5/18/2015

RECENZJA: "Nie mów nic, kocham cię" - Mhairi McFarlane

Zakup tej książki był jedną z tych sytuacji, kiedy po prostu wychodzisz z domu po masło i chleb, zatrzymujesz się przy książkach, bierzesz przypadkową do rąk i decydujesz, że musisz ją kupić. Tak było w tym przypadku. Wydanie kieszonkowe, niecałe dziesięć złotych. Czy było warto?


Tytuł: Nie mów nic, kocham cię
Autor: Mhairi McFarlane
Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 348

Manchester. Miasto na tyle duże, żeby się w nim nie nudzić, ale wystarczająco małe, by natknąć się za rogiem na ducha z przeszłości.Rachel. Trzydziestolatka na rozdrożu. Świeżo upieczona singielka. Ben. Początkujący prawnik. Właśnie przeprowadził się z żoną do miasta.Co byś zrobiła, gdyby nagle w drzwiach pojawiła się twoja niespełniona miłość sprzed lat? Mężczyzna, o którym bardzo chciałaś zapomnieć...Rachel i Ben. Kiedyś najlepsi przyjaciele, nierozłączni na studiach. On był jej rycerzem, ona jego głosem rozsądku. A potem coś poszło nie tak...Dziesięć lat później wpadają na siebie w bibliotece. Odżywają stare wspomnienia i ciepłe uczucia. Ich znajomość dostaje drugą szansę. Czy można przyjaźnić się z kimś, kto był miłością twojego życia? Rachel i Ben zadają sobie to samo pytanie...

Czytając opis tej książki od razu chce się zapytać: "a ile to już książek traktowało o tym samym?". Bo rzeczywiście, motyw przyjaźni damsko-męskiej znany i stary jest jak świat. Jedni twierdzą, że przyjaźń między mężczyzną, a kobietą nie istnieje, bo prędzej czy później któreś się zakocha, a inni uparcie uważają, że taki układ jest jak najbardziej możliwy.
Autorka osadziła bohaterów w Manchesterze. Swoją powieścią nie stworzyła niczego nowatorskiego, nie odkryła nieznanego. Przetarła jednak utarte szlaki i stworzyła coś swojego.
Mamy Rachel - pracuje jako dziennikarka relacjonująca rozprawy sądowe. Dopiero co zakończyła dziesięcioletni związek, zerwała zaręczyny, straciła dotychczasowe życie. W jednej chwili przyjaciółka mówi jej, że widziała w bibliotece Bena. A kim jest Ben? To przyjaciel Rachel ze studiów z którym nie widziała się od dziesięciu lat. Po tej informacji wszystko w jej życiu przewraca się do góry nogami, a ich spotkanie zwala na nią ogrom wspomnień i złości na samą siebie za popełnione błędy.
Ben ma żonę. Jest piękną i drobną blondynką. Im bliżej Rachel poznaje Olivię, tym bardziej uświadamia sobie swoje błędy sprzed lat. Próbuje umawiać się z Simonem, przyjacielem Bena (tym bardziej, że Olivia stara się ich swatać) w nadziei, że może to coś da. 
Mamy tu do czynienia z wydarzeniami teraźniejszymi i przeszłymi. Rozdziały przeplatają się. Jedne opisują to, co dzieje się obecne, a inne przedstawiają całą wspólną przeszłość Bena i Rachel: dowiadujemy się jak się poznali, jak ich relacja ewoluowała, wiemy o licznych dziewczynach Bena, a wreszcie możemy dowiedzieć się co zaszło w ostatnią noc przed balem i co sprawiło, że rozstali się na dziesięć lat. 


