie się tam udać. Jest to dla nich ośrodek wszelkich pozytywnych i jednocześnie smutnych wspomnień. To tam walczą ze swoimi uczuciami, z pragnieniami i głosami rozsądku. 


7/13/2015

RECENZJA: "Miasto Cieni" - Michael Russell

Dzisiaj mam dla Was książkę, której od samego początku solidnie się obawiałam. Czy ryzyko się opłaciło, czy wręcz odwrotnie? Zapraszam na recenzję! 



Tytuł: Miasto Cieni
Autor: Michael Russel
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 384

Ciemne zaułki Dublina, pełne tajemnic Wolne Miasto Gdańsk, zakazane uczucia i prawda zakopana w zbyt płytkim grobie.Susan Field znika nagle bez śladu. Zaniepokojona tym wydarzeniem Żydówka Hannah Rosen zrobi wszystko, żeby odkryć, jaki los spotkał jej przyjaciółkę. Pomaga jej Stefan Gillespie – bezkompromisowy policjant i ojciec rozpaczliwie walczący o prawo do dziecka. Każdy możliwy trop zdaje się prowadzić donikąd, a osoba, która ostatni raz mogła widzieć Susan, w pośpiechu opuszcza miasto. Dopiero kiedy w górach nieopodal Dublina odkryte zostają ciała kobiety i mężczyzny, prywatne śledztwo nabiera tempa. Rodzi się również uczucie – zakazana w katolickiej Irlandii miłość Żydówki i protestanta.Co wspólnego mają popełnione w Dublinie zbrodnie z ukrywającym się w Gdańsku lekarzem? Jaki związek ma uwikłany w kłopotliwy romans ksiądz z bezwzględnymi funkcjonariuszami dublińskiej policji? Stefan i Hannah, zbliżając się do rozwiązania, popadają w coraz większe niebezpieczeństwo. Niektóre sekrety powinny pozostać pogrzebane na zawsze...Trzymający w napięciu thriller historyczny, który zabiera czytelnika w pasjonującą podróż do lat 30. ubiegłego wieku.

Detektyw sierżant Stefan Gillespie podczas nalotu na gabinet aborcjonisty Hugo Kellera spotyka niecodzienną kobietę - Żydówkę Hannah Rosen. Początkowo dochodzi między nimi do starć, lecz gdy poznają się lepiej, Hannah wyznaje Stefanowi, że jej najbliższa przyjaciółka, Susan Field zaginęła bez śladu. Poszukiwania ujawniają tajemnice mroczne i przerażające, a przede wszystkim dotyczące członków stanu duchowego! Niedługo po tym zostają odnalezione dwa ciała, rozpoczyna się poszukiwanie mordercy. Stefan wraz ze znajomym patologiem policyjnym dokonują przerażającego odkrycia... narzędzie, którym zostały zabite ofiary jest brutalne i niecodzienne. Od tej pory rozpoczyna się mroczna podróż, która nie prowadzi już tylko znanymi ścieżkami Dublina, lecz wywodzi dwójkę głównych bohaterów do tajemniczego miasta Gdańsk. To co tam odkrywają jest jeszcze gorsze niż to, czego już się dowiedzieli... Stefan staje do walki nie tylko o własnego syna, którego duchowni chcą mu odebrać z racji tego, że jest protestantem, ale także walczy o swoje uczucie do Hannah i życie w obliczu nieznanego przeciwnika. 


7/10/2015

ROZWIĄZANIE KONKURSU Z "ENDGAME: WEZWANIE"!


W pierwszym konkursie na Porozmawiajmy o książkach Zwyciężczynią została...

Gab_riela !!!

Dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non za ufundowanie nagrody, a także Wam: za zgłoszenia, za wspólną zabawę i za GOTOWOŚĆ NA ENDGAME! :D 

Na Facebooku możecie obejrzeć filmik z losowania!

Kochana Gabrysiu, gratuluję Ci serdecznie wygranej i proszę byś wysłała mi swoje dane do wysyłki w ciągu 3 dni na porozmawiajmy.o.ksiazkach@gmail.com. :)

Do następnego konkursu, Kochani! :D 

7/06/2015

RECENZJA: "Maybe Someday" - Colleen Hoover

Spojrzałam w grafik postów, który sporządziłam pod koniec czerwca. Tak, na dzisiejszy dzień (ŚWIATOWY DZIEŃ POCAŁUNKU!) zaplanowałam książkę, którą w moim autorskim TAGu przypisałam do piosenki "All I Ever Wanted" oznaczającą kategorię najpiękniejszego książkowego pocałunku. A jeśli ten TAG widzieliście, czytaliście i pamiętacie, to wiecie, że dla mnie najpiękniejszy pocałunek należy do bohaterów książki o której będę dzisiaj pisać. Zapraszam! 


