27.05.2015

RECENZJA: "Rogi" - Joe Hill

Ta iście diaboliczna powieść została napisana przez niejakiego Josepha Hillstroma Kinga, czyli syna samego Mistrza Horroru - Stephena Kinga. Czy była tak dobra, jak być powinna? Czy "obudziła we mnie diabła"? Zapraszam do recenzji! 



Tytuł: Rogi
Autor: Joe Hill
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Strony: 374

Ignatius Perrish budzi się pewnego ranka kompletnie skacowany. Jest pewien, że w nocy narobił głupstw, ale nic nie pamięta. W lustrze zauważa z przerażeniem, że wyrosły mu rogi… Zdezorientowany idzie do lekarza. Dostrzega też inną prawidłowość: wszyscy zaczynają mówić mu, co myślą. Bez ogródek, tak jakby nie mogli się powstrzymać. Kiedy Ig dotyka skóry innego człowieka, poznaje jego myśli, wspomnienia, widzi przeszłość. Rok wcześniej zgwałcono i brutalnie zamordowano jego dziewczynę i właśnie to wydarzenie doprowadziło Ignatiusa na skraj załamania nerwowego. Czy nowe zdolności pomogą mu wrócić do równowagi i odkryć, kto jest winien śmierci ukochanej?



Moja przygoda z Igiem zaczęła się od złej strony, a to dlatego, że najpierw obejrzałam film, a dopiero później dowiedziałam się, że został stworzony na podstawie książki. Nie da się ukryć, że plakat filmu (a teraz także filmowa okładka książki) sugeruje mocny horror. Nie oglądam horrorów. Wierzcie mi. Nie mogę po nich zasnąć, drżę pod kołdrą i tak dalej... Jednak w "Rogach", dokładnie tak samo jak wcześniej w "Kobiecie w Czerni" główną rolę zagrał nie kto inny, tylko mój kochany DANIEL RADCLIFFE! <3 Poświęciłam się ze względu na niego i obejrzałam ten film z ściśniętym żołądkiem i poduszką przy twarzy.
A tu zdziwienie... to nie horror. Więc w takim razie co? Nie rozwodząc się dłużej nad filmem, przechodzę do książki.

Głównym bohaterem tej powieści jest niejaki Ignatius Perrish - nieco dziwny facet, którego dziewczyna rok temu została zamordowana, a on stał się głównym podejrzanym, chociaż nikt nie był w stanie mu niczego udowodnić, bo wszystkie dowody zebrane na miejscu zbrodni spłonęły w "tajemniczych" okolicznościach. Ig zaczyna żyć destrukcyjnie, niemal z dnia na dzień... sypia i mieszka z dziewczyną, która w ogóle go nie kręci, pije, zaczyna jeszcze bardziej odstawać od rodziny i znajomych. W jednej chwili z faceta, który miał wyjechać za granicę i robić karierę naukową przeistoczył się w zapitego dziwoląga. 
Pewnego ranka, po wieczorze pełnym alkoholu budzi się z bólem głowy w mieszkaniu swojej partnerki. Idzie do łazienki i ze zdumieniem zdaje sobie sprawę, że na jego głowie wyrosły... rogi. Jest oszołomiony, próbuje szukać pomocy, lecz zamiast tego dzieje się kolejna niezwykła rzecz... każdy, kto go widzi nie dziwi się na widok rogów, lecz nie to jest najdziwniejsze... każdy, kto go widzi zaczyna mu opowiadać swoje tajemnice, mówi wszystko szczerze, objawia swoje najbardziej wyszukane dziwactwa. Ig dowiaduje się, że Glenna, jego partnerka ma ochotę zatopić twarz w pączkach, że lekarz do którego się zgłasza obserwuje z okna koleżanki swojej córki, że kobieta w poczekalni ma ochotę zatłuc własne dziecko, które wrzeszczy na całą poczekalnię. Kolejną rzeczą, którą odkrywa Ig jest to, że gdy dotknie innego człowieka, to widzi wydarzenia z jego przeszłości, staje się świadkiem najróżniejszych sytuacji: tych szczęśliwych i nieszczęśliwych. Zaczyna rozumieć, że rogi mają mu pomóc odnaleźć mordercę jego dziewczyny, Merrin Williams. 