Cóż, jak już pisałam, schemat oklepany. Nie mniej jednak to oklepanie zostaje zupełnie wyparte przez wielu nietuzinkowych i zabawnych bohaterów, jakimi są przyjaciele Rachel. Stanowią grupę zupełnie różnych osób, mają swoje zabawne przyzwyczajenia i w żadnym razie nie są typowi. Do tego dochodzi bardzo ciekawe życie zawodowe głównej bohaterki. Jest dziennikarką sądową, ma do czynienia z różnymi ludźmi i to także nadaje tempa tej powieści. 
Jaka jest Rachel? To normalna kobieta z ciekawym zawodem, która stara się radzić sobie z życiowymi problemami najlepiej jak umie. A Ben? To prawnik, dodatkowo żonaty, który jednak nie wyzbył się w pełni swojego dawnego charakterku i poczucia humoru. Im częściej Rachel spotyka się z Benem po ich ponownym spotkaniu, tym więcej swojego starego przyjaciela w nim zauważa, a co za tym idzie... coraz gorzej znosi własne uczucia, tak nieszczęśliwie ulokowane. 
Wiem, że ta powieść nie spodoba się każdemu. Nie każdy lubi taki schemat, nie każdy będzie zainteresowany ekscentrycznymi przyjaciółmi Rachel i jej nietypowym, absorbującym zawodem. Nie każdy będzie chciał wiedzieć jak ta historia się skończyła. 
Jeśli jednak lubicie schematy przyjaciół, którzy spotkali się po latach, to będziecie zadowoleni. Co więcej, jeśli lubicie romantyczne historie sprzed lat skonfrontowane z rzeczywistym stanem rzeczy, jeśli lubicie trudne i nieszczęśliwe uczucia z jakimi muszą borykać się bohaterowie, jeśli lubicie śledzić rozwój wypadków, to jest to coś dla Was! Ja płakałam przy tej powieści wiele razy, śmiałam się tak samo często. Kupiłam tą książkę przypadkowo, lecz ani przez chwilę nie żałowałam tego wyboru. Uwielbiam takie romantyczne historie, których bieg jest tak nieprzewidziany, że trudno stwierdzić jakie ostatecznie będzie zakończenie.
Jest to lekka książka na spokojne wieczory i naprawdę z czystym sercem polecam ją fankom powieści obyczajowych. Jest tu dużo miłości, dużo prawdziwych uczuć, dużo trudnych momentów, ale to wszystko zostało przedstawione w sposób tak prawdziwy i naturalny, że naprawdę godny podziwu! Oceniłam Nie mów nic, kocham cię 9/10, bo bardzo dobrze bawiłam się przy tej lekturze, była to czysta przyjemność, nawet przez moment się nie męczyłam. Ja po prostu uwielbiam takie historie. <3 POLECAM!



Dzisiaj to na tyle. Następny post pojawi się pewnie w ciągu kilku dni. Pamiętajcie, że możecie mnie znaleźć na Facebooku, Instagramie Lubimy czytać (odnośniki macie o tam, po lewej!). Jeśli mielibyście chęć skontaktować się ze mną prywatnie, to przypominam: porozmawiajmy.o.ksiazkach@gmail.com. Komentujcie, obserwujcie, dawajcie znać, że jesteście, bo to bardzo mnie cieszy i motywuje do działania. <3 Do następnego wpisu! :D

12 komentarzy:

  1. Nigdy nie słyszałam o tej książce :D Trochę mi zalatuje "Love, Rosie", ale chętnie bym ją przeczytała ;)

    Galeria Książek - zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie. ;) "Love, Rosie" to zupełnie coś innego. Tutaj mamy do czynienia z inną relacją oraz wieloletnim rozstaniem, a przede wszystkim z spotkaniem po latach w skrajnie niesprzyjających warunkach. ;)

      Usuń
  2. Nigdy o niej nie słyszałam,ale może być ciekawie...

    https://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, ile to razy ja tak miałam, że wychodzę po chleb i masło, a wracam z książką. :D Hyhyhy. <3 Najlepsza półka w Biedronce przy warzywach, ever ever. <3 :D:D

    Książka wygląda pysznie. Kiedyś czytywałam romanse non stop. I chyba mam jakiś przesyt gatunku, bo sięgam po wszystko, byleby nie po 'law stori'. ;-) Jednakże tytuł sobie zapisuję. Być może kiedyś, kto wie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam uwielbiam książki w Biedronce. :D Można świetne smakowitości wyłapać. :D
      Jeśli chodzi o książkę... cóż, nie gwarantuję, że Ci się spodoba, ale jeśli najdzie Cię ochota na "law stori", to bierz się za to, bo to taka fajna historia jest. ;)

      Usuń
  4. Średnio przepadam za takimi schematami.. ale może kiedyś, gdy natrafię.. c:

    LimoBooks :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, książka wszystkim z pewnością się nie spodoba, ale jeśli byś miała okazję, to polecam spróbować. :D

      Usuń
  5. Kiedyś, jak natrafię, przeczytam z pewnością. Niestety, teraz mam wiele innych lektur.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im więcej oczekujących lektur, tym lepiej. :D

      Usuń
  6. Nie wiem co myśleć o przyjaźni damsko męskiej. Sama kiedyś miałam wspaniałego przyjaciela, ale mnie zostawił i czasami nadal trudno mi spojrzeć na niego z odległości u stu metrów bez poczucia pustki. Może i minęło X lat, ale serce nadal trochę boli...
    Wracając do recenzji. Fabuła może i trochę oklepana, ale wydaje mi się, że książka nie jest zła. Podoba mi się taki schemat, aż ciekawa jestem, co się tam wydarzyło. Muszę ją przeczytać! :-)
    Antosia czyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po takim rozstaniu serce boli przez lata, albo nawet do końca życia niestety... Bardzo się cieszę, że przekonałam Cię do tej lektury i mam nadzieję, że będziesz zadowolona! :)

      Usuń