Tytuł: Maybe Someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 381

On jest muzykiem. Gdy chwyta za gitarę dzieją się czary, a czas na chwilę staje. Ona mieszka w sąsiedztwie i wiedzie spokojne życie obok swojego partnera dzieląc czas pomiędzy niego, pracę i studia. On ma na imię Ridge, a ona Sydney. Gdy Rigde po raz pierwszy usłyszał śpiew Sydney chciał tylko ją poznać. Ten krótki moment wpłynął na teraźniejszość i zaważył o ich przyszłości.
"Maybe someday" to opowieść o emocjach ukrytych w dźwiękach. O uczuciach tak silnych, że przeczą logice. O miłości, dzięki której można stworzyć coś wyjątkowego lub złamać czyjeś serce...

O tej powieści słyszał już chyba każdy. Wydawnictwo zorganizowało sporą akcję promocyjną nowej książki Colleen Hoover. Był Bookathon na You Tubie, były dyskusje i wspólne słuchanie piosenek. Bo przecież do tej powieści powstał soundtrack, co przecież często się nie zdarza! Griffin Peterson wraz z autorką nagrali utwory, które na kartach powieści tworzyła para głównych bohaterów. 
A więc co my tutaj mamy... Jest Sydney, studentka i pracownica biblioteki, która ma chłopaka, mieszka z przyjaciółką i każdego wieczora wychodzi na balkon by posłuchać chłopaka grającego na gitarze. Mamy Ridge'a, utalentowanego muzyka, który tworzy świetne melodie, ma dziewczynę i dopadła go blokada twórcza, w wyniku czego nie może stworzyć tekstu. Pewnego razu zauważa, że dziewczyna z balkonu naprzeciwko śpiewa do jego melodii. Zwraca na siebie jej uwagę i namawia do współpracy. Ona pisze dla niego teksty i wysyła mu w wiadomości, a on jest coraz bardziej zachwycony jej talentem. W dzień jej urodzin zdobywa się na to, by wyjawić Sydney dość przykrą wiadomość... wiadomość, która w znaczącym stopniu odmienia jej życie i sprawia, że ona i Ridge stają się współlokatorami. 


7/01/2015

Podsumowanie czerwca 2015!


Czerwiec był i się zmył. Czas na podsumowania! 

  • 15.06.2015 roku, po dwóch tygodniach przerwy, pojawił się na blogu pierwszy post czerwcowy, czyli drugi BOOK HAUL połączony z pierwszym UNBOXINGIEM
  • 23.06.2015 roku opublikowałam Celebrity Book TAG do którego nominowała mnie Julia z bloga filigranoowa.blogspot.com. Raz jeszcze dziękuję! :)
  • 28.06.2015 roku na blogu pojawiła się recenzja "Endgame: Wezwanie" oraz ogłoszony został pierwszy na blogu KONKURS w którym do wygrania jest jeden egzemplarz tejże książki ufundowany przez wydawnictwo Sine Qua Non!

  • 30.06.2015 roku opublikowałam TAG, który sama wymyśliłam i do którego nominowałam kilka osób, więc warto zajrzeć do posta Favorite Songs Book TAG!
  • Porównując wyniki z poprzedniego miesiąca z tymi czerwcowymi... jestem niesamowicie mile zaskoczona! Na tą chwilę blog ma 45 obserwatorów (DZIĘKUJĘ!), prawie 5500 wyświetleń, konto na Facebooku lubi 1047 osób, a konto na Instagramie obserwuje 87 osób! Warto zajrzeć do poprzedniego podsumowania miesiąca, by zauważyć naprawdę cieszący oczy progres. :)
W tym miesiącu, jak łatwo zauważyć, pojawiła się tylko jedna recenzja, a przez pierwsze dwa tygodnie czerwca panowała cisza. Wszystko to spowodowane było sesją na koniec roku, także dlatego wypadło tak skromnie. Według tego co sobie zaplanowałam na lipiec, blog powinien obfitować w wiele nowych wpisów, ale jak to będzie, zobaczymy. ;)