Cóż, byłam ogromnie ciekawa tej powieści! Film mi się podobał, a książka przecież niemal zawsze wypada lepiej. Zabrałam się do niej z wielką chęcią i próbowałam nie myśleć o opiniach przeczytanych na lubimyczytac.pl, jakoby styl Joe Hilla był zagmatwany i zupełnie nie zrozumiały. Już po trzydziestu stronach wiedziałam, że mi styl autora odpowiada niemal w stu procentach, bo czytało mi się szybko i przyjemnie, a fabuła naprawdę okazała się interesująca. 
Joe Hill zaskoczył niezmiernie, bo już na sześćdziesiątej siódmej bodajże stronie było wiadomo kto zabił Merrin. Można by sądzić, że kolejne trzysta stron nie przedstawią już nic ciekawego. Nic bardziej mylnego! Im dalej w fabułę, tym czytelnik dowiadywał się kolejnych szokujących faktów z przeszłości Iga, Merrin oraz mordercy. Dowiadujemy się jak się poznali, jak wyglądało ich dzieciństwo i wczesna młodość, a wreszcie mamy okazję być świadkami wydarzeń z ostatniej nocy życia Merrin. Między tymi wspomnieniami, a teraźniejszością Ig całkowicie odsuwa się od rodziny i znajomych, znika w opuszczonym magazynie, a jego jedynymi towarzyszami stają się węże. Przeistacza się w najprawdziwszego diabła.
Nie da się ukryć, że wiele opisów i sytuacji jest w tej powieści naprawdę kontrowersyjnych. Wiele razy, przy szczególne brutalnych opisach musiałam zrobić sobie odrobinę przerwy, odetchnąć i się uspokoić. Ja na ogół nie czytam takich książek, ta była moją pierwszą. Joe Hill nie przebiera w słowach, nie oszukujmy się. Jego opisy są tak dosadne, jak to tylko możliwe, używa słów, które nie każdemu się spodobają. Niektórzy mogą to uznać za wadę, ale ja uważam, że ta historia wymagała takiego słownictwa, by autor w pełni mógł przekazać całą brutalność, bezduszność i okropność, jaką miał w zamiarze. 
Książka mnie nie zawiodła. Joe Hill miał na tą powieść konkretny pomysł i plan, wiedział  jak to skonstruować by było mrocznie, ciekawie i zagadkowo. Postać Ignatiusa jest przeciętnie nieprzeciętna, postać Merrin to taka słodko-gorzka mieszanka, a wszyscy inni są tak samo dobrze skonstruowani jak główni bohaterowie. Historia jest zagmatwana niesamowicie, czasem czytelnik potrzebuje chwili namysłu by wszystko sobie dobrze wyobrazić i zrozumieć, jednak całość składa się na perfekcyjny przykład powieści całkowicie oryginalnej. Nie ma tu żadnych nudzących schematów, nie ma bezbarwnych bohaterów. Uważam moje pierwsze spotkanie z Joe Hillem za bardzo udane. Napiszę więcej - uważam, że Daniel Radcliffe został idealnie dobrany do roli Iga, bo czytając opisy w książce nie umiałam sobie wyobrazić nikogo innego poza Danielem. Nawet bródka się zgadza. ;)
Jeśli ktoś nie jest przekonany co do tej powieści, to ja Was naprawdę zachęcam, by ją przeczytać. Dlaczego? Cóż, głównie dlatego, że w tej całej mrocznej i demonicznej otoczce powieści złotym środkiem jest miłość. To właśnie miłość sprowadziła na bohaterów tyle nieszczęść i nieprawdopodobnych zdarzeń. Czy obudziła we mnie diabła? Nie do końca. Bo to nie historia o złym człowieku, który zamienia się w diabła. To opowieść o poszukiwaniu prawdy przez postać tego złego, to opowieść o poszukiwaniu sprawiedliwości poprzez nietypową przemianę. Jak się kończy? Tego Wam oczywiście nie powiem, bo jeśli lubicie dreszczyk grozy i niewiadome, a ponad wszystko mocny i wyrazisty styl autora, to jest to książka dla Was. 
Ja sama oceniłam "Rogi" 7/10. Jak już napisałam, ja na ogół nie czytam takich książek. Czasem było mi ciężko przebrnąć przez opisywane brutalne momenty, dokładnie dwukrotnie poczułam się znudzona niepotrzebnymi opisami, lecz poza tym naprawdę podobała mi się ta powieść. Okładka jest wspaniale mroczna (Daniel <3), a treść zaciekawia, zachęca, zmusza ponad wszystko do pewnej refleksji nad własnym sumieniem.
POLECAM fanom Joe Hilla i Stephena Kinga, bo to naprawdę świetna, wielowymiarowa powieść! Po przeczytaniu książki warto także obejrzeć film. ;)



Oto moja recenzja "Rogów". :) Mam nadzieję, że Wam się podobała. Komentujcie jak najszczerzej, obserwujcie jak najwięcej, dawajcie mi znać, że jesteście, bo wiecie, że to niesamowicie mnie cieszy i motywuje. <3 :)
Myślę, że jeszcze w tym tygodniu pojawi się drugi BOOK HAUL, a w niedzielę lub poniedziałek opublikuję podsumowanie maja. ;)
Do następnego wpisu, Kochani! 

10 komentarzy:

  1. Trochę nie trafia w mój gust, ale skoro mówisz, że za tym wszystkim kryje się miłość, to może przeczytam, lubię takie dwuwymiarowe książki ;)
    Galeria Książek - zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka jest wprost wielowymiarowa, więc polecam. :D

      Usuń
  2. Muszę w końcu poznać prozę syna Stephena Kinga. Koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Josepha Kinga też warto poznać. ;)

      Usuń
  3. Chociaż książka nie do końca jest w moim guście czytelniczym, to jednak skutecznie zaciekawiłaś mnie swoją recenzją, jestem ciekawa tej powieści, zapisuję tytuł, jeżeli trafi w moje ręce z pewnością ją przeczytam... :))

    OdpowiedzUsuń
  4. To chyba nie do końca moje klimaty,ale może warto byłoby przeczytać coś nowego.

    http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdy usłyszałam, że to syn mojego Mistrza, musiałam przeczytać i się nie zawiodłam! :)

    http://stara-pudernica.blogspot.com/
    nazwa bloga zmieni adres 01.06. na
    http://skazani-na-ksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także nie. ;) Syn Mistrza trzyma bardzo dobry poziom. ;)

      Usuń